Wszystko i nic

Dlaczego nie chudnę mimo diety? Bo masz coś z głową!

dlaczego nie chudnę mimo diety

Jeśli mi powiesz, że nigdy w życiu nie byłaś na żadnej diecie, nie uwierzę! No.. chyba, że faktycznie marzysz o tym, żeby przybrać kilka kilogramów zamiast schudnąć – jeśli tak, zapraszam do mnie, chętnie odstąpię nawet 10 😉 Ja, próbowałam wielokrotnie, z sukcesami, i porażkami. I też zastanawiałam się czasem, dlaczego nie chudnę mimo diety. Centymetry niby uciekały, a waga stała w miejscu, byłam więc na tyle zniechęcona, że postanawiałam zakończyć swoją walkę o utratę kilogramów wcześniej, kończąc ze słoikiem Nutelli w ręku, i łyżeczką. Trafiłam ostatnio na fajną lekturę „BZDiETY – czego nie powie Ci dietetyk”. I znalazłam w niej mnóstwo cennych informacji. A teraz chcę się nimi podzielić z Tobą.

 

Dlaczego nie chudnę mimo diety?

Jak się okazuje, wszystko zaczyna się w naszych głowach. Stąd, ten dość kontrowersyjny tytuł posta. No tak. Bo jeśli nie chudniesz, chociaż się odchudzasz (ot, taka gra słów) to masz coś z głową.

Nie wiem, czy masz takie samo wrażenie jak ja, ale ja czuję się dosłownie bombardowana z każdej dosłownie strony nowymi dietami. A to kapuściana, a do jakiś Dukan, a to Dąbrowska (o tej akurat, mam naprawdę dobre zdanie – i chyba się z nią zaprzyjaźniłam na dobre, bo po jej przejściu, robię sobie cotygodniowe przypominajki). Oczywiście wszyscy, co to wybrali zdrowy styl życia (rzekomo) zachwalają swoją dietę, chwalą się też efektami. A to motywuje, do podjęcia świadomej decyzji o zmianach w odżywianiu. Tylko, na jak długo?

Dieta, to mit

I jeśli naprawdę ten nowy styl życia nazywasz dietą to wiedz, że szybko zakończysz swoją przygodę. Bo chcesz pozbyć się zbędnych kilogramów. I oczywiście – jeśli masz silną wolę – to się tobie uda. Ale co z tego? Skoro zaraz po osiągnięciu celu wrócisz do tej Nutelli?

W sumie, to zawsze miałam ten sam problem. A jeszcze trudniej było coś ze sobą zrobić, gdy mimo katowania się niskokaloryczną dietą waga tak naprawdę stała w miejscu. Bo zdarzało się i tak.

Nie wiem czy pamiętasz jeszcze moją przygodę z Trizerem? Był wówczas taki czas, że miałam przyjemność odchudzać się z większą grupką dziewczyn. I one – zawsze jak przychodziły do mnie na początku, pytały, czy to nie grozi efektem JO JO. Yyyy.. trochę nie wiedziałam co wtedy odpowiedzieć, bo już miałam świadomość, że każda z tych osób wierzy w jakiś cud! W to, że schudnie bez wysiłku, i jeszcze nie wróci do poprzedniej wagi nawet obżerając się kebabem z budki! I w sumie już wtedy powinnam była im powiedzieć – sorry, ale Ty wcale nie jesteś gotowa na dietę. Zrób sobie najpierw porządki w łepetynce, a później do mnie wróć.

Czasem tak mówiłam. Czasem one wracały, innym razem, wolały otwierać sklepy z odzieżą dla puszystych – no bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Przyznać jednak muszę, że prowadzenie tej grupy dziewczyn było dla mnie niesamowitą przygodą – pozytywną. Która bardzo mocno zmieniła mój sposób patrzenia na dietę oraz na siebie samą. Bo Wiesz  w czym tkwi cały ten sukces tak naprawdę? W tym, żeby siebie lubić! Żeby walić to, czy schudniesz w danym tygodniu kilogram, czy półtora, czy może tylko pół, albo waga będzie stała w miejscu, skoro odżywiałaś się zdrowo, a do tego dorzuciłaś jeszcze trochę ruchu.

Skoro możesz spojrzeć na siebie w lustrze i powiedzieć : kurczę.. ale jestem fajna! Co z tego, że mam kilka kilogramów za dużo. Przecież  czuję się dobrze w swoim ciele. I jestem zdrowa.

Życie to nie powinni być ciągłe liczenie kalorii. Masz ochotę na coś słodkiego? To sobie na to pozwól! Ale zastąp tradycyjny cukier, zdrowym słodzidłem. I nie myśl, że to dieta. Bo naprawdę wystarczy wprowadzić trochę zmian, by odżywiać się zdrowo, i bez żadnych ograniczeń. Na piwo, też możesz sobie czasem pozwolić – serio. I wcale od tego nie umrzesz!

Kilka rad dotyczących chudnięcia

Ot tak, żeby było łatwiej. Żeby trochę oszukać nasz organizm (czyt. myślenie) . Co zrobić, żeby schudnąć?

  • zmniejsz porcje! Banalna rada, co? Bo jak tu się kurna najeść porcją, o połowę mniejszą niż do tej pory. Pewno nie znasz tego tricku, albo i znasz, ale w niego nie wierzysz. Bo wystarczy, że weźmiesz sobie o połowę mniejszy talerz. I wypchasz go tym jedzeniem tak samo, jak dotychczas. Oszukasz mózg. Myślenie! I o to chodzi! I serio się da! Tylko nie twórz znów problemów – po prostu spróbuj!
  • stwórz sobie przeszkody – przecież jesteś leniem  😉 No nie irytuj się! Każdy z nas jest leniem. Taka sytuacja – wszystkie zapasy chowasz w piwnicy. Marzysz o chipsach – i to takich na maksa niezdrowych. Ociekających wręcz tłuszczem. Pójdziesz po nie do piwnicy? Nie sądzę! A gdyby tak były w kuchennej szafce? Aha! Z pewnością byś się po nie ruszyła, i już oblizywała paluchy z niezdrowego tłuszczu. Zadanie na dziś – jak już musisz mieć w domu te niezdrowe pierdoły (hello, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi) to weź je wynieś gdzieś daleko 😉
  • a teraz odwrotnie – walczymy z przeszkodami. Owoce, i warzywa, są ok. Jedz ich więcej. No ale dalej nie zapominaj, że jesteś leniuchem. Wybierz więc takie, co to łatwo obrać, i można je wcinać na surowo. No bo niekoniecznie może się Tobie chcieć obierać pomarańczę, ale jabłko możesz wsuwać ze skórką. Tak samo winogrona. A banana, obierzesz przecież jednym ruchem. Miej owoce i warzywa zawsze pod ręką, i sięgaj po nie, gdy poczujesz głód!
  • sam na sam z warzywami – to mega fajna strategia, którą opisuję autorka książki. Opowiada ona między innymi o tym, że w jednej z jej ulubionej restauracji, zawsze przed przyniesieniem obiadu, zostawiało się na stole ogórki. Nic więcej. Wiadomo, że rodzinka szła do tej restauracji mega głodna, a skoro trzeba było czekać na jedzenie, to ogóry szybko znikały z miseczki. Pewnego dnia ogórków zabrakło, i w zamian za nie, kelnerka przyniosła kiszoną kapustę – nie każdy ją lubi. Ale dzieciaki i tak wymiotły wszystko do czysta. Wniosek z tego taki, że skoro nie ma wyboru (osiołkowi w żłobie dano), i koło zdrowych produktów nie znajdziemy nic nie zdrowego, to nawet nie przestawiając swojego myślenia, będziemy jeść zdrowo! Sprawdziłam ten myk u swoich Bąków- działa!
  • kto z kim przystaje, takim się staje – jeśli spotykasz się wciąż ze znajomymi, którzy zapraszają Cię na piwo i kebaba, to raczej nie ma szans, żebyś wygrała z nadwagą. Zatem albo zmień znajomych, albo postaraj się ich zachęcić do zdrowego jedzenia. Mi się udało – wielokrotnie. Wystarczyło, że pokombinowałam trochę w kuchni by pokazać im, że zdrowe też znaczy smaczne. Moje naleśniki szpinakowe to hit do tej pory. Mało tego, ci znajomi, naprawdę zmienili swoje życie. Wyrzucili z domu cukier, zmienili pieczywo na ciemna, i nawet zdarza im się samodzielnie upiec chleb!
  • zdrowe, nie zawsze jest… ZDROWE – w tym punkcie chciałabym Cię zniechęcić do kupowania tego, co FIT. Bo to często tylko gra producenta, który wciska Tobie kit – (nie)zdrowy!Poczytaj sobie etykietki – wyleczysz się ze „zdrowych” zakupów. SERIO!
  • zmień myślenie – i to jest chyba jedna z najważniejszych rad, którą znajdziemy w tej książce. Wiesz co? Idź kupić pączka! Spójrz na niego. I pomyśl o nim, jak o kulinarnym orgazmie. Ślinka leci, co? To teraz spójrz na niego po raz drugi! I pomyśl, że jak go zjesz, a jutro drugiego, pojutrze trzeciego (a w najgorszym przypadku wciągniesz 3 na raz) to oddalisz się od osiągnięcia Twojego celu. ( z drugiej zaś strony namawiam Cię, do zrobienia własnych pączków, mniej kalorycznych). Tak samo jest w dosłownie każdym, niezdrowym jedzeniem. Potęga myślenia – to zawsze ma znaczenie.
  • wybór, zamień w przyzwyczajenie – nie dieta. Styl życia! Nazywaj rzeczy po imieniu. Jeśli chcesz być szczupła, lub przynajmniej mieć zdrową wagę, MUSISZ się przestawić. Inaczej efekt jojo będzie murowany!

Inteligentnych strategii pomagających zrozumieć dlaczego nie chudnę mimo diety jest w tej książce DUŻO więcej! Ale ja nie zdradzę Tobie wszystkich choć dodam, że będziesz pewnie nimi zaskoczona. Warto je poznać, i warto przeczytać tą książkę. Nie rekomendowałabym jej, gdyby okazała się być totalnym gniotem, ale ja naprawdę wyciągnęłam z niej BARDZO dużo dobrych informacji, które (mam nadzieję) zrobią trochę porządku i w mojej głowie.

 

KONKURS KONKURS KONKURS

Mam dla Ciebie niespodziankę! Możesz wygrać u mnie jeden, z dwóch egzemplarzy tej książki. Wystarczy, że pod tym postem, odpowiesz (w komentarzu) na pytanie : Jakie masz doświadczenia z dietami?

Nieważne, czy są dobre, czy złe. Czy możesz się pochwalić trwałymi efektami, czy Twoja silna wola zawodziła już na początku. Ważne, byś opowiedziała mi swoją historię.

W zgłoszeniu koniecznie zostaw też swojego maila!

Na odpowiedzi czekam do 22 września 2017 🙂 (do końca dnia)

dlaczego nie chudnę mimo diety

dlaczego nie chudnę mimo diety

dlaczego nie chudnę mimo diety

Polecam szczerze tą lekturę. Jest lekka, więc łatwo wchodzi. I serio robi w głowie porządki. Potraktowałam ją raczej jak powieść, niż jak poradnik. Choć trzeba ją zaliczyć raczej do tej drugiej kategorii. Z resztą.. sprawdź sama.

 

WYNIKI: Książki otrzymuje Karolina Jodko, oraz Magda Drwal. Gratuluję Dziewczyny i proszę Was, by każda skontaktowała się ze mną do 3 października, koniecznie z maila podanego w zgłoszeniu konkursowym.

Udostępnij:
  • Zacznę od tego, że nigdy nie miałam nadwagi. Moje BMI wynosiło powiedzmy ok. 23.5. Ale zawsze czułam, że ważę za dużo. Teraz ważę 54kg, przy wzroście 168. Jestem zadowolona, chociaż no spotykam się z opiniami, że to trochę za mało.
    Jak do tego doszłam? Powiem szczerze, że nie jestem zadowolona z mojego odchudzania, bo po prostu nie było zbyt zdrowe. Chociaż… udało mi się zyskać dobre nawyki żywieniowe. Plusy? Przestałam słodzić herbatę. Według mnie to chyba najważniejsza sprawa: słodziłam dwie łyżeczki, a to ok. 40 kcal. Przy powiedzmy pięciu herbatach w ciągu dnia, robi się z tego niezła liczba. Po drugie: przestałam jeść duże ilości mięsa, zaczęłam jeść pumpernikiel: kocham ten chleb. I kolejna mała zmiana: nie smaruję chleba masłem, tylko takim serkiem do smarowania. Polecam Łaciaty, bo bez mleka w proszku i karagenu 🙂 Ograniczyłam też słodycze, szczególnie batony, kupne ciastka itp.
    No ale niestety, jadłam bardzo mało, czasami było to pewnie z 500kcal dziennie. Byłam osłabiona, senna, piłam kawę, żeby nie czuć głodu; to było złe i ocierało się o zaburzenia odżywiania. Mimo to no schudłam w oczach: ok. 13 kg. Nie ćwiczyłam jakoś dużo, głównie hula hop, rolki, dużo spaceruję. Potem przeszłam na wegetarianizm, schudłam do 53kg i okres spóźnił mi się 21 dni. To była masakra. Cały czas jeszcze to odchorowuję. To nie jest tak, że zaczynasz jeść więcej i wszystko wraca do normy :/
    Już prawie rok trzymam wagę, nie tyję. Mogę zjeść czasami fast food, albo słodycze i nic się nie dzieje. Ważny jest umiar. Kiedyś mogłam zjeść tabliczkę czekolady, teraz jeden rządek to dla mnie dużo. Najważniejsze, żeby sobie to wszystko przestawić w głowie. Wyciągnęłam z tamtego odchudzania wnioski na przyszłość. Najważniejsze jest zmienić swoje nawyki i te takie drobne rzeczy: jak słodzenie, albo masło.(szczególnie, że obecna cena masła bardzo zachęca, aby z niego zrezygnować). Jednak głodzenie się tylko może zaszkodzić. Nie polecam i nie chciałabym do tego wracać. Fajniej się wygląda, ale to co jest w głowie, już takie fajne nie jest. Nie wpadłam w żadną chorobę i bardzo dobrze, ale będę zniechęcać do tak drakońskich diet, w imię rozmiaru 34.
    Dlaczego w ogóle chciałabym tę książkę? Chyba ze względu na ten ostatni rozdział. Chciałabym przestać tak patrzyć na wagę. Kiedyś ważyłam się dwa razy dziennie, teraz narzeczony mnie zmusił, żebym robiła to dużo dużo rzadziej. Udaje się 🙂 Ale no lubię czytać takie poradniki, szczególnie o akceptowaniu siebie. Chciałabym naprawdę uwierzyć, że ten cholerny wygląd nie ma aż takiego znaczenia. Bo umiem o tym mówić innym, prawić morały, ale samemu się ogarnąć jest już trudniej.
    A jeśli jeszcze ktoś uważa, że z tym okresem to nie jest tak źle: tak mi się hormony zbuntowały, że miałam najgorszy trądzik w życiu. Po prostu przekroczyłam tę granicę normalna waga/niedowaga no i się zaczęło.
    pozdrawiam 😉
    maja.lidia.piotrowska@gmail.com

  • Światły Lidia

    Ja miałam swoja przygodę z Naturhouse… Wszystko ładnie pięknie, bo na tamten czas schudłam z nimi 15kg w krotkim czasie i jakos jojo nie mialam.. ale wydawalam na same suplementy okolo 100/150zl. A gdzie zakuph na diete. Swietnie sie trzymalam, duzo cwiczylam (jie mialam wtedy jeszcze dzieci i bylam krotko przed slubem wiec i latwiej o czas i checi). Ale.. zoladek zaczal szwankowac po pseudo naturalnych środkach.. obecnie len i Pawełblemy zdrowotne wygrywaja każdąmoja walkę a w efekcie ni mniej ni więcej zbędnych kg i rozczarowań.
    Mimo to, staram się walczyć dalej. Jeśli daję radę to ćwiczę.. jeśli mam mozliwosc jem zdrowo.

  • Elżbieta Purol

    Do tej pory nie stosowałam żadnej diety. Tak tak. Za bardzo kocham jeść. Słodyczy nie jadam bo nie lubię. Od święta zjem kawałek ciasta. Herbaty nie słodze za to kawa musi być słodka bo mi przez gardło nie przejdzie 😁smażę na oleju kokosowym. I to byłoby na tyle. Acha i kiedyś biegałam systematycznie. Teraz niestety czasu brak (albo tak sobie tłumaczę 😂). Przydałoby się schudnąć tu i ówdzie. Może ta książka pomoże?

  • Joanna R-cka

    Oczywiście, że stosowałam diety. Przeczytałam o diecie 1200 klc w marcowym Glamour.
    To co ja mogę robić?jestem już naprawdę zdołowana!Będę starszą 21
    pażdziernikai muszę naprawdę zrzucić te parę kilo. Zresztą mam już dość
    komentarzy. Wiem, że nie chudnie się w dwa dni bo przecież te około 10
    kg przytyłam w jakieś 4 lata za sprawą zmiany trybu życia – tyłek w
    samochodzie, niby jem tyle samo co kiedyś ale wtedy miałam ciągły ruch. Ja
    tak bym chciała ważyć te 62 do 65 kg. Marzenie!

  • Magda Drwal

    Ja niestety mam bardzo przykre doświadczenia z dietami…
    Zaczęło się w 2 klasie gimnazjum. Stwierdziłam, że jestem najgrubsza w klasie i chciałam schudnąc za wszelką cenę. Najpierw po prostu jadłam mniej, kalorie liczyłam na oko – na początku „byle nie przekroczyć 1000”. Potem żołądek się skurczył, najadałam się znikomymi porcjami i pomyślałam, że skoro kilogramy tak ładnie lecą w dół, to czemu by tego nie przyspieszyć? Zaczęłam jeść jeszcze mniej, a kalorie powoli stawały się moją obsesją. W krytycznym momencie jadłam zaledwie 400 kcal dziennie – pamiętam to jak dziś – na śniadanie dwa tosty (120 kcal) z 2 łyżeczkami serka wiejskiego (20 kcal), na drugie śniadanie jabłko (80 kcal), na obiad miseczka zupy bez ziemniaków (około 100 kcal), a na kolację jeden tost (60 kcal) z łyżeczką dżemu (20 kcal) = 400 kcal. Liczyłam nawet zjedzony listek sałaty, miałam potworne wyrzuty sumienia nawet jeśli zjadłam zbyt czubatą łyżeczkę dżemu niż zwykle. To było chore. Nie miałam na nic sił, a mimo to codziennie ćwiczyłam – 45 min jazdy na rowerku stacjonarnym (na żadne inne ćwiczenia po prostu nie miałam siły). Wyglądałam jak szkielet. Okres oczywiście zanikł. Nauczyciele w szkole i rodzice patrzyli na mnie jak na trupa. Zwiedziłam chyba wszystkich możliwych lekarzy. W końcu, przy BMI 15, (najniższa moja waga to 42 kg) opamiętałam się, gdy moja mama zaczęła płakać nad moim zdrowiem. Stopniowo zwiększałam porcje jedzenia. Udało mi się przytyć do 48 kg. Ale psychika wciąż szwankuje. Czasem mam lepszy dzień, nie przejmuję się wtedy jedzeniem i kaloriami i jem normalnie. Ale po takim dniu waga rośnie i wszystko wraca… muszę jednak przytyć co najmniej do 55 kg, aby wróciła mi miesiączka. Mam nadzieję, że dzięki tej książce mi się to uda. Może przeczytam w niej, dlaczego zwariowałam na punkcie diety. Bardzo mi się przyda, bo mam już dość bycia niewolnicą kalorii. Chcę żyć jak normalny człowiek.
    mail: asiad000@gmail.com

  • Kamila

    Stosowalam rozne diety, z roznymi skutkami. Generalnie ze zrzuceniem wagi sprawa jest prosta: żryj mniej, ćwicz duzo. Moim zdaniem najzdrowszym rozwiazaniem jest spersonalizowana dieta dla danego osobnika z uwzglednieniem jego potrzeb, trybu zycia, zapotrzebowan kalorycznych, wagi itd. Taka sprawdzila sie u mnie. Zadnych suplementow diety, tabletek czy cudownych pasow odchudzajacych! Sama dieta jestesmy w stanie wykreowac taki model ciala, ktorego wszyscy beda nam zazdroscic. 5 posilkow dziennie, nie objadanie sie do syta, stopniowa likwidacja cukru, soli poprawia nie tylko wyglad ale i samopoczucie! Nie wierzylam ze sama dieta mozemy sprawic ze nawet kondycja psychiczna nam sie poprawia. Ja nie musialam wiele schudnac, chodzilo mi raczej o zbudowanie miesni i ewentualnie zgubienie pociazowego brzuszka 🙂 systematycznosc dziala cuda. Nie trzeba sie nad tym zastanawiac, warto robic menu na caly tydzien zeby uniknac momentow w ktorych jestesmy glodni i moglibysmy siegnac po jakies „zlo cukrowe” 🙂
    kamila.ppiatek@gmail.com

  • Danae

    Dzięki popularnym, hitowym dietom kilogramy idą w dół, centymetry maleją w oczach, a spodnie lecą z wiadomych części ciała. A potem równie trudno jest je wcisnąć na te wiadome części ciała, które jakimś cudem po szybkim schudnięciu raptownie puchną – chyba dlatego mam wszystkie możliwe rozmiary w szafie, od startowego 44 po osiągnięte kiedyś wielkimi wyrzeczeniami 32. Wszystkie te ograniczenia nie są warte wypadających włosów, połamanych paznokci, zabójczego jojo i stale obniżonego nastroju.
    Po latach prób (a głównie to błędów), kilogramach straconych i zdobytych ponownie, garściach straconych włosów, stertach ubrań na każdą wagową pogodę i kilku matach do ćwiczeń zdartych na próbach znalezienia idealnego rodzaju fitness – przestałam przywiązywać do tego wszystkiego (nomen omen) wagę. Wyrzuciłam wagi. Znalazłam ciuchy do ćwiczeń, w które najzwyczajniej w świecie mam ochotę wskoczyć. Darowałam sobie zestawy ćwiczeń z „ulubionymi trenerkami” całej Polski – bo jakoś nie identyfikowałam się z tą częścią całości, która czerpała z tego radość. Przestałam podporządkowywać cały swój dzień swoim posiłkom. Bywa, że jem nieregularnie – ale staram się dostarczać organizmowi dobrego paliwa. Nie szaleję, kiedy zdarzy mi się zjeść wielką kolację. Nie odkładam czekolady na najwyższą półkę, bo kiedy mam na nią ochotę tak po prostu, to jakoś potrafię we właściwym momencie zawinąć ją z powrotem. Im dłużej patrzę na nią tęsknym wzrokiem, tym większe są szanse, że w końcu pochłonę ją po kryjomu w całości. W moim przypadku najlepiej sprawdza się ignorowanie wszystkiego reklamowanego przymiotnikami „hit”, „ulubione”, „superskuteczne”. Jak zawsze jestem przekonana o tym, że tylko spokój może nas uratować – ale musiałam się ładnych parę lat nieskoordynowanie szamotać, żeby dojść do takich wniosków 😉
    madamechocolatte@gmail.com

  • Aleksandra Szymczyk

    Dieta? A co to takiego, bo nigdy nie stosowałam. Jedzenie to moja pasja. Kiedy jestem głodna nikt nie może ze mną wytrzymać. Jestem zgryźliwa, nieznośna i dużo marudzę. Humor może poprawić mi ogromna napoleonka albo kinder bueno. Kiedy inni odchudzają się, ćwiczą, bo chcą być FIT – ja zajadam się pyszną domową kremówką i nie liczę żadnych kalorii. Mam dobrą przemianę materii, jem za 5 osób, a wyglądam jakbym nic nie jadła. Kiedy mi smutno duszę swą pocieszam wizytą w ulubionej restauracji. Nie sądzę, że potrzebna mi jest dieta, bo mam świetną sylwetkę i przede wszystkim akceptuję siebie. Nie chcę być jak inni, nie chcę ćwiczyć ze znanymi osobistościami, które kreują swój wizerunek w internecie, chcę być sobą i jeść to co lubię i prowadzić swoje życie według własnego planu. Jedynie dodałabym do swoich posiłków więcej produktów „bomb witaminowych”.

    aleczka11@interia.eu

  • Hejka 🙂 Chciałam tylko zaznaczyć, że mój komentarz został oznaczony jako spam :–; Nie wiem co zrobiłam źle ><

  • Monika Chyczewska

    sprawdza się:

    (motywacja +wiedza) x wysiłek +wytrwałość do kwadratu =
    SUKCES

    Wygrały marzenia…

  • Agnieszka Matysek

    Moje doświadczenie z dietami?
    Wszystko zależy od tego co rozumiemy pod mianem
    „dieta”. Osobiście słowo to kojarzy mi się z okresową męczarnią
    polegającą na odmawianiu sobie jedzenia w celu zrzucenia kilku kilogramów. W
    takim rozumieniu diety oczywiście nie działają, a już na pewno nie w sposób
    trwały. Stosowałam różne diety, błądziłam odmawiając sobie niesłusznie tego i
    owego i zawsze kończyło się to natężeniem myślenia o jedzeniu, a co za tym
    idzie głodem i w końcu jedzeniem. Nigdy jeszcze nie dane mi było skosztować
    pożądanych efektów diety. Najlepszym natomiast sposobem na pozbycie się nadwagi
    okazała się metoda: „przestań myśleć o tym”. Inaczej sprawa się ma
    jeśli chodzi o dietę w rozumieniu stałego sposobu odżywiania. W tym przypadku
    nigdy nie zaszkodzi zapełnić swojej spiżarni wartościowym pożywieniem,
    wprowadzić do stałego użytku olejów bogatych w kwasy Omega, unikać fast-foodów
    i niezdrowych przekąsek. Ja zmianę sposobu odżywiania zawdzięczam macierzyństwu
    i trosce o zdrową dietę dziecka. Właśnie w tym czasie zasięgnęłam najbardziej
    rzetelnej wiedzy odnośnie odżywiania, doceniłam wartości zdrowotne olejów
    roślinnych (olej lniany, dyniowy, oliwa z oliwek,…) oraz powróciłam do
    zasady: Zdrowie pochodzi z natury!

  • Jola Prusakowska

    Jak tak czytam to od razu mam siebie przed oczami. Dukan-oczywiście,kapuściana i owszem,1000 kalorii ile razy?No i ważenie raz w tygodniu,a potem…kurcze przecież jednego loda mogę i koniec marzeń.W ten sposób moja waga stoi powyżej setki i ani drgnie,Nie jest łatwo odchudzać się jak ma się nierówno pod dekielkiem!No i kuśtykam jak stara babcia,robię się coraz bardziej „babciowa”nieporadna i niedorajda!
    jolunia559@wp.pl

  • Monika

    Mam coś z głową !!! Zdecydowanie. Odchudzam się a nie chudnę. Mało tego dziś mam na wadze kilogram więcej niż wczoraj. Jak żyć??? Zniechęcenie bierze już od samego rana. Gdzie motywacja? Poszła w … Mam juz po prostu dość. Wiem, że moje ciało ma dość, a moja głowa szczególnie. Bo ile można mysleć o diecie, ćwiczeniach, efektach na wadze? Ile można gonić za swoim wymarzonym ideałem, który po nocach spędza sen z powiek? Głowa podpowiada – wyluzuj, ale wiem, że nie mogę, nie chcę, chcę dojść do mojego celu. Może głupiego, może za dużego… Nie wiem, ale coraz częściej dochodzę do tego, że zadręcze się, że muszę da sobie troche luzu i zmienić myślenie. Dlatego też staram się jeść zdrowo, aktualnie mam to bardzo utrudnione przez założony kilka dni temu aparat na zęby 🙂 Powróciłam do ćwiczeń, te 3-4 razy w tygodniu po godzince to czas, który znajdę bez problemu. Gorzej z chęciami, ale jak ich brak, to i tak wciągam legginsy, buty i wyciągam matę, albo ściągam męża z kanapy i idziemy pobiegać. Słodkie z domu zlikwidowałam, tu akurat półśrodki nie pomagały, trzeba było je usunąć trwale. Staram się pić dużo wody, herbatek. Ale jeszcze jedno muszę zmienić – wagę na centymetr, bo całkowicie dostanę na łeb. Waga pokazuje jedno, a spodnie które kupiłam mając 5 kilo mniej są idealne. Ale wiem, że ten krok musze powoli wykonać, bo waga to moje uzaleznienie. Także trzymaj kciuki 🙂

    • Monika

      Teraz dojrzałam, że maila nie zostawiłam 🙂 tamlin2@op.pl

  • Ewa Grabiec-Stasiewicz

    U mnie problem był trochę inny – potrzebowałam diety żeby przytyć, ledwo mieściłam się w siatkach centylowych i wszystkich tych „znormalizowanych” pomiarach.. niestety – dietetyk okazał się drogą imprezą, a pani do której trafiłam była nieco oderwana od rzeczywistości w swoich propozycjach jedzeniowych, więc zaczęłam kombinować na własną rękę.. Udało mi się uzyskać wymaganą przez lekarzy wagę, ale odbiło się to na moim samopoczuciu i ocenie swojego ciała.. Dziś potrzebuję „zgubić” trochę brzucha, ale złe doświadczenia ze „specjalistami” powodują, że błądzę w swoich własnych pomysłach.. i jakoś się toczy..

    j.polski@onet.eu

  • Gosiaczek

    Dieta to nieodłączny element mojego życia!
    Ale tylko na jednej udaje mi się naprawdę wytrwać 🙂
    Dieta bezglutenowa, to jedyna dieta, której naprawdę przestrzegam! Ale nie do końca jest to mój wybór, a zwyczajnie przymus! Mam celiakię, dlatego diety bezglutenowej muszę przestrzegać i nic na to nie poradzę, a z każdą inną potrafię wytrzymać przez jakiś czas! Po czym mam zawsze ochotę na coś, czego moja dieta zdecydowanie zabrania!
    Wychodzę z założenia, że jednak wolę się katować ćwiczeniami, niż odmawiać sobie przyjemności jedzenia wszystkiego! Przecież i tak już gluten musiałam wyeliminować, a to zawsze jakieś wyrzeczenie!

    gosia.s012@gmail.com

  • Michalina Ćwioro

    Odchudzałam się już wiele razy, skutecznie a jednak nieskutecznie! Nie ma czegoś takiego jak dieta! Nie ma diety, to musi być stała zmiana odżywiania, najlepiej połączona ze zmianą trybu życia , po prostu zwiększenie aktywności fizycznej! Ja schudłam podczas stosowania bardzo rygorystycznej i ubogiej diety, połączonej z zwiększonym wysiłkiem fizycznym. Fajnie. Ale się wtedy cieszyłam, w końcu waga nie kłamie! I powoli zaczęłam więcej jeść, odpuściłam ruch , bo przecież już byłam szczupła. Teraz już nie jestem,jest jak jest! Na diety i ćwiczenia nie mam już siły.Pogodziłam się ze swoim ciałem!
    michalinacw1955@wp.pl

  • Karolina Jodko

    Mój typowy dzień zaczynał się od energetyka, potem był pyszny lunch. Codziennie cappuccino, słodkie soki i bułki, podjadanie chipsów. Do tego doszły stresy i długie siedzenie przed komputerem. Nawet się nie zorientowałam, kiedy przytyłam. Moje doświadczenia z dietami nie były jednak najlepsze. Zaczynałam od kopenhaskiej, potem była kapuściana, różne głodówki, diety „tylko tłuste”. Kiedyś też stosowałam dietę sokową (piłam same soki) i choć szybko schudłam, równie szybko pojawił się efekt jo- jo. Taki skutek był po każdej diecie. Tym razem zmotywowała mnie kolejna bezowocna wizyta w sklepie z ubraniami. W dodatku, wiele osób pytało, czy jestem w ciąży. W pracy akurat odchudzała się koleżanka- widziałam więc efekty i też postanowiłam spróbować. Na lodówce powiesiłam swoje zdjęcie z najgorszego okresu. Przez cały czas diety, kiedy tylko chciałam „zgrzeszyć”, towarzyszyło mi pytanie: czy nie żal ci efektów? I wtedy skutecznie mi się odechciewało. Zaczęłam chodzić 3 razy w tygodniu na basen, zrezygnowałam z napojów gazowanych, a Red Bull piję czasem w wersji light. W jednej z czasopism znalazłam tabelkę, jak zastąpić popularne potrawy zdrowszym jedzeniem. Chleb zamieniłam na pieczywo chrupkie, soki owocowe na warzywne i wodę, a mięso- na ryby i kurczaka. Nie konsultowałam się z lekarzem, nie buszowałam po Internecie, zaufałam intuicji. Jestem spokojna, ale też uparta i taka też była moja dieta. Nic na siłę i za szybko. Chudłam kg na miesiąc. Wybrałam taką dietę, jaką byłam w stanie wytrzymać. Nie mogłabym poddać się restrykcyjnemu odchudzaniu, bo jestem zbyt wielkim smakoszem życia.

    karolina2701@onet.eu