Ckliwie

Słowa bolą bardziej..

słowa bolą bardziej

Mam 33 lata, dwóch – CUDOWNYCH – Synków, wyjątkowego mężczyznę u boku, dość stabilną sytuację rodzinną, i finansową. Głowę pełną pomysłów i całą masę możliwości, a jednak – nie potrafię tego docenić. Jestem zepsuta. Do granic możliwości. I tylko dlatego, że sama pozwalałam na to, co wydarzało się za zamkniętymi drzwiami. Ty nie musisz.. możesz skończyć to dużo prędzej.

Myślisz, że przemoc to tylko siła? Słowa bolą bardziej!

Kiedy zdecydowałam się założyć rodzinę byłam na takim etapie swojego życia, kiedy wreszcie zaczęłam wierzyć w siebie. Z szarej myszki, przemieniłam się w pewną siebie kobietę, która chciała zdobywać świat. Niekoniecznie spieszyło mi się do ślubu, ale już wtedy (choć jeszcze o tym nie wiedziałam), ten, który później zepsuł mi głowę stosował swoje haniebne sztuczki po to tylko, żebym wierzyła, że tak będzie dla mnie najlepiej.

Kiedy zorientowałam się, że sam jest mocno zepsuty i to człowiek, który potrafi kochać tylko siebie, było już za późno. Nie miałam już siły by wierzyć w lepsze jutro – straciłam też wiarę w siebie. Bo kiedy codziennie, na dzień dobry, i dobranoc, słucha się tego, że jest się NIKIM, że przyszło się z “gołą dupą”, że nigdy się nic nie miało, i mieć nie będzie, i że tak naprawdę nikomu na Tobie nie zależy – bo gdyby zależało, to przecież by przy Tobie był, to zaczyna się w to wierzyć.

Przemoc w rodzinie, kojarzy się z siniakami!

A tymczasem ta psychiczna, i ekonomiczna , to również ZBRODNIA, tylko bez śladów. Tych widocznych, bo w głowie, i w serduchu, wypala tyle dziur, że nie wszystkie są w stanie się zabliźnić.

Przez kilka lat słuchałam o tym, jaka jestem zła. Jak to nic nie potrafię, że nic nie mam. Mój TYRAN, którego musiałam nazywać mężem, czuł się swobodnie z tym co robił. A dodatkowo potrafił tak mydlić oczy wszystkim dookoła, że pewnie gdyby nie to, że w JEGO (nie naszym – co zawsze podkreślał) domu było coraz więcej alkoholu, żyłabym w tym chorym związku aż do dziś. Choć nie.. tak by nie było. MNIE by już nie było. Wielokrotnie miałam ochotę skończyć tą całą farsę, i wydawało mi się, że jedyne miejsce, gdzie czeka na mnie (na nas) spokój, jest daleko stąd. Tam, gdzie może tak naprawdę NIC NIE MA. Przestawałam wierzyć w cokolwiek.

Czułam się zaszczuta.. terroryzowana..

Wciąż słyszałam – i tak nikt Ci nie uwierzy. Miałam być cicho, i spełniać swój małżeński obowiązek. Najpierw się go bałam. Później, zaczęło mi być wszystko jedno.

Nie miałam już nikogo. Straciłam przyjaciół. Nie wolno mi było z nikim dłużej rozmawiać. Kiedy wychodziłam z dziećmi na spacer słyszałam zwykle : tylko nie za długo, i nikomu za dużo nie gadaj. Nie znałam tamtejszych ludzi, choć mieszkałam tam już kilka lat. Byłam zupełnie sama – SAMOTNA. Choć z dwójką małych Chłopców u boku. Bałam się. Najbardziej tego, że znów wróci z piwnicy kompletnie pijany, i będzie mi robił w głowie gnój, a później jeszcze zażąda spełnienia małżeńskiego obowiązku. Tak bardzo ten “obowiązek” znienawidziłam, że do dziś mam problem, żeby się przestawić. Nawet kiedy wiem, że jestem z kimś, kto za nic nie pozwoliłby mnie skrzywdzić, i kocha mnie jak nikt inny na świecie. Wiem ale…

Boję się być szczęśliwa..

Nie byłam pewna, czy chcę Wam o tym mówić ale uznałam, że skoro włączam się do społecznej kampanii, która ma na celu uświadamianie kobiet będących w podobnej sytuacji do mojej, to powinnam.

Po raz pierwszy w życiu, trafiłam na Faceta, który potrafi sprostać wszystkim moim oczekiwaniom. Za którym przepadają moje Dzieci. Któremu ufam tak bardzo, że nie bałabym się powierzyć mu swoich najcenniejszych skarbów. Który wita mnie z uśmiechem, nawet kiedy wychodzi ze mnie zołza. I zawsze mówi: wszystko będzie dobrze. Zna rozwiązanie każdego problemu – a jak nie zna, to drąży tak długo, aż je znajdzie. Pozwala mi tupać nogą, bo wie, że tego potrzebuję. Rozumie mnie, nawet kiedy do niego nie mówię. I jest. Tak po prostu. I wtedy kiedy jest dobrze, i kiedy jest źle.

Doceniam. Ale cały ten syf, który mam w głowie sprawia, że nie ważne jak piękny czas z nim spędzam – w jednej chwili potrafię zmienić zdanie. Pomyśleć, że wolałabym, żeby go nie było. Nagle przestaję mieć ochotę żeby mnie dotykał, przytulał, mówił do mnie, czy choćby na mnie patrzył. Włącza mi się blokada. Buduję mur – w ciągu kilku godzin, a nawet minut, potrafię stworzyć taką przeszkodę, której nie jestem w stanie sama przeskoczyć. Realnie, znielubiam tego gościa. Znielubiam kogoś, do kogo jeszcze przed chwilą coś czułam.

I gdyby On był taki jak inni, już dawno by sobie poszedł. Ale trwa przy mnie.. Choć ja, po każdej takiej akcji wiem, że sama zachowuję się wobec Niego jak tyran. Odrzucam go – choć gdy minie kryzys, myślę o nim zupełnie inaczej. Nie potrafię tego  w sobie zmienić.

Kiedyś taka nie byłam..

Ale kiedyś nie myślałam, że związek to ZŁO. Że przecież nie wiem co może się wydarzyć za zamkniętymi drzwiami. Że zaufanie, doprowadzi mnie znów do tego samego punktu . Dlatego to ja wciąż chcę mieć tą “władzę”. Chcę móc trzaskać drzwiami kiedy poczuję, że muszę. Nie chcę, żeby ktoś mnie za nimi zamykał. Nie chcę już się bać, że nie będę umiała znaleźć klucza. Nie chcę niczego musieć. Chcę móc!

Nie czekaj!

Nie zamykaj się na świat, i ludzi, bo im dłużej będziesz trwać w takim związku, tym bardzie popsuta z niego wyjdziesz. A później, nie będziesz umiała pozwolić sobie na pełnię szczęścia. Tak jak ja, teraz..

Jeśli czujesz, że Twój partner stosuje wobec Ciebie przemoc  – zwróć się do kogoś po pomoc. A możliwości masz sporo. Ja – osobiście – teraz na pewno zwróciłabym się o nią do rodziny. Ty, masz jeszcze inne wyjścia:

  • Telefon do centru praw kobiet: (0–22) 652–01-17
  • Policyjny telefon zaufania: “Zatrzymaj przemoc” : 800 12 01 48
  • Kontakt z Fundacją 3-4 START
  • Kontakt z Fundacją : Tętniące życiem
  • Niebieska linia: 22 668 70 00

To tylko niektóre z opcji pomocy – jest cała masa stowarzyszeń, i bezinteresownych ludzi, którzy chcą wyciągnąć co Ciebie pomocną dłoń. Rozejrzyj się, może wcale nie musisz wołać o pomoc?

Ja, już wiem, że nie byłam winna temu wszystkiemu. Mimo to, rany są tak duże, że nawet po 5 latach nie zdążyły się zabliźnić. Mogłabym żyć zupełnie normalnie. Ale nie potrafię. Nie umiem docenić w pełni szczęścia, które mnie spotkało. Dlatego trzymam za Ciebie kciuki, żebyś już dziś potrafiła mówić o tym, co dzieje się u Ciebie za zamkniętymi drzwiami. Walcz. O siebie – przede wszystkim. I pamiętaj, że wszystko zaczyna się w naszych głowach!

 

 

Udostępnij: