Bez kategorii

Wizyta u alergologa – lekarz który zna odpowiedź na każde pytanie

Długo nas tu nie było. Ale to tylko dlatego, że strasznie dużo się działo, i brakowało mi czasu. NA WSZYSTKO:) W każdym razie… jakiś czas temu, miała miejsce nasza wizyta u alergologa, do której byłam właściwie trochę sceptycznie nastawiona. Ale zmieniłam zdaniem tuż po wejściu do gabinetu! Bo to PIERWSZY lekarz, który chce słuchać, i znajduje odpowiedź na każde pytanie! O taka Pani alergolog nam się trafiła! I to wcale nie prywatnie:)



Pamiętacie, jak wspominałam Wam, że pulmonolog, do którego chodzimy traktuje nas trochę z góry? Pierwsza wizyta była super, dokładny wywiad, osłuchał Mikołaja, ustawił leki (ale niczego nowego nie wprowadzał) no i umówiliśmy się chyba za półtora miesiąca. Dopiero po tym czasie dał nam skierowanie na pierwsze testy, no ale druga wizyta to już było takie nic. 
Dosłownie weszliśmy do gabinetu po to, żeby z niego wyjść, jakkolwiek by to nie brzmiało. 
I tak! pomyślałam wtedy, że pewnie potraktowałby nas inaczej, gdybyśmy przyszli na wizytę prywatną.. z resztą moje przypuszczenia się później potwierdziły, bo miałam okazję porozmawiać z rodzicami, którzy mieli podobne odczucia ale ponieważ wizyta u pulmonologa była im potrzebna, umówili się prywatnie – NIEBO, a ZIEMIA. 
Byłam zniesmaczona.. Ale ponieważ nasz pediatra miał głęboko w poważaniu to, że Mikula dalej ciągle choruje i wiecznie tylko dopisywał nowe antybiotyki – potrafił zmieniać nawet 3 razy w tygodniu (!), postanowiłam na własną rękę działać.. Bo co mi innego zostało?
Bardzo niechętnie wypisała mi skierowanie do specjalisty. Nasza wizyta u alergologa nawet nie miała jakiejś odległej daty, mimo, iż na Spornej zazwyczaj jest inaczej. I tak sobie pomyślałam – albo kolejny lekarz, do którego nie chce się chodzić.. albo po prostu wszystko przebiega na tyle sprawnie, że … no.. w każdym razie. Mimo, iż byłam trochę sceptycznie nastawiona, to miałam też nadzieję, że może ktoś nas wreszcie odpowiednio zdiagnozuje. 
Bo nie wiem czy wiecie, ale mimo, iż wszyscy lekarze zgodnie twierdzili, że astmę to Miko ma na sto procent, to NIKT nam takiego zaświadczenia nie wystawił!! NIKT! I miałam ogromny problem ze zdobyciem recepty na niezbędne nam na co dzień leki do inhalacji – pediatra wypisać nie chciała! A jeżeli już wypisała, to nie na ryczałt co oznaczało, że za miesięczną kurację musielibyśmy zapłacić około 300 zł. i to tylko za podstawowe leki. 
Ale tym razem było inaczej:) Chociaż przyznam, że Pani doktor nie zrobiła na mnie na początku dobrego wrażenia. Zasmarkana, kichająca.. mówiła do nas przez kartkę papieru. Tak samo badała Mikołaja – trochę na odległość, ale dokładnie. Po czym kazała go ubrać, i wyprowadzić na korytarz. 
Byłam pewna, że wizyta zakończy się tak jak te wszystkie kolejne u pulmonologa, ale ona najpierw przeprowadziła bardzo dokładny wywiad, porównała wszystkie możliwe badania i wydała osąd:
ASTMA! I już Pani wypisuję zaświadczenie, które ważne będzie przez jeden rok. Proszę sobie to skserować. Oryginał dla Pani, natomiast ksero dla lekarza rodzinnego, który będzie miał obowiązek wypisywać Pani na bieżąco wszystkie leki, które tutaj Pani wpiszę na stałe. NA RYCZAŁT! 
Z badań odczytała również, że naszym największym problemem są roztocza. Dobrze to … i nie dobrze:( bo dzięki diagnozie można dopasować leczenie, ale przecież roztocza są ZAWSZE i wszędzie. Z tego co mówiła, najgorzej jest z nimi od września do lutego ( czy stycznia). No i by się zgadzało, bo to jest czas, kiedy Miko najbardziej choruje. 
Rozpisała mi dokładnie co i kiedy wykorzystać. Powiedziała też, żeby NIE PODAWAĆ ANTYBIOTYKU póki nie pojawi się gorączka. Dopisała coś nowego – lek na sytuacje kryzysowe;) i powiem szczerze, że odetchnęłam z ulgą! Bo wiem teraz, że w razie najgorszego, mogę pomóc Mikuli na kilka różnych sposobów a nie gnać od razu do pediatry, która jest wielbicielką antybiotyków i traktuje je jak OBOWIĄZEK przy każdej chorobie.
Szanowna Pani doktor nie raczyła nawet poinformować mnie, że kiedy włączamy np. Berodual, to trzeba go podać przed Nebbudem. BA! Nie dodała także, że powinno się do niego dolewać wody. Natomiast wizyta u alergologa uświadomiła mi, że być może tutaj właśnie tkwi problem. Bo kiedy wlejemy do pojemniczka 20-25 kropelek berodualu, to jest tego naprawdę niewiele, a większość osiada przecież na ściankach, zatem Mikula nie wdycha tyle leku, ile potrzebuje! I tak naprawdę to wychodzi na to, że mogłabym mu go wcale nie podawać. 
Przez tych 50 minut, które spędziłam w gabinecie dowiedziałam się o chorobie mojego dziecka WIĘCEJ, niż w trakcie pobytu w szpitalu, i dziesiątkach wizyt u różnych innych lekarzy. 
I też byłam pewna, że być może to tylko “Zachęta do prywatnej wizyty” ale rozmowa z innymi rodzicami uświadomiła mi, że to po prostu lekarz z powołania. 
POLECAM WAM SZCZERZE Panią Doktor Alicję Sypniewską Ciesielską!
Udostępnij: