Bez kategorii

Prawie jak wakacje..

Bo chociaż to “urlop” nieplanowany, to cieszę się, że uległam namowom Chłopców. Wprawdzie zaległości w pracy się narobiło sporo, ale poświecę ze dwie nocki, i odpracuję.. Warte są tego te ostatnie dni .

Wyjątkowo dłuuuugi dla nas tegoroczny Dzień Dziecka;) prawidłowo, to dopiero za kilka dni, a my świętujemy już od wtorku.
Inne miałam plany, chociaż chciałam coś zmienić w tej naszej codzienności na plus dla Bąków, to jednak nie aż tak bardzo. A teraz… coś Wam powiem.. “Wolność” uzależnia.. tak ciężko jest wrócić do obowiązków, kiedy pozwoliło się sobie na trochę luzu. 
I tak, zupełnie nieplanowana wizyta u Dziadków, obudziła we mnie MEGA LENIA. Odpoczywają moje szare komórki, cztery litery od wiecznego siedzenia i palce.. już myślałam, że mam reumatyzmy – serio, serio;) ale najwyraźniej te nocne bóle są przez  nadmierne eksploatowanie każdego dnia moich górnych kończyn;) ( a może by tak nauczyć się pisać stopami?;) można by wtedy wymiennie.. )
W każdym razie, we wtorek Mikula obudził się z myślą, że już kilka tygodni nie był u Babuni i Dziadziusia… truł mi dupala, jęczał, mruczał, nawet łzy wyciskał-najprawdziwsze! No dobra- powiedziałam. Ale tylko JEDNA NOC. Jutro rano wstajemy, i wracamy do Gniezna.. Zgoda była, więc zerknęłam tylko na zegarek i raz dwa wybyliśmy na miejski autobus.

 Jako, że bez przygód się nie obyło, spóźniliśmy się na autobus docelowy co zaowocowało PÓŁTORAGODZINNĄ wizytą na dworcu, karmieniem ptaszków, oglądaniem odjeżdżających pociągów, uciekaniem, wrzaskami, tupaniem nogą i.. aaaaaa…. sama chciałam stamtąd uciec i zaczęłam żałować, że jednak uległam namowom. Ale wreszcie autobus przybył. Mała godzinka i byliśmy u Babci.. a tam.. to już Bąki są najszczęśliwsze na świecie. Mają swoje pojazdy, milion zabawek, ukochanego pieska, kurki, świnki, WARZYWKA i.. ŚWIĘTY SPOKÓJ. A do tego Babunię i Dziadziusia, którzy choćby mieli roboty mnóstwo, i tak spędzą czas w Wnukami.

Jak ustaliliśmy, tak zrobiliśmy, i wczoraj byliśmy już w Gnieźnie. Kilka chwil samotności, i odwiedził nas mały Marcelek – znów “wolne”;) a jak pojechał.. to było jeszcze więcej wolnego bo jakimś CUDEM zasnęłam razem z Bąkami o godzinie 20:30 …
A dziś? Dziś rano planowałam nadrobić co nieco, ale po odwaleniu dwudziestu procent dniówki Chłopakom zachciało się truskawek – cholender, że też TV ma taką moc. No to poszliśmy po nie na ryneczek.. zaopatrzyliśmy się w pół kilograma, umyliśmy i wybyliśmy na piknik nad staw. Tam też zaliczyliśmy nasz domowy obiadek – na powietrzu smakuje lepiej, wiedzieliście?;) No i dopiero co wróciliśmy do domu.. Z nów z ambitnym planem – NADRABIANIA.. 
A co Matkas zrobił po odpaleniu kompa? A no stwierdził, że tęskni trochę za swoją blogoferą, i zanim zabierze się za robotę, musi pozostawić w tym swoim “domu” kilka słów. 
Ale teraz już ciiichooo…. odcinam się od social media:D Bloga też zostawiam w spokoju i lecę.. pisać.. o sukienkach, operacjach plastycznych, pozycjonowaniu i cellulicie.. taa.. tyle na dzisiaj wystarczy;) 
Swoją drogą.. nie skończyłam żadnych studiów – zrezygnowałam w połowie ( z przymusu) ale czasem czuję się tak, jakbym była Alfa i Omega 😀 Bo na jakich studiach dowiem się zarówno o tym, jak powiększyć sobie co nieco, wybudować dom, zrobić domową maseczkę i…. no.. co tu dużo mówić.. Żadne studia nie są taką szkołą “życia” jak copywriting 😛
 

Udostępnij: