Ckliwie

Idzie wiosna.. czuć ją już mocno. Szybciej niż rok temu!

idzie wiosna

Dawno nie było u mnie bardzo ckliwie. Brakuje mi tego! Tęsknię za tym, by dzielić się z Wami wszystkim tym, co leży mi na serduchu. I chyba jestem gotowa, by do tego wrócić. Zwłaszcza, że to dla mnie czas wielkich zmian. Wszelakich. I  w życiu osobistym, i zawodowym. Czuję, że to taki moment, w którym trzeba coś zakończyć, i zacząć coś nowego. Zmienić otoczenie, znów zrobić czystki wśród znajomych, i przewartościować priorytety. Bo idzie wiosna – z wiosną zawsze jakieś nowe. W tym roku inne niż zwykle.

Rok temu miałam dobry czas

I kurczę, dalej wspominam go z łezką w oku. Szczególnie dziś, mam taki dzień, że przemierzając stare ścieżki, wspominam mocno pierwsze podrygi zeszłorocznej wiosny. Wszystko wtedy było dla mnie takie oczywiste, a okazało się, że błądziłam w jakiejś fatamorganie. Ale to był ważny, i potrzebny czas. I chociaż dalej czuję kłucie w serduchu gdy o tym myślę, to mimo wszystko uśmiecham się pod nosem do tych wspomnień.. Kiedyś odejdą. Muszą. Więc póki co się nimi “karmię”. A przecież to właśnie te wydarzenia z życia i pierdyliard wspomnień sprawiają, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. A ja lubię być sobą – taką właśnie. Zołzowatą trochę, zamkniętą na niektórych ludzi i wiele doświadczeń, a z drugiej strony cieszącą się każdą chwilą, małymi rzeczami. No ale koniec! Pewien rozdział zamknęłam już w grudniu – nie chcę wyrywać kartek z księgi pamięci. Za to pisać tej opowieści już dalej nie mogę. Rozpamiętywanie wszystkiego też na nic się nie zda. Przyszło nowe. I dziś Wam o tym opowiem.

Idzie wiosna..

Lubię wiosnę. Bo wiosną kwitną bzy. I skowronek śpiewa tylko dla mnie. Wszystko budzi się do życia. A ja lubię żyć. Kurczę.. już nawet nie wiedziałam, że tak bardzo lubię. I darujmy sobie metafory – nie ma tu dla nich miejsca.

Ktoś się pojawił. Wyczytaliście to między wierszami – nie mówiłam tutaj wprost, dopóki nie byłam pewna. Bo wydawało mi się nawet, że ja tego nie chciałam. Znamy się od prawie trzech lat – ale wcześniej tylko wirtualnie. Nigdy tak naprawdę nie brałam pod uwagę, że będzie między nami coś więcej, a kiedy się w końcu umówiliśmy tak, że postanowiłam, że już się nie wycofam, to miało być tylko po to, żeby więcej się nie odezwać. No ale stało się inaczej. I nie – nie było to dla mnie jakieś BOOM – jak na Titanicu (chociaż D. jest mocno podobny do tamtego Pana  😉 ). Nie poczułam strzały amora, nie straciłam głowy  z miejsca, ja nawet nie pomyślałam, że jakoś mocno rozwiniemy tą znajomość. Nie chciałam, nie myślałam NIC. Jakoś tak samo się działo. A ja zaczęłam chcieć najpierw trochę, później bardziej, w między czasie słuchając – Monia, no porąbało Cię? Chcesz być sama całe życie? Taki fajny facet.. tak mocno jest za Wami – na co Ty czekasz?

Później stwierdziłam, że przecież w sumie nic nie ryzykuję. I tak nie umiem być sama – zawsze, przez te ostatnie lata – był ktoś. I nawet jeśli nie traktowałam tych znajomości jak oficjalne związki, to KTOŚ BYŁ, i to bardziej niż ojciec moich Dzieci w trakcie naszego wspólnego życia. Nie lubię samotności. Ale lubię swoją osobistą przestrzeń. Taką jej część, którą mogę zachować tylko dla siebie. On to wie, i szanuje. Więc jest mi dobrze.

Nie wiem co będzie. Ani jak długo. Czy nauczę się bardziej dzielić sobą. Czy potrafię być jeszcze panią domu nie tylko dla moich Pierdziochów, ale też dla jakiegoś faceta. Wiem jednak, że dobrze trafiłam. Że uśmiecham się coraz częściej i jestem szczęśliwa- całą trójką jesteśmy szczęśliwi – i nie tylko dlatego, że idzie wiosna. Pierwszy raz mam odwagę mówić o tym głośno. Już nie jesteśmy sami, i coraz mi z tym lepiej!

Udostępnij: