CkliwieWszystko i nic

Hello 2018 – be good to me, please! Plany, i podsumowanie!

Ojj jakże trudno było mi się zabrać za to podsumowanie. I absolutnie nie dlatego, że nie mam się czym pochwalić. Były plany –  i po części udało się je zrealizować. Po prostu końcówka roku tak bardzo mnie zaskoczyła, że wszystko przestało się układać w jedną całość. Rok temu, pisałam taki post w dobrych emocjach. Naładowana pozytywną energią. Tym razem – opadam z sił. Najchętniej zamknęłabym się w domu i nikomu nie pozwoliła do siebie gadać. Ale przecież przyszedł nowy – i warto starać się pisać dla niego pozytywny scenariusz. Przecież za 12 miesięcy czeka mnie kolejne podsumowanie, prawda? I chcę wierzyć, że za rok wszystko będzie już wyglądało zupełnie inaczej.

Bez zbędnego gadania

Bo tak chcę! Bo są rzeczy, które wolałabym zostawić tylko dla siebie. Emocje, i uczucia, którymi nie chcę z nikim się dzielić. Może wtedy będzie łatwiej.. Jak nie będę o nich gadać – będę też mniej myśleć. A mi potrzeba spokoju. Choć tylko metaforycznie bo wiem, że najłatwiej będzie mi wyjść z dołka, jeśli poświęcę się w stu procentach nowych zadaniom. Wyzwaniom, które mogą mnie uskrzydlić. Kurczę.. muszę odzyskać swoje skrzydła! I zamierzam to zrobić.

Czy zrealizowałam plany na 2017? 

Po części tak.. po części nie.. tak więc:

  • do Trizera nie udało mi się wrócić – i to chyba dość świadomie. Zajęłam się czymś zupełnie innym, niż ja sama  – czego skutkiem jest 5 kg na plusie (choć finalnie i tak mam o 11 mniej niż przed dietą – to nie efekt jojo. To wynik mojego zaniedbania. Przez półtora roku totalnie o sobie nie myślałam). Domniemam zatem, że to, co właśnie się wydarza – nowe wyzwanie związane ze zmianą stylu życia – to nie przypadek. To element układanki, który miał pomóc mi wrócić na dobrą drogę. Ale o tym już niebawem 🙂
  • WYNIOSŁAM SIĘ Z SYPIALNI 🙂 Wszystko stało się NAGLE – bo tak najlepiej, nie? Wiecie.. ja z moimi Pierduśnikami w sumie byłam OD ZAWSZE. Miko nawet nie spał w łóżeczku, więc wydawało mi się, że dla całej naszej trójki to jakaś trauma będzie. Ale z pomocą dziadków i kogoś, kto przez cały rok dzielnie mnie wspierał w każdej sytuacji, udało się ogarnąć Chłopcom cudny pokoik. Niebawem Wam go pokażę. Może jeszcze w weekend! Bo metamorfoza jest ogromna!
  • Mówiłam, że w domu wreszcie będą kwiaty! I tutaj chyba też się wywiązałam, bo choć takich doniczkowych raczej zbyt często nie kupowałam, to świeże, cięte – cieszyły moje oko przez prawie cały rok.
  • Zmiana koloru włosów – wielu z Was na to czekało. W sumie to ja też.. Ale trafiłam na fryzjerkę, która spartaczyła robotę (wiecie, podobno trudno jest zrobić z czarnego kruka, czekoladkę) i kiedy zobaczyłam co też mi zrobiła na mojej głowie – pierdyliard dziwnych plam i jakiś wypłowiały rudy na głowie – to się przestraszyłam, i zrezygnowałam. Wróciłam do czerni – choć już nie tak intensywnej. Dalej mam ochotę na zmianę. Ale tym razem muszę być pewna, że “oddaję się w dobre ręce” 😉
  • A jak wyszło z odwiedzaniem ciekawych miejsc? Generalnie, co nieco udało się zwiedzić. Ja jednak na zawsze zapamiętam nasz wyjazd do Zakopanego w trakcie ferii, kiedy to Mikołaj złamał poważnie prawą rękę. Wprawdzie był to doskonały sprawdzian dla wielu moich znajomości – ale nie życzę nikomu takich emocji. Później, u naszego Karola spędziliśmy jeszcze WAKACJE  – i to był już CUDOWNY CZAS, choć miałam tam jechać z kimś innym.. Po kilku miesiącach stwierdzam, że to, iż znalazłam się tam z Angeliką też było z góry zaplanowane – przez tych co czuwają nad nami. Bo kto wie, co mogło się tam wydarzyć?
  • Do vlogowania też nie wróciłam. Choć po części można powiedzieć jednak, że to zrobiłam bo.. Regularnie (praktycznie codziennie) nagrywam filmiki na Instastory. Nie miałam sprzętu – Święty Mikołaj w tym roku o niego zadbał – ale nie wiem czy jeszcze mi się chce. Kurczę  – jak już wiatr ponownie zacznie mi wiać w żagle, to może o tym pomyślę.
  • Mówiłam o chęci rozwijania własnych projektów. I tutaj jestem BARDZO zadowolona! Wręcz skaczę z radości, gdy myślę o wszystkim tym, co udało się osiągnąć i zorganizować w tym roku. Kilka szkoleń, eventów. W tym spora konferencja – BLOGOCENTRUM, której druga edycja już w październiku. Ogarnęłyśmy też takie TYLKO nasze biuro. (i tu znów z ogromną pomocą kogoś, kto mnie wspierał 🙁 ) No i wskoczyłam w końcu na własną domenę. Śmigam sobie na niej, że hej – dodatkowo rozwinęłam mocno konto na Instagramie i nauczyłam sporą grupkę osób, jak osiągać dobre wyniki. Upewniłam się tym samym w przekonaniu – że ciągłe działanie to idealna droga dla mnie. Ja muszę coś robić. Muszę mieć cel, mieć na co czekać. Pokonywać przeszkody, przełamywać bariery, wtedy czuję się spełniona. Dlatego przede mną nowe wyzwania.
  • do konkursów nie wróciłam – choć od czasu do czasu wzięłam w jakimś udział – przy okazji uzupełniając domowe kolekcje o nowe zabawki, gry, gadżety. Dzięki konkursom, śmigam też na nowym telefonie – gdyby nie on, na pewno byłaby dalej daleko w polu jeśli chodzi o Instagram.
  • Zainwestowałam w siebie – to bez dwóch zdań. Choć mowa o takiej inwestycji związanej z rozwojem osobistym. Przeczytałam bardzo dużo branżowych lektur, które pomogły mi wznieść się na wyższy level umiejętności marketingowych i poznać sporo ciekawych trików, które wykorzystuję w rozwijaniu projektów.
  • był jeszcze jeden punkt – związany z prywatnymi postanowieniami. Wtedy nie chciałam o nich mówić głośno. Ale wyjęłam dziś, wspomnianą wówczas przeze mnie karteczkę, i w sumie to miałam ochotę się nad nią rozpłakać. Powinnam była już kilka miesięcy temu przypomnieć sobie, co na niej napisałam. Żałuję, że tego nie zrobiłam.

Plany na 2018?

Fajnie jest móc porównać po roku co udało się zrealizować, a czego nie. Chciałabym zrobić tak i na początku 2019. Ale Wiecie co? W tej chwili  – na dzień dzisiejszy – boję się nawet MARZYĆ. Bo jedynym moim marzeniem jest to, by wreszcie poczuć prawdziwe szczęście. A chyba źle szukałam. Może ono kryje się zupełnie gdzieś indziej.

Żeby jednak tradycji stało się za dość, wymienię kilka punktów:

  • dom – w tamtym roku zajęliśmy się pokojem chłopców – tym razem kolej na mój pokój. Bo tak naprawdę, to teraz nie mam swojego miejsca. Zostawiam sobie jednak to na miesiące jesienne – po pierwsze dlatego, że jeszcze sama nie wiem czego do końca chcę, po drugie.. poczułam, że to znów mniej mój dom. Nie z powodu samego mieszkania. Tak po prostu!
  • przyjaciele – ktoś mi powiedział  w okresie świątecznym, że w tym roku mam o wiele więcej, niż jeszcze rok temu. Wiem co miał na myśli. Wtedy też wiedziałam. I choć nie miałam pojęcia,  że bieg wydarzeń będzie właśnie taki – dalej uważam, że w jego słowach jest mnóstwo prawdy. W niektórych gorzkich, które przeczytałam nieco później – również. Ten rok pokazał mi bardzo na kogo mogę liczyć. Już kiedyś Wam pisałam, że nie będę się chwalić publicznie przyjaźniami – bo wtedy zawsze coś złego się wydarza. W tym roku chcę zadbać o nich mocniej – ale jak już się otrzepię. Bo teraz zwyczajnie nie mam sił. Jest to jednak dla mnie na tyle ważny punkt, że wymaga podkreślenia. TO MA BYĆ ROK rozwijana przyjaźni. Chcę zadbać o tych, którzy dbają o mnie. I nie chcę krzywdzić. Ani siebie, ani nikogo. Skrzywdziłam. Choć wydawało mi się, że to była jedyna opcja na tą chwilę. Bo już trudno było mi oddychać. Za rok tego nie powiem. OBIECUJĘ. Będę dawać TYLKO TYLE, ile mogę. I brać tyle, ile chcą dawać.
  • biznesy? Kurczę! Po raz pierwszy trudno mi powiedzieć, czego tak naprawdę bym chciała w tej kwestii. Na pewno chcę zająć się bardziej blogiem. Trochę w niego zainwestowałam ostatnio i mam nadzieję, że to przyniesie oczekiwane efekty. Na pewno też chcę dalej rozwijać gnieźnieński portal – póki co plan pięknie działa 😉 aż się serducho raduje. To chyba tyle z tych wirtualnych – dla siebie. Bo zostaje jeszcze etat. A z nim związany jest też nowy projekt, dzięki któremu poznaję przecudowne kobiety, z ogromem pozytywnej energii. Czuję się jak na początku mojej przygody z Trizerem. Ona przyniosła mi wtedy dużo dobrego, dlatego wiem, że i teraz tak będzie. Kurczę! Za rok, o wszystkim Wam opowiem. Choć pewnie będę chciała już wcześniej – a może na bieżąco – dzielić się emocjami. Ten rok to będzie też taki sprawdzian jeśli chodzi o bloga – jeśli będziecie to będzie oznaczało, że warto mu się poświęcić. Jeśli nie… cóż. 🙂
  • nowe znajomości! Ważny dla mnie punkt. W pewnym sensie już zaczęłam go spełniać. Ale żeby móc otworzyć się na NOWE, potrzebuję trochę czasu. Wiem jednak, że nie mogę stać w miejscu. Zatem ruszę naprzód, choć już z mocno zmienionym nastawieniem.
  • niespodzianka – pisząc to słowo, mam coś konkretnego na myśli, ale nie powiem co. Będzie ciekawiej, gdy opiszę realizację mojego planu za rok. I kto wie, może będę mogła wypunktować więcej tych ” niespodzianek”? Tego sobie życzę.

To był trudny rok, choć wyjątkowy. Zakończyłam go ze świadomością, że najważniejsza jest wiara. Podobno czyni cuda. Nie wiem czy ma taką moc, że potrafi topić lód w sercach, ale co innego mi pozostaje, jak tylko wierzyć? I uśmiechać się.. Będę. Tylko jeszcze nie teraz..

Udostępnij:
  • Szczypta o Mnie

    W takim razie czekam z utęsknieniem na Twój uśmiech 🙂

  • Powodzenia! 🙂

  • Również życzę wszystkiego dobrego no i powodzonka!

  • MrsGrono.com

    Trzymam kciuki ze zaczniesz robić vlogi! Fajnie by było ciebie oglądać na żywo! Trzymam kciuki za 2018! Będzie fajnie, zobaczysz! 🙂

  • Bożena Jędral

    Monika, jest to świetne podsumowanie. Dość szczegółowe, widać że bez sciemy rozliczyłaś się że sobą. Trzymam kciuki za rok 2018.

  • Rysia Celebryt

    O swietne postanowienia :-), trzymam kciuki.

  • killukitty

    Świetne postanowienia! Tez mam sporo planów na ten rok 🙂

  • Widze, ze wszysko masz dokładnie przemyślane 🙂 super!

  • Fit Ashionn

    Kochana głowa do góry! Wiatr znowu zacznie wiać i to ze zdwojoną siłą! Jestem tego pewna! 🙂 a póki co trzymam kciuki za plany i marzenia na ten rok! <3

  • mam podobne plany co do bloga

  • Ja nie robiłam podumowań ani też wiekszych planów na Nowy Rok. Życze Ci aby twoje sie spełniły