Bez kategorii

Do domu czas..

To był “urlop” nie planowany:) Najpierw kilka dni u Rodziców ( Chłopcy nacieszyli się Dziadkami), a później Poznań. Miał  być jeden wieczór, zrobiły się prawie 4 dni..;)


Czasami mamy Święto:) Rodzinne takie:) Rzadko, bo rzadko, ale jest. i wtedy wszystko wolno. Zjeść WIELKI, niezdrowy obiad (przysypiając nad talerzem ze zmęczenia z nadmiaru emocji), i do kina wyjść, i “na kulki ” wyskoczyć.. mieć Matulę dla siebie przez całą dobę , bo Ta o pracy zupełnie zapomina.. Już tęsknię za tym weekendem.. i żałuję, że co dobre, tak szybko się kończy….

……………………………………………………………………………………………………………………

Tydzień temu odebrałam telefon od
Weroniki.. dwa razy z niedowierzaniem zapytałam – kto mówi? Wprawdzie kiedyś –
za czasów studiów- była moją best friend.. ale później- gdy zjawił się Pan Tata
, dosłownie “zmiótł wszystkich z powierzchni ziemi”. Każdego, kto w
jakikolwiek sposób miał ze mną kontakt.
Mieszkałam sobie na stancji, u pewnej
starszej Pani. Była to Kobietka MEGA rozrywkowa -pedagog. Musiała odejść z
pracy, która  była całym jej życiem bo
lubiła i kontakt z młodzieżą.. i opowiadać innym świat.
We mnie znalazła sobie kompana, bo kocham
słuchać – zwłaszcza gdy ktoś ma coś ciekawego do powiedzenia – i gadać;) także
jedna się z drugą uzupełniała. Od razu poczułam się u Niej jak w domu. Nie
ingerowała w moje życie osobiste, chętnie przyjmowała moich gości. Nie
wchodziła do pokoju nieproszona, za to ZAWSZE miała dla mnie czas. Taka Ciocia,
Babcia w jednym.. a może nawet też trochę jak.. Mama?:) I na pewno Przyjaciel
🙂
Jako, że miałam taką lajtową sytuację w
mieszkaniu, mogłam sobie na wiele pozwolić;)Oczywiście nie przekraczałam
pewnych granic, ale zdarzyło  mi się-
RAZ;)- ututać butelką taniego wina na ławeczce, koło trzepaka- z paczką
przyjaciół;) Tą samą, z którą spotkałam się w sobotę:)
………………………………………………………………….
7 lat temu:
Radek: Monia… no to co… dzisiaj
pijemy za Twoją kolejną wiosenkę?
Ja: a no:) PIJEMY.. na trzy głowy jedna
butelka.. nie zaszkodzi chyba
Kaśka : Ejjj no jak na trzy głowy. a Ty?
Ja:Oj tam no wiecie przecież, że ja to
wymiękam po pół kieliszka, na mnie nie liczcie;)
Weronika: PIJESZ! To Twój dzień!
 I
wlała mi pełen kieliszek. A później drugi, i trzeci.. Potem Radzik poleciał na
stację benzynową po jeszcze dwie butelki;) I to 
był mój PIERWSZY i OSTATNI raz, kiedy komuś udało się we mnie wdusić
większą ilość “owocowego napoju Babuni”:)
Ciepło było – połowa maja… niebo
gwieździste a miasto.. ciche… osiedle “zagrzebane” pomiędzy blokami
i “drapaczami chmur” … Nieopodal zejście nad Wartę – achhh…
kochałam tam przebywać..
Okazja sprzyjała rozwiązaniu języka..
Znaliśmy się dwa lata.. Wydawałoby się, że wiedzieliśmy o sobie wszystko.. a
jednak..
Radek: Ehh.. Wiecie co… Ja to Bab nigdy
nie zrozumiem.
Ja: O… hmm.. nie zauważyłeś Radzik,że
właśnie z Babami pijesz?;)
Radek: Ee tam, Wy to nie Baby.
Kaśka: Nie?
Radek: Z Wami można o wszystkim, żadna
mnie nie onieśmiela. Przyjaciel, to nie Baba. Ja mówię o reszcie..
Weronika: No mów Radzik, mów, bo coś mi
się zdaje, że się wyżalić chciałeś.
Radek: Pytała mnie któraś z Was z iloma
byłem.. Ile wymieniłem? Dwie? Trzy? Ehh… Naściemniałem. Prawda jest taka, że
mimo trzydziestki na karku ani jednej nie miałem. Nie, żebym nie chciał. Bo nie
raz serducho mocniej waliło w towarzystwie niejednej Kobitki, ale odwagi zawsze
było brak. Więc co mam robić – rzucam na lewo i prawo historiami o miłosnych
podbojach, bo przecież za geja mnie wezmą.
Kaśka: Hmm… a  ja myślałam,że z Ciebie taki Maczo 🙂
Radek: Oj Dziewczyny no powiedzcie mi…
czego mi brakuje, hm? Pracuję z przyjemnością, kończę drugi kierunek studiów,
mam auto, mieszkanie, dbam o siebie . No dobra no, może urodą nie grzeszę ale
wiem co ważne w życiu. I nie mogę tego osiągnąć.
Kaśka: A ja myślę, że dobrze, że nie
“rzucasz się  na pierwszą lepszą
okazję”. Widzisz, ja jestem z Kamilem już pięć lat. I jestem pewna, że to
nie jest miłość . Przyzwyczajenie jakieś, wdzięczność może, nie wiem sama? Dla
wszystkich wokół to, że jesteśmy razem jest już takie oczywiste, że nie
potrafię od Niego odejść, chociaż nie jestem z nim szczęśliwa. Ciągłe pytania :
kiedy ślub? powinno już być Dziecko w drodze, kto to widział, żeby tyle czasu
razem mieszkać i nie planować wspólnego życia?
Weronika: Ale marudzicie. Ja tam jestem
szczęśliwa. Mam Faceta raz na jakiś czas, robię swoje, i dobrze jest.
Ja: no tak… takiego jak Adam każda by
chciała;) No ale kiedyś to, że masz Go raz na jakiś czas się pewnie zmieni, bo
w końcu już tak długo ze sobą jesteście?
Weronika: Oj Monia Monia.. Powiem Wam
coś… Trochę się już znamy więc liczę na to, że ze mną zostaniecie. Było tak:
Trzy lata temu przeprowadziłam się do Poznania. Nie myślałam nawet o studiach.
Ojciec ciągle chlał, Matka ćpała.. obiecałam sobie, że jak tylko zrobię  maturę, zwieję z tamtej speluny najdalej,
gdzie się da. Mówiłam Wam, że wychowałam się w Nowym Targu.No pikne te góry nasze,
i tęsknię za nimi, ale póki Ojciec i Matka ciągle tam mieszkają – NIE WRÓCĘ!
Przyjechałam tu z niczym. Dwie bluzeczki
, dodatkowa para jeansów. Przekimałam dwie noce na dworcu, ale ostro gonili.
Rozejrzałam się po mieście, popytałam w barach i restauracjach, czy do pracy
nikogo nie potrzebują. Miałam nadzieję, że coś znajdę. Następnego dnia udało mi
się zarobić na nocleg w hostelu i kilka bułek. Rozdawałam ulotki, od rana do
nocy. Sprzątałam klatki. Całą zimę tak przesiedziałam. Jak zrobiło się cieplej,
w wolnej chwili zajmowałam miejsce na ławce – na rynku. Malowałam portrety-
wpadało trochę grosza. 
Pewnego dnia, zjawiła się tam grupa
młodzieży, wraz z księdzem i dwiema zakonnicami. Przyjechali z Warszawy-
zwiedzić miasto i przy okazji zobaczyć, jak trykają się poznańskie koziołki.
Jedna Dziewczyna looknęła na moje prace- zawsze obkładałam się nimi dokoła,
żeby przykuć uwagę przechodniów. Poprosiła o portret.. zabrałam się do roboty.
Zwykle maluję około pół godziny, a grupa zobaczyła już co miała na rynku
zobaczyć. Podszedł ten Ksiądz i poprosił, żebym się pospieszyła. Skończyłam,
zerknął i stwierdził, że też chce taki. Berło oddał jednej z Zakonnic, która
powędrowała z resztą grupy na Cytadelę a my, zostaliśmy sami.
Zerkałam na Niego chcąc nie chcąc..
Chciałam dokładnie zobrazować jego postać. Był – na oko  – po trzydziestce. Miał wesołe oczy, lekko
zmarszczone brwi i dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiechał. Gdyby nie ten
charakterystyczny strój, nie pomyślałabym nawet, że jest Księdzem.
– czym się zajmujesz na co dzień? –
zapytał w końcu
– właściwie to.. niczym szczególnym.
Usiłuję zarobić na studia.. odkładam – z tych portretów.
– jesteś z Poznania?
No i tak zaczęłam opowiadać o sobie,
więcej i więcej.. o dzieciństwie, o tym co było później i teraz.. jak na
spowiedzi. a On słuchał.. jak to Ksiądz – pomyślałam.
Skończyłam rysować. Zapłacił- z
napiwkiem. Ale zanim odszedł poprosił o nr tel. : Może ktoś jeszcze się skusi
na taki piękny portret – powiedział. Nie zastanawiałam się więc i zapisałam
swój nr. tel na odwrocie jego podobizny.
Wieczorem wróciłam do hostelu..
Policzyłam pieniądze, które udało mi się odłożyć przez trzy miesiące rysowania.
ehh..wystarczyłoby zaledwie na miesiąc studiów. Pomyślałam wtedy, że to chyba
nie ma sensu. Nie dam rady uzbierać odpowiedniej ilości pieniędzy. Zasnęłam
wcześniej, bo rano musiałam szybciej wstać – raz w tygodniu sprzątaliśmy
dokładnie apartamentowiec.
Szybko zostałam wybita ze snu- zadzwonił
telefon.
– Halo.. mówi Adam
Hmm… nie znam żadnego Adama –
pomyślałam . ale cisza w słuchawce została szybko przerwana.
– Narysowałaś dla mnie dziś portret
(hmmm… Ksiądz? przeszło mi przez myśl). Pokazałem dzisiaj w hostelu
właścicielce i spytała, czy zechciałabyś też dla Niej coś namalować. To byłby
prezent dla Jej Męża z okazji rocznicy ślubu.
Pogadaliśmy chwilę, umówiliśmy się na
następny dzień. Miałam podjechać autobusem ale nie znałam dobrze tej części
miasta więc zaproponował, że po mnie poskoczy.
Zajechał czarnym BMW, w okularach
przeciwsłonecznych, ubrany w jeansy i skórzaną kurtkę. Zawołał mnie po imieniu
a ja miałam ochotę uciec, bo zwyczajnie go nie poznałam.
Wsiadłam w końcu do auta i odjechaliśmy.
Pogadaliśmy trochę przez drogę, wspomniał, że są tutaj na rekolekcjach, że
zawsze jeździ swoim autem – tak  w razie
czego, że jest już na drugiej parafii, że czasami żałuje, że został Księdzem bo
w zasadzie zrobił to tylko dla Mamy..
Właścicielka hostelu była zadowolona  z mojej pracy. Powiedziała też, że potrzebuje
kogoś do sprzątania po gościach. W zamian za to , mogłaby mi zaproponować
nocleg i wyżywienie . Zgodziłam się z miejsca. Od razu pomyślałam, że dzięki
temu odłożę więcej na studia.
Mieszkałam tam przez miesiąc.. Nabrałam
pewności, że teraz już wszystko mi się uda. Że wreszcie odbiłam się od dna i
zaczęłam nowe – lepsze- życie.
Aż zadzwonił On..
– 
słuchaj…. miałabyś ochotę polecieć do Grecji? Nie mam tutaj zupełnie
nikogo.. a od dawna już planowałem ten urlop. Dogadałem już z  właścicielką hostelu, nie ma nic przeciwko.
Nie chciałbym spędzać wolnych dni samotnie.
Zaskoczył mnie tym pytaniem. Ale Kobieta,
u której pracowałam też chciała zrobić mi urlop więc pomyślałam, że mogę sobie
na taki wyjazd pozwolić. Poleciałam. Już pierwszego dnia kazał mi zapomnieć o
tym, że jest Księdzem. Mówiłam do Niego po imieniu. Szlajaliśmy się po barach,
wymiataliśmy na dyskotekowych parkietach i… korzystaliśmy z życia:)
Tydzień szybko minął, każde z nas wróciło
do siebie a ja zaczęłam pracować ze zdwojoną mocą, by nadrobić zaległości.
Niedługo przyjechał .. poszliśmy razem
poszaleć w dyskotece a później zapytał, czy chciałabym żyć w takim stworzonym
przez nas świecie. Zaproponował, że zapłaci mi za studia, sfinansuje
mieszkanie, że będzie się mną finansowo opiekował, zabierał na wycieczki,
kupował ubrania. A ja po prostu miałabym spędzać z Nim czas. Coś mnie
podkusiło, zgodziłam się.. i tak już od ponad 2 lat „jestem z „ Adamem.
Patrzyliśmy  na nią jak wryci.. Kaśka zawsze była najbardziej
wyszczekana z naszej czwórki więc zapytała:
– śpisz z Nim?
Weronika : Nie planowaliśmy tego.. ale
samo przyszło. Nigdy mnie do niczego nie zmusza, nie oczekuje. Czasem po
prostu.. mamy ochotę..
Brrr…. Jeszcze teraz – kiedy o tym myślę
– mam gęsią skórkę. I ta spowiedź niby taka Świętość.. a Ksiądz godny zaufania…
cholera wie ile takich jak Adam chodzi po świecie. Sama nie raz szłam z Nimi do
kina, jeździliśmy razem na wycieczki za miasto, urządzaliśmy sobie pikniki a z
Adamem gadaliśmy  jak ze swoim.. Nie
znałam Go jak widać , i nie świadoma byłam zupełnie sytuacji.
Nie ważne, wszyscy wypiliśmy, rano ten
niesmak trochę zmalał. Poza tym.. nie jestem z tych, co mają frajdę z oceniania
innych. Weronika była moją przyjaciółką – choć chyba wtedy to było zbyt wielkie
słowo.. przyjaciele nie mają przed sobą tajemnic.
Ja też dodałam swoje trzy grosze..
przyznałam, że z obecnym Panem Tatą nie jestem dlatego, że chcę a dlatego, że
mnie zwyczajnie zastraszył. Miał na mnie haka.. wiedział o czymś, co mogłoby
wyrządzić okropny ból komuś z mojej Rodziny. Broniąc tej obrzydliwej historii z
dzieciństwa postanowiłam poddać się manipulacjom i osiąść przy Nim na stałe.
Obiecaliśmy sobie wtedy jedną rzecz.. że
kiedy spotkamy się za kilka lat, będziemy – po prostu- SZCZĘŚLIWI. Nie ważne na
jakim stanowisku będziemy pracować, i czy w ogóle ta praca będzie.
Najważniejsze, żebyśmy mogli spojrzeć na siebie w lustrze i stwierdzić, że
zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby być szczęśliwym…
 ……………………………………………………………………..
SOBOTA..
Spotkaliśmy się w miłej knajpce w
centrum. „Za naszych czasów” jej nie było;) Weronika często tam bywa więc
wiedziała czego się spodziewać.
Przyszła pierwsza, zanim zjawił się
Radzik i Kaśka zdążyłyśmy wysączyć po szklanie cappuccino. Dalej jest z Adamem.
Odszedł z zakonu i planują założyć Rodzinę. Weronika jest w ciąży – to 13
tydzień. Szczęśliwa, rozpromieniona. Skończyła studia, maluje zawodowo – jest
dość znaną artystką. I TAK – JEST SZCZĘŚLIWA..
Po godzinie zjawiła się pozostała
Dwójka..
– Sorki Dziewczyny, Asiula zastrajkowała,
nie chciała zostać z Babcią, musieliśmy czekać aż zaśnie,,
A to dopiero.. obrączki na palcach..
Radzik i Kasiek? Tak… Pobrali się:) w dodatku mają roczną córeczkę – Asię:)
pracują oboje w ośrodku kultury i organizują wystawy. Powodzi im się całkiem
nieźle. Każde jeździ własnym autem, Kaśka pisze książkę.. podobno biją się o
nią dwa wydawnictwa. Radek za to odnosi sukcesy w e-marketingu. No i co? Są
szczęśliwi:) Oboje razem, i każde z osobna.
Tylko ja… cóż no.. wyjęłam z portfela
zdjęcia moich Synków… hmmm… podobni do Ojca- skwitowali..
A jak Wam się powodzi? – wcale (odpowiedziałam)..
Uffff…. Teraz będziesz szczęśliwa(!) Cóż
no… skoro nawet Oni tak uważają… to czekam na swój dzień:)

Udostępnij: