Wszystko i nic

Nie kupuj, adoptuj. Mamy psa! Skąd się u nas wziął?

To nie była spontaniczna decyzja, choć ten psiak znalazł się u nas bardzo spontanicznie. Dziś mija tydzień, od kiedy jest z nami i choć przez ten czas wielokrotnie mówiłam: po co mi to było, to całą rodziną pokochaliśmy go tak bardzo, że nie bylibyśmy w stanie już komukolwiek go oddać. Nie kupuj, adoptuj – tak mówiła jedna z moich koleżanek z pracy. Nie kupiłam, a adoptowałam i wiem, że to była najlepsza z możliwych decyzji.

Rasowe psy mają łatwiej

Niestety tak właśnie jest, bo choć ludzie płacą za nie grube tysiączki, to mogą się później nimi pochwalić tu i ówdzie, zabierać je na wystawy, albo… rozmnażać w legalnych hodowlach, za co oczywiście można nieźle zarobić. Ja wiedziałam, że my nie będziemy hodować psa w calu rozmnażania czy wystaw. Chcieliśmy po prostu mieć przyjaciela rodziny, który nam wszystkim da trochę radości. Mimo to na początku szukałam rasowego psa. Spodobał nam się beagle i nawet jednego zaklepaliśmy. A później drugiego ale w każdym przypadku okazywało się, że ktoś nas oszukał.

Później w ogóle zmieniłam nastawienie i stwierdziłam, że może w takim razie kupimy kota! Najpierw myśleliśmy o brytyjskim, później o takim, który zachowuje się trochę jak pies, a na koniec o tym, któremu wiotczeją mięśnie gdy podnosi się go do góry więc teoretycznie mniejsza szansa, że kogoś podrapie.

Tutaj też nie wypaliło.. No i pewnego dnia moja koleżanka z pracy powiedziała mi: Nie kupuj, adoptuj.

Ale jak to tak.. pomyślałam. Wtedy przecież nie będę miała pojęcia na co mi ten pies wyrośnie. Czy będzie duży, czy mały. Jakich genów więcej przejmie. A przecież to wszystko istotne. Ostatecznie jednak po wszystkich tych dziwnych sytuacjach uznałam, że może to jednak dobry pomysł.

Nie kupuj, adoptuj – jak to było?

Wiedziałam, że chcemy psa. Damian też do wiedział. I też go chciał. No to przeglądałam sobie wieczorami ogłoszenia na OLX w poszukiwaniu naszego szczeniaka. Raz wpadło mi w oko pewne ogłoszenie i na nie odpowiedziałam. Okazało się, że piesek jest po cocker spanielu i.. nie wiadomo czym. Spodobała mi się jego mordka no bo umówmy się.. najpierw zawsze wszystko oceniamy po wyglądzie.

Pani od razu uznała, że zostawia dla mnie psiaka i usuwa ogłoszenie. Prosiła też, żeby pisać już do niej tylko na tel, a nie przez OLX, bo tam już zaglądać nie będzie. Piesek miał być do odbioru za jakieś 3 tygodnie. Ale ja dwa dni po naszym kontakcie przez portal ogłoszeniowy wysłałam smsa z jakimś zapytaniem. Nie dostałam odpowiedzi i uznałam, że pewnie to jednak kolejne oszustwo. No cóż.. nie ten, to inny – pomyślałam. Nie teraz, to kiedy indziej.

W zeszły poniedziałek nagle dostałam smsa – piesek jest już gotowy do odbioru (i to samo zdjęcie z OLX). Myślę sobie – co jest? Sprawdzam numer? No jasne! Przestawiłam dwie cyferki. Piszę do Damiana, pokazuję mu malca, umawiam się z nim, że jedziemy po niego w sobotę, bo nie mieliśmy auta. Myślę: ogarniemy podstawy remontu do tego czasu i wtedy się go weźmie.

Ale okazało się, że nasza Natalia też nie może się go doczekać no i odważyłyśmy się na spontan. Pojechałyśmy po Atoma jeszcze tego samego dnia i dziś wieczorem minie tydzień od momentu, gdy z nami zamieszkał.

To nie był łatwy tydzień. No co będę Wam ściemniać. Być może gdyby ktoś pożyczył mi takiego szczeniaka na tydzień zanim podjęłam decyzję, wcale bym go nie przygarnęła. Ale teraz jest już a późno, bo po pierwsze pies to nie zabawka, a po drugie kochamy go wszyscy już najmocniej na świecie.

A najbardziej to chyba Damian 🙂 Który oddał mu całe swoje serducho i ja mam dzięki temu trochę spokoju od jego miętoszenia 🙂

Atom urodził się 30 lipca 2020 roku. Musieliśmy go odrobaczyć i odpchlić bo niestety poprzednia właścicielka o to nie zadbała. Ale teraz jest czyściutki i pachnący szczeniakiem, a dziś idziemy na pierwsze szczepienie. Pewno będzie częstym gościem na tym blogu zwłaszcza, że to on mnie zmotywował do tego, żeby tego bloga reaktywować 🙂 Fajnie, że jest z nami. 

Udostępnij: