Dzieciowo

Książeczki kontrastowe od kiedy? – Robak Lolek od Marruda

książeczki kontrastowe od kiedy

Kiedy zacząć czytać dziecku? W którym momencie jego życia, wziąć po raz pierwszy do ręki książkę? Czy niemowlę jest w stanie się nią zainteresować? A może to tylko nasze pobożne życzenie, by tak się stało? Kiedy moi Chłopcy byli niemowlakami, pojawiały się już na rynku pierwsze, wyjątkowe książeczki, ale ich wybór nie był tak bogaty jak teraz. A książeczki kontrastowe od kiedy się pojawiły, wywołały prawdziwy szał u takich maluchów. Dlaczego? Czy warto mieć je w swojej kolekcji? Ile, i dlaczego czytać dziecku? Opowiem Wam dziś o moich spostrzeżeniach.

Pierwsze książeczki – kiedy zacząć je czytać dziecku?

Gdy urodził się Mikołaj, wszystko było dla mnie nowe. Zawsze obiecywałam sobie, że będę chciała pokazywać swoim dzieciom świat, i uczyć je tego świata. Oczywistym więc było dla mnie to, że zaczniemy od książek  – bo tak najłatwiej. Ale skupić uwagę małego dziecka na obrazkach to był cud. Cudem, było też zainteresowanie go treścią. Młody zdecydowanie wolał się wpatrywać w moje zabawne miny, i tak właśnie zacząć poznawanie świata. Co go tam obchodziły jakieś literki, albo książkowe bohomazy, które niczym nie przypominały arcydzieł Picasso.

Szybko odpuściłam, czego strasznie żałuję bo jestem prawie pewna, że to przez mój brak cierpliwości, i niekonsekwencję w działaniu nie udało mi się go rozkochać w książkach – co już nie było problemem w przypadku młodszego Bąka. Z nim, możemy czytać.. i czyytać.. i czyyytaaaaaaać. I tak od wieczora, aż do rana, a nawet na odwrót. Gdyby tylko nie ramy czasowe, które zmuszają nas do wpadnięcia   w objęcia Morfeusza raz na jakiś czas, zdecydowanie chyba nie wychodzilibyśmy z biblioteki. W zasadzie to i pokój Chłopców przypomina taką domową bibliotekę.

Biorąc pod uwagę moje doświadczenia mogę Wam powiedzieć – i to śmiało – że pierwsze książeczki najlepiej czytać od pierwszych dni. Konsekwentnie, nie zważając na to, że dziecko jest nimi średnio zainteresowane. Osłucha się, nabierze nawyków (codziennie kwadrans  z książką na przykład) a wychowane na tych nawykach za jakiś czas samo zacznie prosić o 15 minut z ulubioną opowiastką. Jednak żeby się nie zniechęcić do tej przygody z czytaniem warto zwrócić uwagę na to, by wybierać odpowiednie książki, przystosowane do odpowiedniego wieku naszego dziecka.

I  w związku z tym właśnie, chciałabym Wam przedstawić Robaczka Lolka, który może za kumplować się z Waszym dzieckiem już w szóstym miesiącu jego życia a uwierzcie mi na słowo, że z tego kumpelstwa zrodzi się niezwykła więź, na lata.

Książeczki kontrastowe od kiedy? Robak Lolek uwielbiany przez dzieci!

Prawdziwym hitem w ostatnich latach okazują się książeczki kontrastowe. Ja, chciałabym pokazać Wam dziś zbiór opowieści, który (dosłownie) dorasta wraz z Twoim Małym Szkrabem. Niewzruszony wyraz twarzy Twojego dziecka podczas czytania książki odejdzie teraz w zapomnienie. Bo ten oto mały, przyjaźnie nastawiony do świata robaczek, skradnie jego serducho od pierwszych chwil.

Poznacie go w książeczce kontrastowej, która prócz pełnych ekspresji ilustracji nie posiada żadnego tekstu. To Twoim, Rodzicu, zadaniem będzie wymyślenie historii, którą sugerują czarno białe obrazki. A uwierz, że sześciomiesięczny maluch będzie na te ilustracje żywiołowo reagować. W tym wieku nie potrzeba mu jeszcze koloru, ani zbędnej treści.

Książka numer dwa, to znów zadanie dla Ciebie, bo choć wkrada się tu kolor, historia dalej jest opowiadana obrazami.

No i wreszcie trzecia książka – dla dzieci powyżej 18 miesiąca. Robak Lolek wreszcie przemówił. Podobnie jest z czwartym tomem przygód naszego bohatera – książka od 24 miesięcy.

Autorka tychże książeczek jest mamą, a jako mama stworzyła coś, co jest obrazem obserwacji potrzeb jej własnego dziecka. Te niezwykłe opowiadania w stu procentach wpisują się w obraz pomocy naukowych  zgodnych z zasadami Montessori. Jeśli więc jesteś ich fanką, czy fanem możesz mieć pewność, że ani Ty, ani Twoje dziecko, nie zawiedziecie się na zakupie książeczek. A ja mam dla Was fajny prezent – bo prócz konkursu, o którym opowiem za chwilę, przygotowałam też kupon rabatowy, na całą serię książeczek o Lolku. Rabat jest ważny do końca listopada 2017 roku, a wykorzystać go można na stronie wydawnictwa Maruuda, o tutaj —> KLIK.

A teraz obejrzyjcie, jak książeczki wyglądają od środka:

 

książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedyksiążeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy książeczki kontrastowe od kiedy

Piękne, co? Sama się jaram jak się oglądam. I moje Bąki też, ale jako, że mają już trochę więcej niż 2 lata, to też chcemy przekazać cały ten zestaw książeczek komuś z Was! Zobaczcie jeszcze raz, jak wyglądają w komplecie:

A co trzeba zrobić, żeby mieć szansę na wygraną? Wystarczy (pod tym postem, w komentarzu ) odpowiedzieć na pytanie: jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa? W odpowiedzi, zostawcie też swojego maila. A zabawa trwa do 25 listopada, włącznie!

I pamiętajcie, że tak naprawdę to każdy moment na rozpoczęcie pierwszej przygody z książką jest dobry. A kontrastowe lektury można pokazywać nawet niemowlakowi. Także – nie traćcie czasu. Rozbudźcie w swoich dzieciach miłość do książek – to na pewno zaprocentuje.

EDIT: KSIĄŻECZKI WĘDRUJĄ DO Aleksandry. Jej wypowiedź:

 

„Odkąd pamiętam czytałam dużo, książki były nieodłącznym elementem mojego
dzieciństwa, nie było bez nich dnia. Nie jestem w stanie zliczyć
książek jakie przeczytałam będąc dzieckiem ani przypomnieć sobie ich
wszystkich. Na pewno jednak jedną z ulubionych moich autorek była Lucy
Maud Montgomery, której „Ania z Zielonego Wzgórza” jest tylko jedną
malutka kropelką w całym oceanie jej twórczości. Jej książki dawały mi
taki wewnętrzny spokój, gdy tego potrzebowałam, pocieszały, gdy było mi
smutno. Bohaterki jej książek to były dziewczynki, takie jak ja – z
każdą z nich miałam coś wspólnego, mogłam się z nią identyfikować, razem
z nimi przeżywałam ich życie. I uważam, że spędzenie dzieciństwa z
nosem w książkach może być wartościowe, może być piękne. I na pewno
lepsze niż dzieciństwo przed komputerem…”

 

Wydała mi się najbliższa mojemu sercu – bo miałam podobnie. Gratuluję, i proszę o podesłanie adresu przez fb, lub mailem.

Udostępnij:
  • Pomysłowe! Choć u nas już się nie przydadzą 🙂

  • Magdalena

    W dzieciństwie uwielbiałam słuchać książki Karolcia – Marii Kruger Później również wiele razy do niej wracałam Są to przygody małej dziewczynki, która posiada czarodziejski koralik dzięki któremu spełnia marzenia , swoje ale także swoich przyjaciół Cudowna książka dla dzieci Wiele razy marzyłam żeby posiadać taki czarodziejski koralik i zastanawiałam się które marzenie ma się spełnić jako pierwsze 🙂 Książka ta nauczyła mnie, że nie można myśleć tylko o sobie i warto mieć oddanych przyjaciół Polecam wszystkim dzieciom 🙂 glapcio1@o2.pl

  • Marcelina Rzepa

    Moją ulubioną książką z dzieciństwa była ta pt: ” Dzieci z Bullerbyn”. To pierwsza książka z kategorii tych grubych, którą samodzielnie przeczytałam. Po przeczytaniu tej pozycji zaczęła się moja miłość do twórczości Astrid Lindgren i przeczytałam wszystkie jej książki, które uwielbiałam równie mocno jak „Dzieci z Bullerbyn”. marcelina.rzepa@wp.pl

  • Marta Ernestowicz

    „Serce” włoskiego autora A. Edmunda de. Bardzo pouczająca, o nauce życia w społeczeństwie, o pochopnych decyzjach i osądach, o byciu człowiekiem dla drugiego człowieka i o relacjach rodzic – dziecko. Wszystko widziane oczami chłopca, opowiedziane listami, które pisał. Fakt – książka nie jest dla każdego, fabuła rozgrywa się w XIX wieku, więc nie ma tam mowy o komputerach, czy smartfonach, ale jest o przyjaźni i oddaniu. Warto przeczytać młodszym, warto podsunąć do przeczytania starszym. To dzięki niej, jako dorosła osoba, nadal jestem wrażliwa na ludzką krzywdę i cenię przyjaźń, która jest ważniejsza od materialnych chwil szczęścia.
    marta.ernestowicz@wp.pl

  • Anna Baran

    Zdecydowanie „Pan Samochodzik” Zbigniewa Nienackiego. Potrafiłam czytać całymi nocami z latarką pod kołdrą 😉 Rozpaczałam gdy zbliżałam się do ostatniej strony kolejnej części o przygodach mojej ulubionej postaci. Z czystym sumieniem polecam wszystkim tę książkę. Chyba nawet wrócę do niej po latach … 🙂
    Myinspiration92@gmail.com

  • ff

    Myślę, że moja ukochana lektura z dzieciństwa – „Tajemniczy ogród” Burnett cieszy mnie jeszcze bardziej jako osobę dorosłą, niż gdy czytałam ją, kiedy byłam młodsza. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam to cudo jako dziewczynka, byłam zdecydowanie oczarowana ogrodem i oczywiście Robinem, ale w pewnym sensie uważałam zarówno Mary, jak i Colina za nieco zepsute i samolubne dzieciaki. Rozumiałam ich problemy i poczułam trochę empatii, ale czułam się też trochę zirytowana. Z pewnością nie doświadczyłam tego podczas moich dorosłych lektur. Jako dorosła czytelniczka, rzeczywiście mocno wierzę, że większość, jeśli nie wszystkie problemy i dziwactwa Mary i Colina, są wynikiem opuszczenia przez rodziców. Jest to więc bardzo głęboka i poruszająca lektura nie tylko dla mych córek (a wkrótce syna), ale też dla mnie.

    kasia.powirska@gmail.com

  • Marta Kołakowska

    Moją najukochańsza książka dziecinstwa, czytaniu której towarzyszyły zawsze niekontrolowane wybuchy smiechu, była „Jasiek zgubił dziadka oko” Lucyny Legut, po lekturze której marzyłam o posiadaniu dwóch starszych braci, którzy wprowadziliby nieco szaleństwa w nasze uporządkowane rodzinne życie.

  • magdacer

    Moja ulubiona książka z dzieciństwa to „Dzieci z Bulerbyn ” najpierw przeczytała mi ją babcia później przeczytałam sobie sama , później przeczytałam ją mojej młodszej siostrze , niedawno skończyłam czytać mojemu starszemu synowi – 6 letniemu i juz nie mogę się doczekać kiedy przeczytam mojemu obecnie 6 miesięcznemu drugiemu synkowi .
    Pozdrawiam kopcial82@interia.pl

  • IBOT

    Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest Pippi Pończoszanka autorstwa pisarki Astrid Lindgren. Dostałem ją od babci w wieku 6 lat na urodziny. Trochę byłem zniesmaczony, że babcia daje mi książkę na której jest dziewczynka, ale z ciekawości zajrzałem do środka i przyciągnęły mnie znakomite obrazki. Czytając tą książkę nie mogłem się doczekać co za chwilę się wydarzy z małą wesołą rudowłosą dziewczynką. Ta mała roześmiana kłamczuszka zawsze potrafiła mnie rozbawić i naprawdę bardzo się cieszę, że jej magia pozostaje z nami do dziś dnia. Pippi niechybnie poprawi nastrój wszystkim, którzy zechcą spędzić z nią popołudnie. Te książkę czyta się tak, jakby powstała ona dosłownie kilka tygodni temu. Nie ma mowy o nudzie czy zmęczeniu z powodu trudnych do zrozumienia sformowań czy staromodnego słownictwa. Wszystko to co dzieje się w tej lekturze tak naprawdę mogłaby się wydarzyć nawet wczoraj. Więc nie patrzcie na wiek tej powieści, bo to na pewno nie jest jej wadą. Aż łezka kręci się w oku, naprawdę. Kiedy wspominam sobie historię Pippi jestem zachwycony i naprawdę bardzo gorąco ją Wam polecam!!!
    ibot1@o2.pl

  • Joanna

    Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest „Bajeczki z obrazkami” Sułtajewa. Autor pisząc równocześnie(!) prawą ręką, własnoręcznie zilustrował książeczkę lewą. Miłe do czytania, pouczające treści, zabawne historie, fantastyczne rysunki. Polecam.

    joannajozefowicz@wp.pl

  • justyna8

    Książki pochłaniałam, odkąd nauczyłam się czytać, a właściwie składać literki. Dziewczyny, ja też uwielbiałam opowieści o Karolci i zaczytywałam się w „Tajemniczym ogrodzie” i „Sercu” (ciekawie to brzmi:)), jednak zawsze szczególne miejsce w moim sercu zajmował „Plastusiowy pamiętnik”. Z kilku powodów. Egzemplarz mojej książki dostałam od mojej ukochanej babci (już wtedy był dość wiekowy); mam go do dziś (/Boże, to już 22 lata!). Książka była i jest piękna, duży format, wspaniałe rysunki (Plastuś najładniejszy ze wszystkich powstałych Plastusiów), pożółkłe, grube kartki (rogi już wyżarł niestety czas, ale ma to swój urok). To zachęcało do czytania. Kiedy książkę otworzyłam, przepadłam, i nie zamknęłam jej, dopóki nie skończyłam. Ja tam byłam, mieszkałam w tym piórniku z ludzikiem z plasteliny, stalówkami i gumką myszką. I z wypiekami przeżywałam z nimi wszystkie przygody, za każdym razem tak samo mocno się ekscytowałam tym bajkowym światem (co ciekawe, nigdy w czasie czytania nie wcieliłam się w postać Tosi, zawsze byłam bohaterem z piórnika). Wiecie, co jest najpiękniejsze w czytaniu książek przez dzieci? To że dla nich fikcja literacka nie jest do końca czymś zrozumiałym. Mogą się wczuć, tak naprawdę, i uwierzyć. Z wiekiem tę wiarę zatracamy, ja za swoją dziecięcą naiwnością czasem tęsknię. Jednak zawsze warto wrócić myślami do tych dziecięcych czasów, książkowych bohaterów i przygód. Ja wracam i myślami, i książkami.

  • Ewa Kędra

    Moją ulubioną książką z dzieciństwa jest „Ania z Zielonego Wzgórza” 🙂 Bardzo szybko ją przeczytałam a właściwie pochłonęłam 🙂 I oczywiście musiałam przeczytać wszystkie następne części. Jak dla mnie jest to piękna i ponadczasowa książka. ewa_kedra@wp.pl

  • Agnes

    Zdecydowanie najpiękniejszą i najlepszą książką z dzieciństwa był „Mały Książe”. Zresztą to nie jest tak, że książka ta towarzyszyła mi tylko w dzieciństwie. Urzekła mnie tak bardzo, że nadal lubię do niej powracać. Dziś już zupełnie z innym nastawieniem. Doroślejszym i poważniejszym. Wiem jednak, że będzie to pozycja nr jeden w biblioteczce mojej małej Czytelniczki, która właśnie siedzi sobie w moim cieplutkim brzuszku i już teraz z chęcią słucha książek czytanych na głos przez Mamusie 🙂

    agnes18@poczta.onet.pl

  • Monika Chyczewska

    Lassie wróć- wspomnieniami o tacie pisana

  • Dominika Lenar

    Moją ulubioną książką bez dwóch zdań była : ” Bajeczki z obrazkami” W. Sutiejew. Jest to książeczka z prostymi, krótkimi opowiadaniami przedstawionymi za pomocą pięknych obrazków. Dziś czytam tą samą książkę moim dzieciom, rocznej Anntosi i 3 letniemu Stasiowi. Synek jest tak samo jak ja zakochany w tych bajeczkach. Morał w nich zawarty jest ponadczasowy i myślę, że jeszcze moje wnuki również z chęcią sięgną po te opowiadania.
    domeq14@op.pl

  • Patrycja

    Jako dziecko uwielbiałam jak mi czytano, potem sama „pochłaniałam” je tonami. Ale taką książeczka, która na zawsze zapadła mi w pamięć i głęboko w sercu była ta bez tytułu. Nie drukowana, a napisana w takin zeszycie z niebieską okładką. Był dla niej napis dla Patuni. A w niej wiersze (niejeden krytyk pewnie by skrytykował częstochowskie rymy) napisane przez mojego dziadka-naszego rodzinnego kronikarza-poety. Dziadzio uwieczniał chwile słowem. I ja jako mała dziewczynka dostałam taką książeczkę z jego wierszami. Każda strona między kolejnymi utworami była czysta, mogłam na nich rysować ilustracje. I tak były tam wiersze opisujące ślub mamy i taty, moje pierwsze urodziny, rodzinna wyprawa do zoo. Kazałam mamie czytać tę książeczkę co wieczór…potem zatopiona w świecie nowych książek jako nastolatka odłożyłam ją na półkę…jeszcze dziesięć lat temu miałam ją w rękach i pamiętam jak mówiłam do mamy, że nie mogę jej zgubić, bo jest bezcenna, nie do odtworzenia (autora ukochanego nie ma już z nami). I niestety, z żalem wielkim jak o tym sobie przypomnę, gdzieś między jedną przeprowadzką a drugą już z moim mężem kajecik poematów zaginął. Zostały tylko wspomnienia o najwspanialszej książce dzieciństwa, która choć wyglądała niepozornie jak zwykły zeszyt, miała w sobie coś więcej…serce osoby piszącej i urywki życia zaklęte na zawsze mej rodziny!

  • Aleksandra

    Odkąd pamiętam czytałam dużo, książki były nieodłącznym elementem mojego
    dzieciństwa, nie było bez nich dnia. Nie jestem w stanie zliczyć
    książek jakie przeczytałam będąc dzieckiem ani przypomnieć sobie ich
    wszystkich. Na pewno jednak jedną z ulubionych moich autorek była Lucy
    Maud Montgomery, której „Ania z Zielonego Wzgórza” jest tylko jedną
    malutka kropelką w całym oceanie jej twórczości. Jej książki dawały mi
    taki wewnętrzny spokój, gdy tego potrzebowałam, pocieszały, gdy było mi
    smutno. Bohaterki jej książek to były dziewczynki, takie jak ja – z
    każdą z nich miałam coś wspólnego, mogłam się z nią identyfikować, razem
    z nimi przeżywałam ich życie. I uważam, że spędzenie dzieciństwa z
    nosem w książkach może być wartościowe, może być piękne. I na pewno
    lepsze niż dzieciństwo przed komputerem…

  • Elżbieta

    Najpiękniejszą książką, jaką pamiętam z dzieciństwa, jest „Karolcia” Marii Kruger. Czytałam ją sobie już sama, bo dość wcześnie nabyłam tę umiejętność 🙂 Zanim otwierałam kolejny rozdział, prosiłam wszystkich, aby nie wchodzili do pokoju. Zamykałam drzwi, by nic ani nikt nie przeszkodził w tej chwili. Pamiętam, celebrowałam i chłonęłam każde słowo. Niemal przenosiłam się do środka książki, zafascynowana przygodami Karolci i magicznego błękitnego koralika. Teraz już jestem mamą, i kupiłam dzieciom tę książkę. Synek już umie czytać, ale pod pretekstem czytania również dla młodszej córci uparłam się, że będę im czytać wspólnie. Tak naprawdę chodziło mi bardziej o to, żeby znów poczuć tę magię. I… poczułam! Po zaciekawionych oczach i otwartych buziach poznałam, że moje dzieci też… 🙂

  • Maria

    Dziecięca wyobraźnia jest czymś niezwykłym, czymś co w dorosłości tracimy bezpowrotnie, bo musimy być dojrzali, odpowiedzialni… Nasz świat zaczyna kręcić się wokół pieniędzy, pracy, rachunków, kredytów. Nie ma miejsca na marzenia i imaginacje. Zaczynamy patrzeć na świat przez pryzmat banknotów. Dlatego musimy robić wszystko, by nie zatracić w sobie wewnętrznego dziecka. W każdym z nas, powinna być cząstka dziecięcej fantazji i wyobraźni. Możemy je pielęgnować poprzez powrót do książek z najlepszych lat naszego życia- z dzieciństwa. Wtedy wszystko było łatwe, piękne i przyjemne. Właściwie każdy utwór był czymś wyjątkowym, bo poznawaliśmy nowych bohaterów, nowe przygody i wyzwania. W naszej głowie powstawały piękne obrazy, przenosiliśmy się w inny świat, świat fantazji, wyobraźni, innej rzeczywistości. Właśnie to nasuwa mi się na myśl, gdy wspominam ulubioną książkę. Co prawda, można uznać, że nadal jestem dzieckiem. Mam dopiero 19 lat, jednak już odczuwam wpływ codzienności i braku czasu na moja zdolność wyobraźni. Dlatego powrót do tamtych czasów jest odskocznią, pewnym rodzajem zatracenia. Najukochańsza książka z dzieciństwa pozostała ulubioną do dziś. „Mały Książę” jest utworem ponadczasowym. Książka ta nie zna podziałów na dorosłych i dzieci. Jest dla każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia, majątku. Jest to lekcja życia, przedstawiona w fantastyczny i niezwykły sposób. Czytałam ją wiele razy, w różnym wieku. I dostrzegłam coś niezwykłego. Za każdym razem uczyłam się czegoś nowego, dostrzegałam nowy sens każdego zdania, każdej sentencji. Im byłam starsza, tym więcej mądrości dostrzegałam, więcej rozumiałam. Piękna opowieść o małym chłopcu, który podróżuje, przerodziła się w prawdziwą lekcję, lekcję, której żadna szkoła nie udzieli. Będąc małym dzieckiem, „Małego Księcia” czytał mi mój tata. Była to również jego ulubiona książka. Wtedy fascynowały mnie przygody małego chłopca, który podróżuje i poznaje coraz to nowe planety. Wyobrażałam sobie jego miejsce zamieszkania, piękna, choć pyszna, różę. Inne planety też były fascynujące. I choć nie rozumiałam sensu opisywanych zachowań bohaterów, to bardzo lubiłam słuchać tych dialogów. Zawsze chciałam poznać Małego Księcia, który by mi towarzyszył. Drżałam o jego losy, cieszyłam się, gdy „oswajał” lisa i zdobył nową przyjaźń. Oczywiście chciałam, by wszystko skończyło się szczęśliwie, dlatego gdy usłyszałam, że bohater zdecydował się oddać życie, popłakałam się. Pamiętam te łzy do dziś. Nie rozumiałam, czemu tak postąpił. „Pseciez bajki zawse końcą się dobze” mówiłam z wyrzutem do taty. I wtedy on wyjaśnił mi, że jest to najpiękniejsze zakończenie z możliwych, bo Mały Książę powędrował do ukochanej róży. Początkowo mu nie wierzyłam, bo przecież ja wiedziałam lepiej, ale w końcu mnie przekonał:) Po utwór sięgnęłam ponownie, będąc już człowiekiem rozumnym;) i wrażenie jakie na mnie wywarł było jeszcze większe. To właśnie dzięki niemu zrozumiałam istotę miłości i przyjaźni. Okazało się, że relacje z przyjaciółkami to nie tylko wspólna zabawa, śmiech i plotki. To też ogromna odpowiedzialność za drugą osobę, bo „musisz być odpowiedzialny za to co oswoiłeś”. Przyjaźni trzeba poszukiwać nawet gdy „decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez”. Jest to jedna z najpiękniejszych relacji w całym życiu. Zawsze należy o nią walczyć, bo „nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela”. „Mały Książę” to także nauka o miłości, która ” nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku”. W miłości nie liczy się wzajemna fascynacja wyglądem, ale to czy mamy takie samo spojrzenie na świat, czy potrafimy ze sobą rozmawiać i przeżyć razem trudne chwile. Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie dwa zdania: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Stały się one moją życiową sentencją, którą staram się kierować. Niekiedy nie jest to łatwe, ale pracuję nad sobą, by pamiętać, że oczy są ślepe, liczy się to co niewidoczne, nasze wnętrze. „Mały Książę” jest skarbnicą życiowej wiedzy i wskazówek. Myślę, że gdyby każdy kierował się radami małego, wymyślonego chłopca, świat byłby piękniejszy. Tak jak jest dla mnie, gdy czytam ten utwór i przypominam sobie fantastyczne chwile z dzieciństwa. Książka ta jest zarówno powrotem do lat dziecinnych, jak i życiowa nauką.

    m.k.68@tlen.pl

  • Dominika Lenar

    Są gdzieś opublikowane wyniki ? 🙂