Wszystko i nic

Silverado City – dlaczego nam się NIE podobało?

Wiecie sami, że rzadko coś obsmarowuję. Jeśli to robię, to już naprawdę musi być MEGA KUPA. Po niedzielnej wizycie w Silverado City tak właśnie myślałam – że wdepnęłam w gówno. Dawno się tak nie wynudziłam. Ogólnie miejsce ma ogromny potencjał, ale jest tak pioruńsko niewykorzystany, że masakra. Być może, jeśli ktoś trafił do podobnego miejsca po raz pierwszy – może się czymś tam zachwycić. Ze mnie trochę stary wyjadacz, i niestety nie podobało mi się zupełnie. I szczerze, nie wróciłabym tam nawet za darmo.

Silverado City –  o co tyle krzyku?

Kurczę.. Miało być fajnie.. Ciekawie miało być. Inspirująco. Bo z okazji Dnia Dziecka jakieś dodatkowe atrakcje zapowiedziano. Przyznam, że skusiły nas darmowe zamki dmuchane, których użytkowanie normalnie kosztuje tam miliony monet. Ale co tam po tych zamkach, skoro dmuchały się na jakieś dziesięć minut, może na kwadrans, a potem sio, sio, bo inaczej na pokazach by nikogo nie było.

Silverado City to była dla mnie zawsze tajemnica. Kiedyś, jakaś koleżanka blogerka, zachwalała mi na naszym Pikniku z blogującą Mamą, i powiedziałam sobie, że w końcu warto byłoby tam pojechać. Daleko nie jest – bo od Rodziców trochę ponad 20 km.
Stwierdziliśmy więc z Damianem, że z okazji Dnia Dziecka, zrobimy im wycieczkę.

Za wstęp, bulimy za cztery osoby 55 zł. A w ramach wstępu:

silverado city

Widzicie ile pokazów?

Sporo, co? I mówię sobie – kurna.. będzie zajefajnie. No musi być bosko, skoro tematy takie ciekawe, ale.. okazało się, że tam się chyba nikomu nie chce. NIC. Prowadzący bez życia. Ci, co występują robią wszystko tak, jak by chcieli, a nie mogli. Także poszliśmy szybko na te zamki, bo składali je max co kwadrans, żeby chociaż Pierduśniki poskakały.

I lody też były dobre – i w dobrej cenie. To tyle z plusów 🙂 Choć przyznać muszę, że miejsce ma ogromny potencjał. Nie wiem, może to akurat my trafiliśmy na takie byle co, może dzieje się tam czasem coś naprawdę ciekawego. Przestrzeni jest dużo. Budynków – średnio. Ale jest kilka dość ciekawych. Zwierzątek trochę. Można złoto płukać – i korzystać z innych atrakcji za dodatkowe dolary. Tylko gdzieniegdzie zapłacicie złotówką.

My jednak trafiliśmy na absolutne byle co. Ale dobra tam.. zwalam na upały  – może dlatego się nikomu nie chciało. Może dlatego bardziej marudziliśmy (i wszyscy inni goście).. Niech to “MOŻE” zostanie wielkim znakiem zapytania. Tymczasem obejrzyjcie galerię zdjęć:

Jedno jest pewne, ja tam już nie wrócę, nawet jak mi za to zapłacą 🙂 Porównuję kilka innych, podobnych miejscówek, które miałam okazję odwiedzić, i Silverado City niestety się do nich nie umywa. No cóż.. Nie każdy ma smykałkę do takich biznesów. A prawda jest taka, że przy takich biznesach CHCIEĆ SIĘ MUSI ZAWSZE, a nie tylko od Święta. A Wy.. byliście już tam?

Udostępnij: