Ckliwie

Co u nas? – najpopularniejsze pytanie ostatnich tygodni ;)

Hej Mamusiowa Ekipo! Choć w sumie to chyba trochę krzywdzące określenie, bo przecież zaglądają tutaj nie tylko Matuszki.. Ostatnimi czasy dopytujecie codziennie po pierdyliard razy “co u nas”? Dlatego dziś spieszę z odpowiedzią!

Co u nas?

Pochłonęło nas życie 😉 I nie..  nie ukrywam przed Wami żadnej niewiarygodnej tajemnicy 😉 To dziecię jest moje tylko przez kuzynowskie więzy krwi. Wrzuciłam je dlatego, że po pierwsze ta Maluda jest też w pewnym sensie częścią naszego życia ( pamiętacie Baby Shower Kasi? 😉 ) , a po drugie, nie tak dawno mieliśmy przyjemność uczestniczyć w ważnym dla Niej dniu – Chrzest Święty.

Ogólnie, w ciągu ostatnich tygodni bujaliśmy się od imprezy, do imprezy. Były rocznice, śluby, chrzty.. Jakieś urodziny. To takie imprezy, na których pojawialiśmy się jako goście, ale jako firma zorganizowaliśmy też kilka pikników rodzinnych, urodzinowych schadzek i innych spotkań rodzinnych i przyjacielskich.

Do tego warsztaty kreatywne w naszym lokalu – w sumie zdarzało się, że bywaliśmy w nim częściej, niż w domu 😉 No i co zrobisz, takie życie, nie? 😉 Poza tym.. co tu narzekać, skoro my naprawdę to lubimy.

Miko to już drugoklasista

Feli za to dumnie głosi wszystkim, że to jego ostatni rok w przedszkolu bo jako zerówkowicz, po wakacjach zamierza pomaszerować z podniesioną głową do pierwszej klasy. Jak niczego na świecie jestem pewna, że poradzi sobie genialnie. Toć to Łobuz nad Łobuzami, ale i spryciula, i odważniak, i mądrala inteligentny. Dziecię moje rodzone, a aż wierzyć się nie chce, że sama je na świat wydałam. No.. nie żebym uważała się za życiową łamagę, jednak nie mam w sobie tyle odwagi i mądrości co on – przyznaję – mimo, że starsza od niego jestem o prawie 3 dekady.

Mikula śmiga za piłką w szkole, Fifulec za to został wczoraj przez nas odstawiony na pierwszy trening piły w Mieszko Gniezno – a to już żadna tam bylejakość. Nie jakieś tam nic. To już WIELKIE coś. Coś, czym zachwycał się równo tydzień zanim poszedł, a teraz pewno czeka mnie codzienne wspominanie przez następny tydzień, nim spotka trenera po raz kolejny. Ale niech mu tam będzie. Niech się jara  – jak pochodnia nawet. Bo każdy powinien mieć w życiu coś, czym się jara.

Ja, aktualnie jaram się codziennością

Choć jest dość szara, i nie rzygam ostatnio tęczą. Czasem się o coś martwimy. Innym razem za to dodajemy sobie otuchy i stwierdzamy, że przecież będzie dobrze. Że jak nie my, to kto. Pamiętacie jak narzekałam, że z moim D. to nawet pokłócić się nie da? Że taki grzeczny chłopczyk? Odszczekuję to 🙂 Chociaż i tak głównie żyjemy w zgodzie, a nawet jak się popstrykamy, to za pięć minut już wszystko gra.

Więc co u nas? Życie.. takie prawdziwe, najprawdziwsze, którym częściej niż tutaj dzieliłam się ostatnio na Instagramie. Chodźcie tam do mnie, jest fajnie 🙂 a przy okazji przyznam, że tęsknię za taką formą blogowania. Kiedy opowiadałam Wam tak o, bez żadnych przymusów czy współprac o tym, o czym chcę 🙂 więc wróćmy do tego. Niech będzie znów bardziej ckliwie, i o życiu 🙂 NIECH BĘDZIE 😉

 

 

Udostępnij: