Wszystko i nic

Cesarskie cięcie – 8 historii kobiet, które nie rodziły siłami natury

Jak wiecie, bloguję już od prawie 6 lat więc niektóre z tematów, jakie się na tym blogu pojawiają dotyczą mojego macierzyństwa sprzed lat właśnie. Sporo osób jednak trafia na te artykuły, które odpowiadają na ich rodzicielskie wątpliwości postanowiłam więc (choć moje Pierduśniki są już duże) uzupełnić te treści o tematy, jakich tutaj brakuje. Na pierwszy ogień idzie cesarskie cięcie. Sama go nie przeżyłam, dlatego poprosiłam o wypowiedzi dziewczyn, które rodziły w ten sposób.

Cesarskie cięcie, czy poród naturalny?

Od lat istnieje podział na kobiety, które są za tym by rodzić naturalnie i na te, które chętnie zapłacą za cesarskie cięcie. Czasem myślą o tym, co boli bardziej. Innym razem o tym, która droga jest łatwiejsza.

Ja, przeżyłam dwa, naturalne porody i wiem, że jeśli jeszcze kiedyś przyszłoby mi rodzić to robiłabym wszystko, by obyło się bez cesarki, aczkolwiek mam świadomość, że cesarskie cięcie czasami jest koniecznością.

Nie rozumiem natomiast kobiet, które bez ważnego powodu decydują się na taką POWAŻNĄ operację. Bo to przecież nie jest zabieg, a najprawdziwsza operacja, która może skończyć się różnie.

Jednak ja dziś nie o tym. Jeśli jesteś osobą, która trafiła tutaj bo wie, że czeka ją cesarskie cięcie to mam nadzieję, że gdy przeczytasz wypowiedzi dziewczyn, które przez to przeszły poczujesz się lepiej. Zrozumiesz, że można to przeżyć. Że po operacji będziesz mogła cieszyć się macierzyństwem i będziesz TAKĄ samą Matką jak kobiety, które rodziły naturalnie.

Cesarskie cięcie – historia Żanety

Pierwsze cesarskie cięcie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Przygotowywałam się do porodu naturalnego, chodziłam do szkoły rodzenia i takie tam… Niestety w szpitalu okazało się, że ciąża jest zagrożona i konieczne jest cesarskie cięcie. Na szczęście synek urodził się zdrowy i nic nie zagrażało jego życiu.

W szpitalu zostaliśmy 5 dni. W pierwszej dobie po porodzie w opiece nad synkiem pomagały mi położne, bo przez cały dzień nie mogłam wstawać z łóżka, zresztą nawet gdybym musiała to nie dałabym rady. Ból był tak okropny, że ciężko było przekręcać się na boki, a kiedy musiałam już wstawać to chodziłam zgięta w pół.

Po powrocie do domu długo jeszcze dochodziłam do siebie i najbardziej pamiętam jak powtarzałam, że już nigdy więcej nie będę rodzić, w każdym razie nie przez cesarskie cięcie.

Życie jednak potoczyło się tak, że po ponad 8 latach znów byłam w ciąży i ze względów bezpieczeństwa zalecone było cesarskie cięcie. Oczywiście nie pamiętałam już tego bólu i wszystkiego przez co przechodziłam po pierwszym porodzie.

Teraz już wiedziałam jak urodzę i chyba właśnie dlatego byłam na to bardziej przygotowana. Wiedziałam, że będzie bolało po porodzie ale powiedzmy, że byłam na to gotowa.

Mimo wszystko było inaczej niż za pierwszym razem. Po narodzinach pierwszego synka miałam go od początku przy sobie, położne przystawiały maluszka do piersi kiedy jeszcze nie mogłam wstawać i maluszek szybko nauczył się ssać pierś i jak już wróciliśmy do domu nie musiałam dokarmiać młodego innym mlekiem.

Po drugim cięciu dostałam synka dopiero po 24 godzinach. Nie mogłam się nim opiekować bo leżałam pod kroplówką – “przykuta” do łóżka i nie miał kto pomagać przy karmieniu.

Kiedy już miałam możliwość przytulenia synka i dostawienia go do piersi okazało się, że malutki nie chce ssać. Próbowałam wielokrotnie ale wysiłek spełznął ma niczym.

Po powrocie do domu cały czas próbowałam dostawiać synka do piersi ale wolał pić z butelki. Żeby nie nabawić się zapalenia piersi odciągałam pokarm laktatorem ale i tak niewiele to pomagało.

Na szczęście historia karmienia skończyła się happy endem, a nieocenionej pomocy udzieliła mi moja położna. Po trzech wizytach i cierpliwym dostawianiu brzdąca do piersi udało się i do dnia dzisiejszego, a za chwilę młody kończy 4 miesiące, karmię tylko piersią.

Co najmniej przez dwa tygodnie po cięciu byłam jeszcze bardzo obolała. Gdyby nie pomoc mojego ukochanego nie wiem jak przetrwałabym ten czas. Pomagał mi przy przewijaniu, karmieniu czy też kąpaniu maluszka, dawał mi też zastrzyki, które zapisano w szpitalu.

Na pewno nie był to dla mnie łatwy okres, ale wsparcie najbliższych bardzo mi pomogło. Każdy ruch sprawiał mi ból, ale wystarczyło spojrzeć na mój mały skarb i wszystkie troski znikały.

Po sześciu tygodniach udałam się też do fizjoterapeutki kobiet, która zbadała bliznę, oraz powłoki brzuszne, wprowadziła odpowiednie ćwiczenia oraz rehabilitację tych części ciała.. Uważam, że oprócz wizyty u ginekologa każda kobieta po porodzie powinna udać się do takiego fizjoterapeuty.

Im więcej czasu mijało po porodzie tym lepsze było moje samopoczucie. Pewnie każda kobieta inaczej przechodzi i wspomina poród przez cesarskie cięcie. Jeżeli chodzi o mnie to był to trudny i bolesny czas ale wydaje mi się, że świadomość tego w jaki sposób będę rodzić i co mnie czeka po porodzie trochę mnie na to przygotowała…

Cesarskie cięcie – historia Natalii

Generalnie moje cięcie nie było planowane, więc było dla mnie ogromną niespodzianką. Sam zabieg przebiegł szybko, choć nie pamiętam ile dokładnie trwał, bo wszystko działo się mega szybko.

Później przewieźli mnie na salę pooperacyjną.  Ogólnie w szpitalu byłam dość krótko, bo rodziłam we wtorek, a w piątek już wychodziłam. Choć ludzie straszyli, że po cc trzeba zostać tam dłużej.

Później, w domu, okazało się, że ja po cesarskim cięciu dochodzę do siebie nawet szybciej, niż inne dziewczyny po naturalnym porodzie. Do tego sam połóg też nie był szczególnie dokuczliwy, bo trwał zaledwie dwa tygodnie – chodzi mi oczywiście o sam czas krwawienia.

Poza tym, jeśli chodzi o dietę, to ja jadłam normalnie. To znaczy na początku starałam się jeść bardziej lekkostrawnie ale nie przeginałam.

Co do karmienia, to też straszono mnie, że po cc pewnie nie będę karmić naturalnie. Stało się inaczej, bo byłam zawzięta ale faktycznie początki były trudne i mała zamiast przybierać na wadze, to chudła. Ja natomiast wspomagałam się lekami, piłam specjalne mieszanki, które miały wspomagać laktację i jakoś się udało. Wiktoria zaczęła pięknie przybierać na wadze i później już – że tak powiem – wręcz nie mogła odkleić się od cycka.

Ogólnie, w szpitalu nie dostałam jakichś większych wytycznych. Mówili tylko o tych lekkostrawnych posiłkach na początku i o tym, żeby stopniowo wprowadzać inne produkty. Ja natomiast, po paru dniach w domu naprawdę czułam się świetnie.

Jedyne co, to faktycznie miałam problemy, żeby wstać. Nie mogłam się szybko zrywać, musiałam wstawać bardzo powoli ale byłam zawzięta i próbowałam się jak najczęściej ruszać, żeby jak najszybciej dość do siebie, bo leżenie przy małym dziecku zupełnie nie wchodzi w grę.

Cesarskie cięcie – historia Magdy

Ja, drugą cesarkę wspominam lepiej niż pierwszą. Pierwsza była nieplanowana. Starszy syn urodził się dwa tygodnie po terminie. W drugiej ciąży już wiedziałam co mnie czeka  i byłam dzięki temu trochę spokojniejsza. Teraz, przynajmniej w tym szpitalu, w którym ja urodziłam, na sali mógł być ze mną mój mąż. Opłata za taką możliwość wynosiła około 200 zł. My jednak nie skorzystaliśmy z tego “przywileju”.

Pomagał mi bardzo cały personel. Lekarz, który wykonywał cesarskie cięcie cały czas żartował a pielęgniarka wszystko mi tłumaczyła.

Gdy Jaś pojawił się na świecie głaskała go po głowie i wspierała. Uważam, że to niezwykle ważne, by trafić na dobry personel, który będzie potrafił wspierać a nie przyjść tylko po to, by odrobić przysłowiową pańszczyznę.

Po porodzie, pozwolono mi wstać dopiero na drugi dzień. Trochę ciągnęło, ale nie było źle.

Po 1,5 roku już nie pamiętam jak to bolało. Wszystko jest do przeżycia, jeśli ma się przy sobie wyczekanego maluszka.

Historia Marty

Pierwsze CC – robione na szybko. Przyjechałam do szpitala z bólem brzucha. Brak skurczy. Zanikało tętno dziecka. Decyzje o CC. Na stole straciłam przytomność – tak bardzo podskoczyło mi ciśnienie. Obudziłam się na sali pooperacyjnej. Synka zobaczyłam na chwilę  – w nocy.

Następnego dnia była pionizacja i wszystko przebiegło sprawnie. Przeniesiono mnie na salę poporodową i już wtedy miałam dziecko przy sobie. Ale wszystko musiałam robić sama bo choć byłam młodą mamą, nikt w szpitalu nie chciał mi w żaden sposób pomóc.

Ze stresu nie miałam pokarmu. Ostatecznie nie karmiłam piersią.

Jeśli chodzi o moje samopoczucie, to czułam się lepiej niż dziewczyny z sali, które przeszły przez poród naturalny. Nic mnie nie bolało. Chodziłam normalnie i byłam bardzo zadowolona.

Drugie CC – o tym, że będę je miała, wiedziałam już w trakcie ciąży. Miałam poważne problemy z ciśnieniem. Byłam wprawdzie dobrze przygotowana na to CC przez lekarza, ale przez wzgląd na te problemy z ciśnieniem wylądowałam w szpitalu na miesiąc, przez jego terminem.

Lekarze próbowali mi unormować ciśnienie do 38 tc. Mierzono mi je regularnie, badano też tętno dziecka. Ostatecznie właśnie w 38 tc zapadła decyzja, żeby już nie czekać.

Tym razem było inaczej. Dostałam znieczulenie ale nie zadziałało a oni zaczęli mnie ciąć. Wszystko czułam. Lekarze mi nie wierzyli na szczęście anestezjolog jednak zadecydował by dać mi znieczulenie ogólne.

Po cięciu, przewieziono mnie na salę. Cała sala była tylko dla mnie. A dziecko było ze mną od samego początku. Tatuś mógł kangurować. Podłączyli mi ketonal. Potem dali jeszcze paracetamol i po 5 godzinach pionizacja. Było ciężej, ale na szczęście trafiłam na bardzo dobry personel, który przychodził co chwilę i pomagał mi wstać – pielęgniarki pomagały też przy dziecku.

Dostawałam paracetamol a leki przeciwbólowe brałam przez około 10 dni. Miałam spore trudności ze wstawaniem, bardzo kręciło mi się w głowie a po samej operacji przez długi czas miałam koszmary o tym, że tną mnie na żywca.

Teraz jestem 7 mcy po drugim, cesarskim cięciu i wszystko jest dobrze. Blizna czasem daje o sobie znać, ale naprawdę ładnie się zagoiła.

Jeśli miałabym porównać, to podczas drugiego cięcia było jednak lepiej. Miałam pomoc lekarzy, położnych i pielęgniarek. Co chwilę ktoś mnie doglądał. Miałam salę jednoosobową z łazienką. Duży komfort. Przy pierwszym CC tego zabrakło.

Historia Basi

Moja pierwsza cesarka była błędem lekarzy, więc nawet nie miałam czasu pomyśleć o tym, jak to przeżyję. Dopiero na drugi dzień, kiedy już było po a ja się wybudziłam (niestety musiałam mieć znieczulenie ogólne ale tak naprawdę to czułam się dużo lepiej niż po porodzie naturalnym).

Wiedziałam, że muszę się psychicznie nastawić na to, że trzeba wstać i chodzić. Nie ma, że boli. Bolało. I to bardzo. Ale chyba mniej niż po porodzie naturalnym, gdzie też miałam założone szwy.

Ja po dniu byłam już w stanie jeździć autem.

Uważam, że cesarka to wspaniała rzecz. Nie przechodzi się przez te wszystkie bóle i stresy. Po prostu idziesz, robią co trzeba i wychodzisz szczęśliwa i Ty, i dzidzia.

Ja pamiętam jak patrzyłam na poród laski przede mną i tak w duchu sobie myślałam – o matko. mnie to czeka za miesiąc. Aż się popłakałam. Bo leżałam tam 8 godzin a ta biedna dziewczyna nie mogła urodzić. Wszyscy krzyczeli “przyj, przyj, dasz radę”! A mnie to już tak denerwowało.

Stało się jednak tak, że błąd lekarzy doprowadził do krwotoku i w 35 tc musiałam natychmiast wylądować na stole operacyjnym.

Niektórzy płacą za cesarki. Ja też bym zapłaciła i to ile by tylko chcieli. Dla mnie poród poprzez CC jest o wiele lepszy niż naturalny.

Historia Ani

Pierwszy poród – 6 rano.. skurcze. Wprawa do szpitala z ojcem dziecka (już po rozwodzie, więc nie będę pisała, że z mężem 😉 )KTG, które skurczy prawie nie zarejestrowało, ale na oddział zostałam przyjęta.

Zaczęła się cała procedura na sali porodowe, kazali mi chodzić po korytarzach. Ruchy były słabo wyczuwalne, ale zwalali to na to, że przecież dziecko pcha się do wyjścia. Przed południem, pielęgniarka znów zawołała mnie na KTG. I tu zaczyna się strach i panika – SERCE DZIECKA PRZESTAJE BIĆ w czasie skurczy.

Dalej, wszystko toczy się naprawdę szybko. Anestezjolog, wywiad do operacji, przygotowanie sali porodowej, przebranie mnie w to śmieszne wdzianko. Z nerwów i strachu o dziecko wyłam jak bóbr i nie mogłam się uspokoić.

Weszłam na salę operacyjną, w której byłam pierwszy raz w życiu. Dostałam zastrzyk w kręgosłup, maskę z tlenem i jakieś leki do tego.

O 12:30 moja córka była na świecie. Okazało się, że owinęła się pępowiną.

Potem, przez kilka godzin leżałam plackiem w łóżku, pod kroplówkami. Pionizowanie było dla mnie straszne. Wszystko mnie ciągnęło i przez dobrych kilka dni chodziłam jak zgarbiona staruszka. Ale już w domu, z każdym dniem było łatwiej.

Drugie moje cięcie było zaplanowane. Operację miałam o 9 rano. Od 22 dnia poprzedniego nie mogłam nic jeść a od północy pić.

Rano dostałam płyn, którym musiałam się umyć, kroplówkę i wdzianko operacyjne. Zaprowadzono mnie na salę operacyjną. Tym razem zastrzyk w kręgosłup był dla mnie o wiele bardziej stresujący niż za pierwszym razem. Lekarz wyciął mi pierwszą bliznę i w jej miejscu zrobił mi drugie nacięcie, żebym miała tylko jedną bliznę.

Pionizowanie po 8 godzinach od cięcia to była tragedia. Robiło mi się słabo i w sumie – łącznie – przeleżałam aż 24 godziny. W tym czasie próbowałam przekręcać się z boku, na bok. Rano, wtedy już było dużo łatwiej niż 2,5 roku wcześniej.

Później jednak długo musiałam chodzić bardzo powoli, bo każdy ruch był bolesny.

Historia Agnieszki

Nie była to planowana cesarka a szybka decyzja z braku postępu porodu i zanikania tętna u małej. Wcześniej przeszłam już wiele operacji, więc sama operacja nie była dla mnie straszna. Największym mitem jaki słyszałam – i to był mój strach – było to, że znieczulenie miejscowe boli. Wcale nie. Dla mnie to była pestka. Ja, praktycznie tego nie czułam.

Podczas samej cesarki większości działań tak naprawdę nie widać, ale to jakie narzędzia biorą do ręki lekarze i o czym rozmawiają – tego jesteśmy świadomi.

Dla mnie osobiście najgorszym momentem był etap, kiedy odchylono mi brzuch kleszczami, która zakładało się w okolice żeber. Bardzo mnie to dusiło i czasami miałam problemy z oddychaniem. Ale poza tym – nie czuje się nic.

Pokazali mi dziecko a później zabrali je do badań. Gdy już było ubrane, mogłam przywitać się z małą i dać jej buziaka. Później pojechała na inną salę, gdzie już czekał jej tata.

Następnie to mnie przewieziono na inną salę. Były tam też inne mamusie. Leżałam na niej przez 6 godzin i podawano mi morfinę albo coś przeciwbólowego. Położono mi maleństwo na pierś i co ważne – tata również mógł być z nami.

Przez 10 godzin nie mogłam się podnosić i to było dla mnie najgorsze, bo byłam wtedy zupełnie bezsilna. Bez pomocy bliskiej osoby, chyba nie dałabym rady.

Później jednak wyciągnięto mi cewnik i położne przyszły mnie pionizować. Dla mnie to nie był większy problem bo wiedziałam już co mnie czeka.

Po 2 dobach wyszliśmy ze szpitala do domu bo super sobie radziłam i z chodzeniem i z opieką nad małą. Byłam wdzięczna za moją cesarkę, bo wywoływali mi poród przez 3 dni i miałam skurcze co 3 minuty. Dodatkowo nic przez ten cały czas nie jadłam i chyba nie miałabym już siły urodzić naturalnie.

Cesarskie cięcie – historia Weroniki

Jak to przeżyć? No cóż, po prostu trzeba. Generalnie potrzeba bardzo dużo wewnętrznej siły. Najgorsza jest pierwsza pionizacja ale później idzie już z górki. Ciężko jest przy podnoszeniu się z łóżka , dlatego najlepiej jest leżeć tak, by mieć głowę jak najwyżej. Czyli prawie na pół siedząco. Poruszać należy się powoli ale dużo i często. Jak tylko siły na to pozwalają.

Generalnie każdy jest inny i każdy inaczej przez to przechodzi jednak wszystkich łączy jedno – potrzeba dużej siły wewnętrznej.

I chyba to ostatnie zdanie z wypowiedzi Weroniki jest idealnym podsumowaniem całego artykułu. Także jeśli czeka Cię cesarka – bądź silna. Ból w końcu minie a Ty już niedługo przytulisz swojego małego okruszka. Przecież właśnie na to tak długo czekałaś.

 

Udostępnij: