Wszystko i nic

Mały pokój dla rodzeństwa – metamorfoza

Mamy naprawdę niewielkie mieszkanie. Bo niby 39 metrów, ale korytarz jest spory, kuchnia niby też ustawna, no i jeden, większy pokój, który na co dzień jest miejscem i do pracy, i do zabawy i jakiegoś relaksu dla nas wszystkich – a nas jest teraz czworo (i jeszcze świnka morska 🙂 ). Ciasno nam – wiem, że są tacy, co żyją na jeszcze mniejszej powierzchni, ale mi trudno było wygospodarować pokój dla rodzeństwa w malutkiej klitce, kiedy wcześniej stało tam tylko jedno duże łóżko, i jedno małe, bo nie było gdzie nogi postawić.

Mimo wszystko udało się!

Odwlekałam ten moment trochę w czasie, bo w sumie to byłam z tymi moimi Pierduśnikami od zawsze. Kiedy odeszłam od Pana Taty, byliśmy ze sobą jeszcze bliżej, więc po wprowadzeniu się do naszego mieszkania, ogarnęłam łóżko, które pomieściło całą naszą trójkę. I tak było mi dobrze – im też. Mikulę później oddelegowałam na jego wyrko, ale i tak było, jakby spał ze mną, bo wyrko przy wyrku – miejsca brak.

Oni się cieszyli, że wreszcie będzie ten pokój dla rodzeństwa. Że łóżko piętrowe – innej opcji nie było. Pomyślałam więc, że skoro oni dadzą radę odciąć pępowinkę, to i ja dam.

Pokój dla rodzeństwa w małym pomieszczeniu

Kurczę.. nawet nie wiem w sumie jakie wymiary ma ten pokoik, ale skoro wlazło do niego wcześniej tylko łóżko 160 na 200 plus łóżeczko dziecięce o szerokości 90 i długości 160  a obok zmieścił się już tylko odkurzacz, to już chyba macie pogląd na jego wielkość – gdy ruszycie wyobraźnię – prawda?

Zaplanowałam sobie wszystko dokładnie. Wymierzyłam. Po czym usłyszałam od rodzinki i mojego przyjaciela – pogięło Cię chyba. Przecież to wszystko tam nie wlezie. I takie duże biurko? Oszalałaś. Ale ja wiedziałam, że wlezie, i że jeszcze mały dywanik na podłogę położę, że będą mogli tam grać w gry i układać klocki, i że za drzwiami – jak budżet na to pozwoli – postawimy jeszcze wysoki regał – na te nasze gry i klocki właśnie.

Ściany były strasznie ciemne – tak zostało, po poprzednich właścicielach. Jakaś masakra. Nie lubiłam tam być przez to. Zamykaliśmy drzwi od sypialni na cały dzień, i wracaliśmy tam wieczorem tylko. Przemalowaliśmy je na bardzo delikatny błękit – farbą do tapet – dzięki czemu pomieszczenie zaczęło się wydawać bardziej ciepłe, a jednocześnie jakby zyskało więcej przestrzeni – ach, ta magia kolorów!

Firanki niebieskie kupiłam już kilka lat wcześniej – i tak mi jakoś nigdzie nie pasowały bo wszędzie ściany jakieś pstrokate, albo krwista czerwień czy ten fiolet. Więc teraz się przydały.

Meble – wiedziałam, że muszą być białe. I wcale nie dlatego, że taka moda. Rzadko podążam za trendami. Chodziło bardziej o to, by można było poczuć  tym pokoju taką “lekkość”. Biurko kupiłam duże – w końcu jest ich dwóch – ale i tak będą musieli się wymieniać przy odrabianiu lekcji raczej.

Do tego biała komoda – jedna szafa i 4 szuflady – oj na marudził Radzio przy jej składaniu – ale wyszła bosko. No i łóżko. Jakby główny element pokoju. Tutaj już razem się przy nim nastaliśmy kilka godzin, i składaliśmy je jako pierwsze. Dużo pierdzielenia – od razu Wam mówię – ale efekt wart tego czasu spędzonego na rzucaniu k*** w złości 😉 Generalnie wyrko jest tak sprytne, że mogą na nim spać 3 osoby. Bo możecie albo wybrać opcję z samą szufladą- bez dodatkowego materaca, albo właśnie z wysuwanym, trzecim łóżkiem.

U nas już jest ten czas, że koledzy zaczynają się wzajemnie zapraszać do swoich domów – także tego, no.. nie żebym jakoś szczególnie na to czekała, ale jak mi któryś Bąk raz powie, że pidżama party chce urządzić, to nie odmówię przecież, nie?

Z łóżka jesteśmy zadowoleni BARDZO. Jedyne, co dziadowskie, do kitu, do wywalenia od razu to te pseudo materace. Tragedia dosłownie. Żebra się dzieciom na szczebelkach odciskają. Zwykła gąbka, którą można by myć naczynia – my ogarnęliśmy później mega cudne materace – opowiem Wam o nich w oddzielnym poście, bo są tego warte, a testowane już długo, i mogę się w pełni szczerze wypowiedzieć.

No dobra to co.. może najpierw wrzucę Wam fotki sprzed i po, hm? A później jeszcze opowiem o drobnym szczególe, który jest dopełnieniem tego pokoju dla rodzeństwa.

Jak widzicie nie był to pokój marzeń, i nawet w sumie nie ma tu co pokazywać. Z obecnej wersji jestem naprawdę zadowolona, choć brakuje jeszcze kilka rzeczy – ale z czasem, wszystko dokupimy. Zobaczcie:

pokój dla rodzeństwa

pokój dla rodzeństwa

Bo ja się boję sama spać!

Takiej piosenki się Feli nauczył po to, żeby mi uświadomić, że przecież w jego pokoju mieszkają potwory! I całe zło tego świata. Generalnie obłożenie moich Bąków misiami w sporej mierze pomogło pożegnać się ze strachem, ale.. Dalej im czegoś brakowało.

Zapalałam im długo lampkę na biurku. Gasiłam dopiero jak zasnęli. Ale światło z niej nie było zbyt przyjazne, i utrudniało usypianie.

Później, jakoś przypadkiem, trafiliśmy na coś, co w stu procentach wpisuje się w moje gusta – a mogło też spodobać się Chłopcom.

Owlamp – cuda z kartonu!

Kartonowymi cudeńkami różnego rodzaju zachwycałam się już od jakiegoś czasu. Pamiętacie nasz super domek, albo rakietę? Boskie były. Wybawiły się w nich ze 3 pokolenia. No a teraz – kiedy zobaczyłam tą cudną sówkę, po prostu musiałam ją mieć.

Ja wiem jak to brzmi – miała być dla Dzieci. Ale serio jest! SERIO. Razem ją składaliśmy, co pokazywałam Wam na Instastory – razem zadecydowaliśmy, że na razie zostaje taka, jaką ją stworzono. “Naga” zupełnie.

Bo ta sowa – to nie tylko kawałek kartonu, który uroczo się prezentuje. To jeszcze lampka –  i o tą funkcję mi najbardziej chodziło – ale taka niezwykła. Bo taka, którą można sobie w zasadzie samodzielnie zaprojektować!

Do jej złożenia nie potrzebny Wam klej, ani taśma. I możecie ją “oswajać” jak tylko chcecie. Nie byłam pewna, że sprosta oczekiwaniom moich Pierduśników ale okazało się, że zaprzyjaźnili się z nią z miejsca i każdego wieczoru strzeże ich snów tak długo, jak długo trzeba. No dobra, ale zobaczcie o kogo tak właściwie chodzi:

Sympatyczny stworek, prawda? Niedługo ubierzemy go w piórka – ale latem jest na tyle gorąco, że może pozostać “nagi” 😉 A jak Wam się podoba nasz pokój dla rodzeństwa? Na tak małej powierzchni, trudno było wyczarować coś więcej. Dalej jednak mam wobec niego pewne plany, i na sto procent się nimi z Wami podzielę – może już niedługo!

Udostępnij: