Bez kategorii

Słowne przepychanki

Z utęsknieniem czekałam, aż zaczną gadać. Najpierw jeden, który i tak był dość oszczędny w słowach mimo, iż znał ich dziesiątki po ukończeniu 1,5 roku  i setki, po skończeniu dwóch lat. Rozgadał się dopiero, kiedy zaczął mieć konkurencję. A Feli szybko zaczął dotrzymywać kroku z gadaniem Mikuli. A ja dalej czekałam.. z tymże teraz na noc! Aż wreszcie zasną i zamkną te swoje małe dzióbole!




Ale grzeczne te pani dzieciaczki. Jak aniołki dwa. Buźki aniołków mają  z resztą. A ten mały, to jak dziewuchna!

UH! Powinnam się cieszyć komplementami? Bo to komplement chyba, prawda? Dziecko mi ktoś chwali! BA! Dwójkę nawet! Tylko prawdy w tym tyle, co nic.

Łobuzy z nich – to fakt. Biją się, gryzą, szczypią, ale ja wcale nie  o tym – nie dziś;)

Wiecie, od czego się ZAWSZE zaczyna? Od słownych przepychanek! Tylko otworzą oczka… tylko wyjrzą przez okno i zauważą pierwszy promyk słońca, już się zaczyna. Bo chociaż pierwsze słowa, jakie słyszę to : “Dzień dobly blacie” , to już za kilka chwil ta miła atmosfera przemienia się w koszmar.

Bo… nagle Feli ma ładniejszą pidżamkę . Ale za chwilę się okazuje, że jednak Mikula ma fajniejszą! A później na szczoteczce Filipa jest więcej pasty, no to Mikołaj musi nadrobić i zabiera mu trochę przy okazji obrywając z liścia. Idziemy robić śniadanie. Każdy smaruje swój chlebek :
– nie patrz na mój chleb, masz swój
– a Ty nie patrz na mój! możesz sobie na swój popatrzeć.

Tak samo jest w trakcie jazdy samochodem. W oknie z jednej strony widać traktor : A u mnie jedzie traktor, a u Filipa nieeee
A u mnie widać wiatrak, a Mikołaj nie ma..

UH!!! I te mini przepychanki słowne wzrastają nagle do rangi WOJNY ŚWIATOWEJ. I czacha dymi. A ja czekam tylko aż przyjdzie noc, i wreszcie zamkną oczy – choć nawet przez sen potrafią się kłócić.
A rano..? Modlę się, żeby słońce wstało później niż zwykle.
 OSZALEJĘ! :):)

Czy u Was to wygląda tak samo?



Udostępnij: