Ckliwie

Dla mnie jesień to nie depresja, tylko pierdyliard złotych liści

Podobno punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Trudno się z tym nie zgodzić, biorąc pod uwagę fakt, że przecież ta sama szklanka może być do połowy pełna lub do połowy pusta. Trudno jest wybierać zawsze tę opcję lepszą dla naszego wewnętrznego spokoju, bo jest to prawdziwa sztuka, której trzeba się nauczyć.  Mało tego, nie wystarczy nauczyć się raz – bo trzeba tę sztukę w sobie pielęgnować, by nie przegrać ze złym głosem przy kolejnym starciu. Dla mnie taką próbą jest zawsze jesień. Ta, która może przynieść depresję i wewnętrzny smutek albo być pierdyliardem złotych liści. Ja wybieram opcję drugą, a Ty?

Za co lubię jesień?

Co roku łapię się na tym, że muszę zrobić sobie taką jawną listę, która uświadomi mi, za co mogę tą jesień kochać. Bo przecież każda jest inna. Mieni się wprawdzie tymi samymi barwami, ale powody by ją kochać są zróżnicowane.

Być może wmawiam sobie to wszystko po to tylko, by jakoś przetrwać ten czas, kiedy niebo prędzej staje się szare, a słońce nie uśmiecha się o poranku bo wstaje dużo później niż ja.  Ale nawet jeśli – jakie to ma znaczenie? Ważne, że działa, prawda? Dlaczego tegoroczna jesień jest inna?

  • Jesień zawsze kojarzyła mi się z pięknym, ale samotnym czasem. Jakoś bardziej włóczyłam nogami w liściach, miałam mniej energii, chociaż sam widok bajkowych krajobrazów potrafił codziennie tchnąć we mnie nowe życie. Mimo to – mimo dwóch małych Pierduśników obok, mimo przyjaciół – prawdziwych lub tych co się nimi tylko nazywali – czułam się samotna. W pewnym momencie polubiłam tą samotność, ale czasem wieczory z książką w ręku, w pustym domu mnie zwyczajnie przytłaczały. Teraz też czuję – szczególnie dziś, gdy słońce zaszło – taki wielki kamlot – trochę wymyślony, który chciałby mnie przygnieść, ale wiem, że już mam z kim go nieść. Mało tego – wiem, że ktoś, jeśli tylko będzie trzeba, będzie niósł ten kamień za mnie.
  • Ta jesień to jeszcze jeden członek rodziny. Nasz Kuba – świniak, co to by wiecznie  w misce z jedzeniem siedział i walił głową o klatkę od 4 nad ranem byle tylko mu dosypać do korytka. Okropny jest czasami. Przyznaję, że zdarzyło mi się wycelować w niego poduszką, która oczywiście zawsze zatrzymuje się na klatce. Ale jest nasz. I wszyscy za nim przepadamy. Bo prawdziwie kocha się za nic, a nie za coś przecież 🙂
  • Tej jesieni mamy też znów plan na taplanie się w kałużach 🙂 Wygląda na to, że słoneczko schowało się na dłuższy czas, więc trzeba będzie zaopatrzyć chłopaków w nowe kalosze – dla nich radocha, dla mnie to zawsze był mega problem, bo w sumie nie było u nas – aż do tej jesieni – żadnego fajowskiego sklepu typowo dla Dzieciaków. Ale jest – w końcu! Nasz ulubiony SMYK. I to u nas, na Winiarach, spacerkiem można sobie pójść, przymierzyć wszystko na miejscu i wybrać. Nie przez internet. Nie w Poznaniu. Tylko tutaj , pod nosem. No radość wielka dla nas nie tylko przez te kalosze. W Smyku kupujemy często. I jak Miko dostanie kurtkę, to nosi ją dwa sezony, a później kolejne dwa Feli i dalej nadaje się do noszenia 🙂 To są zakupy życia – serio. Polecam każdemu oszczędnemu rodzicowi. Także kolejna radocha tej jesieni – wiem, że  może taka banalna, ale jednak 🙂
  • Ta jesień to też trochę spełnienie marzeń. Dużo się zmieniło w moim życiu przez ostatnie miesiące. Z pewnych rzeczy trzeba było zrezygnować, inne obrać jako priorytet. Mam świadomość, że by wejść na szczyt, trzeba pokonać wiele przeszkód. Dlatego wiem też, że jesień będzie dla mnie/ dla nas czasem ogromnych poświęceń – wszelakich. Ale stanie się też symbolem, który już zawsze będzie dla nas początkiem wszystkiego, co dobre. Wszystkiego, co przyjdzie do nas wraz z wiosną. Wszystkiego, co będzie wymagało od nas ogromu pracy – systematycznej, ale wartej każdej minuty.

Jesień – nie tylko tegoroczna, ale ta szczególnie – ma dla mnie jeszcze więcej barw niż zwykle. Wy zobaczycie je dopiero za jakiś czas. Ja widzę je jak przez mgłę. Ale wiem, że są na wyciągnięcie ręki. Traktuję tę jesień jako czas przejściowy. Jako taką ciszę przed burzą i przygotowanie do wielkich zmian. I chociaż w związku z tym powinna być dla mnie szarą codziennością, ja wolę sobie ją kolorować.

jesień

jesień

Tegoroczna jesień to dla mnie – dla nas głównie czas oczekiwania. Ale to dobrze, bo ja lubię i MUSZĘ mieć na co czekać. Nie czekam jednak z założonymi rękoma tylko działam, bo tylko dzięki tym działaniom i głębokiej wierze w ich powodzenie wiem, że nasze starania się opłacają. To będzie dla nas jesień przełomowa. A jaka będzie Twoja? Postanowisz już teraz zapaść w zimowy sen, czy też zrobisz coś, o czym myślisz już od dawna? Spójrz w tył – dopiero co witaliśmy nowy rok… niedługo go pożegnamy. Czas ucieka, co? No właśnie. Dlatego zrób coś tej jesieni. Nie czekaj wiecznie na jutro.

Udostępnij: