Wszystko i nic

Syndrom matki z placu zabaw – którą z nich jesteś?

Nie macie pojęcia jak bardzo cieszy mnie fakt, że moje dzieci są już na tyle samodzielne, że nie potrzebują mojej obecności na placu zabaw w momencie gdy zdecydują, że chcą się tam pobawić. Plac zabaw to było dla mnie zawsze zło koniecznie. Miałam gęsią skórkę i włosy stawały mi dęba za każdym razem, kiedy musiałam tam z nimi iść.

Plac zabaw dla dzieci i syndrom matki z placu zabaw

Jestem członkiem różnych grup na facebooku i historie z placów zabaw jakie mam okazje tam czytać, to jest naprawdę jakaś masakra. Nigdy nie byłam zbyt aktywną mamusią, która grzebie w piasku z dzieciakami udając, że wykopuje szczątki dinozaura. Rzadko dawałam się namówić na wspólne zjeżdżanie ze zjeżdżalni, albo wdrapywanie się na drewniane konstrukcje i wcale nie dlatego, że mi się nie chciało, albo obawiałam się o swoje życie 😉 a dlatego, że … no właśnie! Przeczytajcie!

Tych matek z placu zabaw jest pierdyliard!

I każda z nich “przewodzi jakiejś sekcie”. Ja należałam do “klubu” BROŃ SIĘ KTO MOŻE, albo TRZYMAJ SIĘ Z DALEKA 😉 Siadałam sobie gdzieś z książką (czasem z telefonem, a co, przyznaję się!) i obserwowałam kątem oka, co się dzieje na placu zabaw. Zerkałam, czy oby na pewno moje Pierduśniki nie zwiały zbyt daleko i kategorycznie zabroniłam im opuszczać teren, na którym mogli się bawić. Ale nie dostawałam zawału, jak któryś przydzwonił kolanem przy zjeżdżaniu ze zjeżdżalni, albo wszamał trochę piasku. A one? Łooo Matko! Poznajcie 3 typy matek, z syndromem matki z placu zabaw:

  • Matka “Uważaj, bo coś Ci się stanie”! Zabrała taka dziecko na plac zabaw. Zabawek milion, ubranka na zmianę nawet. Soczek, bułeczkę, chrupki.  I siedzieć tam zamierzała cały dzień. Dziecko szczęśliwe, ale do czasu. Bo tylko rączki wybrudzi, już mu Matkas czyści mokrymi chusteczkami. Biedronki – nie dotykaj. Na trawie nie siadaj, bo chociaż teren zamknięty, to na pewno pies nasikał. Gdyby to tylko mogło, to by wzięło i Domestosem wyczyściło cały plac zabaw. A nie! Czekajcie.. Domestos to chemia! No to sodą z octem. Tak by zrobiła 😉 No i jeszcze za rączkę by Dziecia trzymała przy każdym kroczku – choć to już kilkulatek. No bo.. “uważaj,  bo coś Ci się stanie”! I nie myśl sobie, że Ciebie ominie jej złowieszczy wzrok. Twoje dziecko też wytrze tą chusteczką. A jak 😉
  • Matka “Zjeżdżaj stąd, to mój teren”! Takich w naszym mieście pełno! No święte krowy dosłownie, aż mnie skręca, jak widzę tą pieprzoną sektę na naszym placu zabaw. Czarny łeb – to przewodnicząca. A jej gabaryty mówią same ” nie podchodź, pożałujesz”. Zasiada sobie taka szlachta przy największej piaskownicy, obstawiając przy okazji wszystkie ławki dookoła. Zabawki wysypane, dzieci dotykać nie mogą. Ba! Im nawet do tej piaskownicy wejść nie można. Na zjeżdżalnie pójdzie całe to “sekciarskie przedszkole” i sobie robią “pociąg”, a raczej korek. Mój Dzieć czeka już kwadrans, bo też chce zjechać. A weź Ty tylko upomnij taką matkę, że ma zabrać dziecko, bo inne też chcą się bawić. Zaraz w łeb dostaniesz a spojrzy na Ciebie tak, jakby chciała urok rzucić.
  • Matka “Wszystko wiem, a jak nie wiem, to się dowiem”!  Najgorzej, jak jest koło Ciebie miejsce na ławeczce. Często siadałam na trawie pod ogrodzeniem, żeby żadnej nie chciało się schodzić do parteru. Ale na ławce się dosiadły. I zaczęły pierdzielić. O tym, że kupę dziecko rano zrobiło rzadką i to wina pogody, bo teraz tyle w niej zarazków, na pewno moje też złapie. O tym, że mój Dzieć to taki już duży i powinien umieć to czy tamto – nie potrafi? To do lekarza.. żeby nie było za późno. I wypyta to o wszystko: ” A skąd Pani? A który numer wieżowca.. a ojciec dzieci to gdzie?” No szlag by to, no!

Ja, na takim placu, czułam się zawsze jak w zoo. Ale to nie dzieci były zwierzątkami, tylko te MATKI! Nie znoszę. To dla mnie największa kara i choć moje Pierduśniki już same śmigają na placu zabaw, to ja już wcześniej poszłam po rozum do głowy.

W mieście to mało możliwe, ale na wsi?

Wykombinowałam im domowy plac zabaw. Gdzie nie ma tych wszystkich matek, a dostęp do wszelkich sprzętów mają tylko oni sami i ewentualnie koledzy, których zaproszą.

Jeśli macie zdolności, możecie takie urządzenia wykonać samodzielnie, ale teraz jest tak łatwy dostęp do różnych cudeniek w dobrej cenie, że po prostu szkoda czasu na takie działania.

My, trafiliśmy na Wickey. To producent urządzeń, które można spotkać na najlepszych placach zabaw, ale coraz więcej osób korzysta też z ich oferty po to, by urządzić sobie taki przydomowy plac zabaw właśnie.

Wieża z domkiem i zjeżdżalnią, a do tego huśtawki! My już wybraliśmy swój piękny zestaw i czekamy, aż do nas dotrze. Zgadnijcie, na który z tych poniżej się zdecydowaliśmy?

 

Zawsze wydawało mi się, że takie place zabaw to strasznie droga inwestycja.  Okazało się jednak, że właściwie jedna wypłata, plus trochę dodatkowych zleceń może pokryć kompletny koszt takiego urządzenia. Jestem wielką fanką drewnianych placów zabaw. A moje Pierduśniki będą miały niezłą niespodziankę. Został nam miesiąc wakacji, więc jeszcze zdążą skorzystać z uroków przydomowego placu zabaw. Nie mogę się doczekać!

 

Udostępnij: