Ckliwie

Pożegnaliśmy 2018 – i co teraz? Jak to szybko zleciało!

W ubiegłym roku nie snułam wielkich planów. Byłam w małej rozsypce emocjonalnej i żyłam trochę z dnia na dzień, choć gdy robiłam roczne podsumowanie stawałam już właściwie na nogi. Mimo wszystko czułam, że cały rok będzie jedną, wielką niewiadomą. Że w sumie przecież mogę planować i marzyć tak jak zawsze, ale chyba i tak nie mam siły na realizację tych planów. Ale może to było dobre podejście? Może warto było zamieścić na blogu jedynie krótką listę tego, co chcę osiągnąć, skoro jednak 2018 był rokiem największych niespodzianek i zwrotów akcji? Stabilizacja. Emocjonalna, finansowa, rodzinna. Wszelaka. Tak jest. Dziś, okrzyknęłabym rok 2018 WŁAŚNIE ROKIEM STABILIZACJI!

Czy zrealizowałam plany na 2018 rok?

A i owszem! Rzec bym mogła nawet, że zrealizowałam również te, o których nawet bałam się marzyć, i o których nie mówiłam Wam nigdy, przenigdy, bo i chyba przed sobą nawet się do nich do końca nie przyznawałam. Co było na mojej zeszłorocznej liście?

  • dom. Dwa lata temu obiecałam sobie, że wyniosę się z sypialni pozostawiając ją jednocześnie chłopcom. Zrobiłam to. Za to w ubiegłym roku moja obietnica dotyczyła małej metamorfozy mojego pokoju. I to też się udało. Wreszcie mamy stół, przy którym możemy jeść rodzinne posiłki. Książki i gry znalazły swoje miejsce na regale a ja śpię na łóżku, które może dalej nie jest najwygodniejsze na świecie 😉 ale przynajmniej wpasowało się idealnie w obecny wystrój pokoju. Nawet tą obleśną żarówkę udało się zamienić na żyrandol. No.. może tak nie do końca, bo ten stoi jeszcze pod parapetem i czeka na zawieszenie, ale Św. Mikołaj zadbał o to, by mógł zawisnąć w pokoju już niebawem. Efektami na pewno się pochwalę, ale pokój wymaga jeszcze kilku drobnych zmian 🙂
  • przyjaciele. Musiały minąć prawie 34 lata żebym zrozumiała, że największego przyjaciela mam TYLKO W SOBIE. Każdy z nas tak ma. Dalej nie narzekam na brak ludzi. Wciąż jest ich przy mnie całkiem sporo. To temat, nad którym nie chcę się roztrząsać. W tym roku wydarzyły się rzeczy, których bym się nie spodziewała. Których żałowałam, ale tylko przez chwilę. To był czas wielkich przemyśleń. Pożegnań, i powrotów. Na tą chwilę, z obecną sytuacją – jest mi najlepiej. Ale nie chcę mówić, że to na zawsze. Już wiem, że nie mogę. Że z dnia na dzień ZAWSZE, WSZYSTKO może się zmienić. Więc niech się dzieje, to co w gwiazdach zapisane. Ja przyjmę wszystko z pokorą. Bo tak po prostu ma być.
  • biznesy. Na początku 2018 roku byłam niezbyt zdeterminowana do działania. Zupełnie nie wiedziałam w którym kierunku chcę i powinnam podążać. Nie miałam wielkich planów. Chciałam rozwijać nasz gnieźnieński portal a tymczasem na dziś dzień jest to projekt najmniej bliski mojemu sercu. Pozwoliłam losowi, by wybierał za mnie i chyba dzięki temu, zupełnie niespodziewanie, kilka miesięcy temu to mój blog znów wysunął się na prowadzenie. Zaczął zarabiać piękne pieniądze – zupełnie legalnie, zupełnie bez spiny, a ja mimo wszystko nie wypiłam wody sodowej, nie uderzyła mi do głowy i dalej traktuję go jak drugi dom. Biznesowo  działo się naprawdę dużo, ale o tym za chwilę.
  • nowe znajomości. Były. Są. Ale o i tym w kolejnym akapicie 🙂
  • niespodzianka. Pisząc to rok temu miałam wprawdzie na myśli coś zupełnie innego ale okazało się, że 2018 był rokiem OGROMNYCH niespodzianek.

Co jeszcze w 2018?

Od czego by tu zacząć? 🙂 Bo naprawdę jest co opowiadać.

  • kiedy zaczęłam znów się uśmiechać, pogodziłam się z poniekąd własną decyzją o odcięciu się od kogoś bliskiego, gdy wróciła nadzieja, że może jeszcze będzie tak jak wcześniej ale w nieco innej relacji postanowiłam, że pora na coś nowego. Bo ja tak naprawdę od czasu gdy odeszłam od PT NIGDY nie byłam sama. Oczywiście nie realnie, bo zwykle towarzyszył mi ktoś po prostu w wirtualnych rozmowach ale zawsze lubiłam wiedzieć, że w razie czego jest gdzieś ktoś, kto nie odmówi pomocy gdy o nią poproszę i ciepło o mnie myśli. Nigdy o  nikim nie pisałam wprost – bo nie czułam takiej potrzeby. Wystarczały mi te nasze relacje. Ale kiedy przychodził czas, gdy trzeba było zamknąć z jakiegoś powodu drzwi, czułam okropną pustkę. W okolicy lutego – czy nawet połowy stycznia już – chciałam zabrać się za “porządki”. Ale nie chodziło o sprzątanie szafy czy piwnicy. Chciałam zrobić porządki w znajomościach. Z Damianem znałam się wówczas wirtualnie już kilka lat. Nigdy się nie spotkaliśmy – i to z mojej winy. Zawsze odmawiałam wymyślając zupełnie błahe powody. Jakoś czułam, że nie nadajemy na tych samych falach i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. A on przyczepił się jak rzep do psiego ogona. Nie odpuszczał. Pewnego dnia więc postanowiłam, że w końcu się z nim umówię. Ale, że to będzie tylko ten jeden raz. Że go do siebie zniechęcę i jeszcze wprost mu powiem, że sama też nie jestem nim zainteresowana. Nie wiem właściwie dlaczego, ale stało się inaczej. Nie irytował mnie już tak bardzo kiedy był obok a moja zraniona dusza chciała wtedy tylko otulenia. Jemu się udawało choć byłam z nim szczera od początku i wielokrotnie informowałam go o swojej tęsknocie za kimś, kto w pewnym sensie mógłby być emocjonalne jego konkurencją. Zwyczajny facet, taki który chce tylko bzyknąć i na niczym więcej mu nie zależy na pewno by tego nie wytrzymał. Zwłaszcza gdy po jakimś czasie wróciłam do dawnej relacji i gdy on był w pracy ja – wieczorową porą – przemierzałam z innym nasze dawne ścieżki. Ja bym odpuściła. Niezależnie od tego co by mówił, zastanawiałabym się nad tym o czym naprawdę myśli. Wtedy dopiero zaczęłam rozumieć, że jemu zależy tak naprawdę. Zależy do tego stopnia, że nie wpieprza się w nasze relacje, a dodatkowo sam proponuje wspólne spędzanie czasu. To chyba największa niespodzianka ubiegłego roku. Myślałam, że straciłam wszystko. A tymczasem zyskałam faceta, który mnie naprawdę kocha, i przyjaciela, który wcale nie chciał odejść. Relacje między chłopakami nie są jeszcze tak zażyłe jak między mną a R. ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. Wyleczyłam się zupełnie z niechcianych uczuć i próbuję przestawić się na wspólne życie z D. Nie jest łatwo. Przez ponad 5 lat mogłam – i chciałam  – wszystko sama. Dla siebie. Dla chłopców. Teraz muszę jeszcze z nim i dla niego. Czasem zastanawiam się, czy ja w ogóle umiem kochać. Innym razem myślę, że chyba tak jest, skoro jeszcze jesteśmy razem. Zawsze myślałam, że jak jest miłość, to tylko taka jak w bajce. Ale może już czas przestać wierzyć w bajki? Przecież jestem już dużą dziewczynką.
  • założyliśmy firmę – to był największy spontan ubiegłego roku. Pewnego dnia po prostu napisałam do Damiana – pora na jakieś zmiany. Potwierdził. Sam też chciał zmienić pracę więc nawet się nie zastanawiał. Szybko znaleźliśmy lokal. Prawie od razu też wpadło pierwsze zlecenie. To był fajny czas, choć stał się w pewnym sensie gonitwą za pieniądzem. Nie chciałam tak. Czuć się jak sprzątaczka tam, wracać do domu bez sił na ogarnięcie własnej przestrzeni. Nie chciałam wiecznie jeździć do lokalu po pracy i szkole prosząc się prawie by rodzice przyprowadzali swoje dzieci. Słodko pierdzących opinii na nasz temat miałam po dziurki w nosie bo choć w pewnym sensie uskrzydlały, to z drugiej strony samą opinią rachunków nie opłacimy. Odpuściliśmy. Zdaliśmy lokal na dzień przed Sylwestrem ale nie zawiesiliśmy działalności bo dalej zamierzamy działać prężnie w temacie warsztatów i animacji. To moja wymarzona praca, w której i Damian świetnie się sprawdza. Ale działać będziemy  tylko w terenie i to się już raczej nie zmieni. Nie ma jednak tego złego, bo dzięki tej naszej firmie poznaliśmy całą masę cudownych kobiet w ramach mojego autorskiego programu #mamydopogadania. Na ten rok jest wielki plan z tym związany, ale o tym w kolejnym akapicie.
  • trochę pozwiedzaliśmy. I choć przez rozwijanie firmy finansowo i w związku z brakiem czasu nie było tych wycieczek jakoś dużo, za to odwiedziliśmy Trójmiasto, Malbork i trochę okolicznych miasteczek.
  • założyliśmy kanał na youtube i nowego bloga. W tym roku mamy plan by mocno rozwinąć te kanały 🙂
  • przestałam mieć parcie na statystyki – gdziekolwiek. I kiedy się to stało, profity same zaczęły spływać. To dla mnie nauczka! Wszystko musi dziać się samo. I choć oczywiście powinniśmy starać się dmuchać we własne żagle to jednak i tak nie wypłyniemy tak długo, jak długo nikt innym nam w te żagle dmuchać nie pomoże.
  • zrozumiałam, jak wiele wiem i potrafię. I, że całą wiedzę zdobyłam SAMA. Uczyłam się wszystkiego krok po kroku i mam PRAWO do dzielenia się tym ogromem wiedzy ZA PIENIĄDZE. Bo w pewnym sensie to jedno z moich życiowych osiągnięć.

A jakie są plany na Nowy Rok?

Otóż Nowy Rok jest dla mnie wielką niewiadomą. Postanowiłam nie wyznaczać sobie dokładnych terminów realizacji zadań i pozwolić sobie na to, by niektóre moje pomysły po prostu umarły jeszcze na starcie. Po raz pierwszy mam zamiar odpuścić na tyle, by nie ratować niczego na siłę a jednocześnie by przeć z całej siły naprzód gdy zauważę, że jest to gra warta świeczki. Chcę zachować w tym wszystkim równowagę. Chcę dużo, ale tylko na miarę moich możliwości.

  • w tym roku chcę wydać minimum 2 ebooki. Jeden z nich już na początku roku. Będzie to obszerny poradnik, ale pisany trochę jak powieść. Ebook o  tym, jak można zacząć funkcjonować w wirtualnym świecie i zarabiać nie wychodząc z domu. Będzie to poradnik dla każdej z Was. Moja historia, która pozwoliła mi zajść naprawdę daleko. Drugi ebook to jeszcze tajemnica, ale będzie dotyczył zdrowej kuchni.
  • chcę wydać książkę dla dzieci – ale to na pewno nie prędzej niż na koniec roku. Moja własna, autorska, z pięknymi ilustracjami i mądrym przekazem.
  • planuję uruchomić sklep internetowy na platformie nowego bloga i rozruszać go na tyle, by ze sprzedaży wystarczyło choćby na opłaty związane z działalnością
  • chcę zorganizować dużą konferencję dla kobiet, która da im nadzieję na to, że mogą osiągnąć jeszcze coś więcej. Że ich codzienność nie musi kończyć się na tym, by przebrać i nakarmić dziecko.
  • Chcę zwiedzać. Dużo. Minimum raz  w miesiącu gdzieś razem pojedziemy.
  • założyć nowy portal – już trwają nad nim prace. Raz w roku chcę stworzyć coś nowego. Co roku 🙂
  • MUSZĘ zająć się sobą. Znów źle się czuję we własnym ciele i CHCĘ to zmienić. Nie. JA TO ZMIENIĘ.
  • mam też postanowienie coniedzielnej wizyty w kościele – rodzinnie.
  • będzie to rok zmian wszelakich – pewnie wiele z nich zadzieje się spontanicznie. Zmiany będą dotyczyły i mnie, i Was. Zorganizuję dla Was przynajmniej jedno, duże wyzwanie, które pozwoli Wam spojrzeć na siebie z innej perspektywy a przy okazji wygrać fajne nagrody.
  • zacznę planować jeszcze więcej. Posiłki, zakupy, wpisy, wyjazdy. To pozwoli mi na większą oszczędność ale też na pewnego rodzaju “poukładanie”.
  • przeczytam dużo branżowej literatury – oczywiście wszystko Wam streszczę.
  • Będę żyć i oddychać pełną piersią.

Planów miało nie być, a jest cała lista. Najgorsze jest to, że ja bym mogła tak pisać dalej 🙂 Bo obecny rok, będzie bardzo przełomowy. Ja to wiem już dziś. Nie zabraknie mi sił, choćby nie wiem co. Zamierzam wstawać tyle razy, ile razy upadnę. Nie będę się już za nikim oglądać. Chcę iść przed siebie SAMA. I mówię teraz wyłącznie o biznesowych kwestiach. Najwięcej osiągnę samodzielnie. Słuchając się siebie. Mając u boku kogoś, kto jest bo mnie kocha, a nie dlatego, że liczy na jakieś korzyści – choćby finansowe. Za rok sprawdzimy, czy ten wybór był dobry ale w tej chwili uważam, że jest najlepszy z możliwych. Wam, na ten rok, życzę dobrych wyborów. Bo tak naprawdę to właśnie od nich wszystko zależy!

Udostępnij: