Ckliwie

Jestem utrzymanką męża – a Ty, mogłabyś tak żyć?

Takie rzeczy się zdarzają. I wcale nie w jakichś tajemniczych okolicznościach. O tym się mówi w danym środowisku, i jest to na porządku dziennym. Są kobiety, którym nie jest wstyd  powiedzieć ” jestem utrzymanką męża “. Uważają to za swój życiowy sukces i dowód na to, że potrafiły się ustawić.

Hej, co słychać? Dawno nie rozmawiałyśmy

No.. – pomyślałam, zastanawiając się przez chwilę czy odpowiedzieć na zaczepkę dawnej koleżanki. To ona uczyła mnie życia w dużym mieście. Nie jako jedyna, ale przez kilka lat miałam okazję spędzać z nią czas. DUŻO czasu. Od zawsze wiedziałam, że sporo nas różni – żeby nie powiedzieć, że wszystko. Ale potrzebowałam wtedy kogoś, kto sprawi, że poczuję się lepiej w tym wielkim świecie, który mnie otaczał. Sprawdziła się.

Zawsze żyła “lekko”. Nie brakowało jej pieniędzy, ale nigdy nie pracowała. Długo myślałam, że ma po prostu majętnych rodziców, ale wcale tak nie było, o czym przekonałam się podczas jednej ze studenckich imprez. W sumie miałam to w nosie. Przecież jej to sprawa jak “zarabia” na życie. Dopóki nikogo nie krzywdzi i to jasny układ dla obu stron, to chyba jest fair, prawda?

Często opowiadała o swoich planach na dalsze lata. Ale wtedy też byłam pewna, że to tylko głupie gadanie.. jednak wczoraj..

Mam dwójkę dzieci, i jestem utrzymanką męża..

To przeczytałam po zaledwie kwadransie rozmowy. O ile monolog jednej ze stron, można nazwać rozmową. W ciągu tych piętnastu minut streściła mi dziesięć ostatnich lat życia z czego wywnioskowałam, że nie robiła nic innego, prócz operacji plastycznych, i rodzenia dzieci (ma dwójkę. a urodziła je nie dla siebie, nie dla nich – jako rodziny, tylko dla męża, który w zamian za ten GEST sprezentował jej powiększenie ust i nowe cycki).

Dzieci są, bo były warunkiem. Ale ona nie lubi być mamą, dlatego mieszka z nimi niania, która zajmuje się maluchami od rana do nocy. A ona bierze od męża pieniądze za wyjścia na spotkania biznesowe, i za seks – i podobno to normalne. Bo wszyscy w ” jej kręgach” tak robią.

Wtedy zapytała co u mnie. Odrzekłam tylko, że też mam dwójkę dzieci ale mi się nie ułożyło i dopiero od pół roku jestem z kimś naprawdę szczęśliwa.

Czyli ma kasę? – zapytała. I szczerze mówiąc, odechciało mi się dalszej rozmowy. Ale postanowiłam powiedzieć jej jaka jest moja definicja szczęścia. Ona jednak dodała – ee tam.. nie potrafisz się ustawić.

Dobrze, że ona umiała..

I coraz częściej myślę sobie, że wszystkie te filmowe scenariusze to wcale nie wymysł reżysera, a samo życie. Bo ludzie naprawdę tak żyją.. Jakby w zupełnie innym świecie. NIE MOIM ZDECYDOWANIE. I choćbym miała do końca moich  zarabiać kasę tylko na rachunki i podstawowe potrzeby, to wolę być szczęśliwa tak jak dziś – po swojemu. I mam nadzieję, że Ty też? P.S. Dobrze, że fb daje możliwość blokowania “znajomych” 😉

Udostępnij: