Wszystko i nic

Kubeczki menstruacyjne, wielorazowe wkładki i biżuteria z mlekiem?

Jestem otwarta na wszelkie nowości, nawet te kontrowersyjne, ale są takie kobiece gadżety, do których chyba nigdy się nie przekonam. Kubeczki menstruacyjne biją rekordy popularności. Wielorazowe wkładki są tuż za nimi, nie wspominając już o biżuterii z mlekiem matki, albo kikutem pępowinowym.  Wymienione przeze mnie produkty dla jednego są urocze, dla kogoś innego obrzydliwe. Ja jestem w takiej grupie gdzieś pomiędzy nimi. A jakie jest Twoje zdanie?

Kubeczki menstruacyjne – hit, czy kit?

Spotkałam się z nimi po raz pierwszy x lat temu. Nawet nie pamiętam ile. Może ze trzy. Na pewno był to już czas gdy prowadziłam bloga, bo zgłosiła się do mnie marka, która produkowała to coś właśnie.

Kubeczki menstruacyjne wyglądają tak:

No.. niby nic strasznego, co? Trochę jak prezerwatywa, trochę jak tampon z dziurką trochę jak.. sama nie wiem co 🙂 Nie wiem też dlaczego, ale bez żadnego namysłu odrzuciłam tamtą współpracę. Obejrzałam zdjęcia, poczytałam o produkcie i zamiast mnie zachęcić – przeraził. Minęło kilka lat, a moje zdanie w tej kwestii pozostaje niezmienne. Jestem wielką fanką tamponów, na prezerwatywy też się nie gniewam 😉 ale tego jakoś nie umiałabym użyć. I wcale nie przez problemy z aplikacją, bo nie wygląda na szczególnie skomplikowaną. Po prostu nie, i już.

A może podpaski wielorazowe?

Wiem, że powinnam iść z duchem czasu, i wydawało mi się, że idę, ale jakoś te ekologiczne produkty do higieny intymnej mnie odstraszają. No dobra – taka wielorazowa podpaska ma sprawić teoretycznie, że będzie sucho.. że będzie czysto – w to jakoś najtrudniej mi uwierzyć – no i dodatkowo bezpiecznie.

Gdyby tak przyjrzeć się temu, z czego robi się tradycyjne podpaski pewno stwierdziłybyśmy jednogłośnie, że to jeden wielki syf. Ojj korporacje potrafią ukrywać przed konsumentami wiele różnych smaczków.

Wielorazowe podpaski są trochę jak wielorazowe pieluszki – do nich też nie potrafię się przekonać w stu procentach. Używamy, pierzemy, suszymy i wykorzystujemy ponownie. Są korzystne dla środowiska naturalnego, no i rzekomo można je stosować przez wiele lat. I to chyba taki jedyny, przemawiający do mnie dość mocno plusik – oszczędność. Bo nie wiem jak Wy, ale ja zostawiam “co okres” z pięć dyszek w Rossmanie.

Czy ten jeden, jedyny plusik jest w stanie mnie przekonać do stosowania podpasek wielorazowych? Nie! I głównie chyba dlatego, że w tych dniach chcę się czuć równie komfortowo jak na co dzień. A czy taka podpaska wielorazowa jest w stanie mi to zapewnić?

Biżuteria z mlekiem matki

Pomysł na taki gadżet pojawił się w Polsce stosunkowo niedawno. Pamiętam, że miałyśmy propozycję współpracy portalowej związanej właśnie z taką biżuterią. Odrzuciłyśmy ją – i również bez namysłu. Dziś uważam, że może to nawet fajny sposób na “zatrzymanie czasu”. I jeśli komuś się on podoba, to niech korzysta. Sama jednak nie zdecydowałabym się na naszyjnik z własnym mlekiem albo z kikutem pępowinowym mojego dziecka.

A można zrobić naszyjnik, kolczyki, pierścionki, bransoletki – no, czego tylko dusza zapragnie. Trzeba przyznać, że mleczne perełki na złotym łańcuszku prezentują się zacznie. I niechże sobie mamy noszą mleczne wspomnienia przy sobie – i na zawsze. Być może moje podejście jest takie a nie inne, bo sama nie karmiłam chłopców zbyt długo i choć wspominam ten czas jako wyjątkowy, to jednak trwał za krótko, bym mogła wokół niego stworzyć woal wspomnień.

Właściwie wszyscy wiemy, że najlepiej sprzedaje się kontrowersja. I to w każdym wydaniu. Ludzie lubią “gorące” tematy. Chcą o nich dyskutować, chcą je “posiadać na własność”. Chcą być cool i trendy. Może stąd właśnie popularność tego typu gadżetów. Jak myślicie?

Udostępnij: