Bez kategorii

Dzień za dniem, rok za rokiem.. rączka w dłoni, krok za krokiem.

Śpią moje Chłopaki.. Ostatnio mamy fazę – śpię z Mamą, albo WCALE.. pozwalam.. lubię:) BA, KOCHAM nawet… przytulańce, całowańce, głaskanie po włoskach.. Pod “ścianą” mieszka Fil.. w środku “Musia”.. Od brzegu Mikula- niby u siebie- ale koło pierwszej w nocy wtula się już w Matulę i odstawić się do własnego łoża nie pozwoli.

Trzy i pół roku… To mój staż bycia Mamą.. Mogłabym napisać na ten temat obszerny referat choć właściwie… POWIEŚĆ NAWET! Wiem chyba wszystko o kolkach, problemach z AZS, diecie bezglutenowca. Znam prawie każdą, dziecięcą markę, która ma cokolwiek do zaoferowania naszym Małym Bąkom.
Ojjjj dłuugo marzyłam o tym, by zostać Mamą.. Wiecie, że już 9 lat temu zaczęłam kompletować wyprawkę?:D hehe no wiem wiem… to jakaś abstrakcja .. ale zaglądałam do wszystkich wózków na ulicach i marzyłam o tym, żeby niebawem przytulić własnego Maluszka:)
Później te dwie krechy na teście ciążowym… i czekanie… wieeeeelkieeeee oczekiwanie, które ciągnęło się jakby w nieskończoność..
Ostatnie dni przed porodem spokojne – choć nieziemsko mnie wkurzały głupie teksty : “Ojej..  A Ty jeszcze w dwupaku?” No szlag mnie trafiał bo cholibka sama najbardziej chciałam się w końcu ROZPAKOWAĆ. No i wreszcie WIELKI DZIEŃ. Miałam już wszystko o czym marzyłam ale.. no właśnie… czułam się, jakby ktoś nagle zgasił światło.. Oślepłam! Nie wiedziałam dokąd iść. Każda droga była zła..
Kiedy zaszłam w ciążę przeczytałam dziesiątki poradników dla Rodziców. Do kolekcji wielkich mądrości co miesiąc dorzucałam stos parentingowych gazetek. Znałam więc pojęcie poporodowej depresji ale nie sądziłam – a raczej nie chciałam się przyznać, że i mnie mogła dopaść..
Pierwszy miesiąc Matulowania był dla mnie okropny. Wydawało mi się wiecznie, że jestem zbyt mało samodzielna, że Miko NIE MOŻE ZAPŁAKAĆ.. Stale rozdrażniona, podkrążone oczy, zero czasu dla siebie – i chęci , by go wygospodarować. Czułam się jak maszynka do produkcji mleka.. w dodatku – Młody nie chciał go pić! Co ze mnie za Matka, skoro własnego Dziecia nakarmić nie potrafię? Wkurzały mnie nocne ryki.. ale kiedy tylko Miko się poruszył sprawdzałam czy oddycha spokojnie – tyle się naczytałam o śmierci łóżeczkowej. PARANOJA!
I Wiecie co? Usiadłam sobie kiedyś w nocy koło tego mojego Dziecia i patrzyłam jak śpi – kilka godzin.. Mlaskał słodko, mruczał coś przez sen, raz po raz się uśmiechnął.. Na wyciągnięcie ręki miałam TO, o czym od dawna tak bardzo marzyłam.. Rano wstałam z innym nastawieniem.. uświadomiłam sobie tej nocy, że gdzieś UMKNĄŁ mi CAŁY MIESIĄC życia mojego Synka..W kolejnych dniach uczyłam się własnego Dziecka i rzec mogę, że wykułam tą wiedzę na pamięć – zdałam później wiele egzaminów dotyczących tej tajemnej wiedzy, i zdaję je nadal.. czasami na szóstkę.. innym razem ledwo zaliczam:) ale staram się:)
A starać się muszę podwójnie.. Fil to już inna bajka… Sam poród był bardziej świadomy, i pierwsze dni mojego podwójnego macierzyństwa.. odkrywałam Matulowanie na nowo.. NIKT nie pomagał przy kąpieli, nikt nie wyręczał przy karmieniu. Może to był taki test? narzucony odgórnie ? Bo przecież każdy ma swój los w gwiazdach zapisany.. Matula przeszła szkołę życia.. i została Sama.. choć nie samotna – bo są z nią dwa Bąki, które o swojej obecności zapomnieć NIE POZWOLĄ.
Czasami MAM DOŚĆ! Naprawdę krew mnie zalewa i białej gorączki dostaję kiedy przez cały dzień widzę jak się tłuką, szarpią, kłaki z łebków wyrywają.. Mam ochotę wrzasnąć, capnąć za szmatki i wystawić na balkon (!) Ale są też takie chwile, kiedy choćbym miała humor – nie podchodź bo ugryzę- to ZAWSZE mnie rozweselą.
Kochają się… oj kochają się te dwa Bąki tak bardzo, że opisać tego nie potrafię. Tęsknią za sobą, kiedy Pan Tata zdecyduje, że jedzie z Nim tylko jeden. A jak Ciocia Niania zabierze Lilipiaka, Mikula punkt 17 stoi pod drzwiami i czeka..
No ciężko bywa.. KURCZE CIĘŻKO JAK CHOLERA! Dwie torpedy ,, alimenty, które nie wystarczą nawet na pieluszki, ciągle w biegu – stale w pracy , Dzieć ciągnie za nogawkę, bo Mamusia miała z Nim wieżę z klocków układać. Warknę czasami.. a później biję się w pierś. Przecież gdyby nie Oni.. ehhhh…
I tak mija.. dzień za dniem, rok za rokiem.. rączka w mej dłoni…i krok za krokiem..

……………………………………………………………………………………
Ulotne te chwile… a wspomnień żal… bo “leżą gdzieś” na dnie w albumach pamięci i kurzą się..
Ten tydzień będzie taki… wspominkowy.. Bo szkoda zapomnieć, bo może rady komuś się przydadzą..
Bo przerabialiśmy kolkowanie, i dietę Małego uczuleniowca.. Wypróbowaliśmy milion gadżetów i nie raz sami – za lekarza- stawialiśmy diagnozy ( bo on potrafił tylko się jąkać)..
Będzie więc coś dla ” świeżutkich ” Matul i konkurs z Dziennikami BabyOno:)

a tymczasem mała sesyjka z cieplutkim Dresikiem marki Puszek na dupolu Mikuli:) Kiedy go zobaczył stwierdził :”Mamuś.. no to ja będę teraz prawdziwym smokiem, tak”? Nie wiem skąd to skojarzenie:D Ale… gdyby tak wciągnąć kapturek i stanąć tyłem… no SMOK jak talala:) Dresik rewelacja bo nie dość, że cieplutki, to rośnie razem z Dzieciem. Na pół surowe wykończenie, i można podwijać i rozwijać rękawki i nogawki 🙂 Aaaa no i jeszcze jedna WAŻNA SPRAWA. Kiedy Mikula zobaczy, że mam Mu wciągnąć bluzę przez łepek ( nie rozpinana) ucieka, gdzie pieprz rośnie. a tu jest NIEZŁY PATENT! Bluza wciąga się rewelacyjnie – przyjrzyjcie się dekoltowi:)
 przedstawiamy Wam więc z największą przyjemnością smoczy dresik i zapraszamy do producenta po inne cudeńka:D

Udostępnij: