Ckliwie

Gwiazdka z nieba..

gwiazdka z nieba

Opowiedziałam im wczoraj bajkę. Na konkretnym spontanie, kiedy po raz milionowy skończyliśmy oglądać Trolle. Nie polubiłam się z tą ekranizacją od razu. Wydawała mi się przesadzona, ale nabrałam sentymentu, gdy spotykałam się z nią przy okazji ważnych dla mnie, życiowych momentów. Tak to już jest z babami,  że wszystko muszą rozdrabniać, dzielić na tysiące kawałków, i czasem czują, że PMS nigdy się nie kończy. I teraz Mruk wydaje mi się bardziej przyjazny, a sama czasem rzygam tęczą.  I gwiazdka z nieba jest w zasięgu ręki, choć dotknąć jej nie można. Ciekawe, czy zrozumieli, o co mi chodziło..

 

Dałabym im gwiazdkę z nieba

Taką najjaśniejszą. Tą dokładnie, którą sami sobie wybiorą. Tą, o której najbardziej marzą. I choćby była najodleglejsza, wspięłabym się tam po nią gdybym miała pewność, że to da im choć chwilę szczęścia. Gwiazdka z nieba marzy się przecież każdemu – Tobie też prawda?

Lubię gwiazdy. I od zawsze uwielbiałam wpatrywać się niebo. Z każdym rokiem jednak, wyglądało inaczej. Jeszcze nie dawno, widok ten był dla mnie zbyt smutny, choć i tak nie mogłam się powstrzymać, by unieść wzrok ku górze choć na chwilę, gdy miałam na to okazję.

Mamuniu.. a opowiesz nam dzisiaj bajkę?

Była sobie mała dziewczynka. Miała czarne, grube włosy, których zawsze zazdrościły jej koleżanki. Nosiła je spięte w dwa warkocze – niekoniecznie z własnego wyboru.

Nie lubiła innych dzieci – a może się ich bała? Zawsze wydawały jej się lepsze od niej. Nie próbowała im dorównać. Żyła w swoim świecie. Niezrozumiana marzycielka. Dość inteligentna, ale za mało odważna, by się tym chwalić. Wiele wyjątkowych pomysłów, które zrodziły się w jej bystrej główce, nigdy nie zostało odkrytych. Czasem coś komuś szepnęła na ucho, bo bardzo chciała zaufać. Ale kiedy po raz kolejny jej szepty przerodziły się w wielkie rzeczy przypisane komuś innemu, straciła wiarę w ludzi.

Skrzywdzona. I sama. Choć tuż obok niej był zawsze ktoś. Nikt jednak nie znał jej problemów. Nikt nie pytał. A ona nie mówiła. Słuchała bajek. I zastanawiała się, czy naprawdę wszystkie, zawsze kończą się dobrze.

Patrzyła w niebo.. i marzyła o tej jednej gwiazdce. Podobno każdy ma gdzieś swoją.

Mijały lata.. a ona każdego wieczoru podchodziła do okna wierząc, że może akurat dziś, jej gwiazda zaświeci mocniej. Nie była już dzieckiem – choć w duszy nim pozostała. Ale teraz to obok niej co wieczór zasypiały dwie malutkie duszyczki, tak bardzo potrzebujące jej ciepłych słów, i bliskości. A może to ona potrzebowała ich bardziej?

Nie była sama. A tak bardzo samotna.. i tylko ta jej gwiazda.. pozwalała jej myśleć, że kiedyś wszystko się zmieni. Uśmiechała się więc do niej każdego wieczoru, a później całowała w czółka dwa małe Pierduśniki i kładła się koło nich – nie sama. A wtedy małe paluszki przeplatały jej włosy. Spokojny oddech, cisza.. Czasem dźwięczała jej w uszach.

Ale pewnego dnia, gwiazda zaświeciła mocniej. Zupełnie, jakby chciała powiedzieć : no chooodź.. Chooodź. Będę Twoja. Ale musisz mnie oswoić. Patrzyła w to niebo tak wiele razy, że i tak wydawało jej się, że codziennie jest bliżej. Nie bała się więc podjąć ryzyka.

Teraz.. z większą niecierpliwością oczekiwała na miarowe oddechy, i choć dalej tęskniła za paluszkami przeplatającymi jej włosy, czekała na coś jeszcze. Bo cisza już nie była taka smutna. Wypełniły ją słowa. A gwiazda świeciła coraz mocniej.

I trwało to.. i trwało.. ale czas płynął tak szybko. Pewnego dnia, podeszła do okna, a gwiazdy tam nie było. Jak to? Czyżby tym razem to ona postanowiła opuścić niebo przy okazji deszczu meteorytów?  Było jej tak smutno.. Tak bardzo smutno, jak nigdy. Bo co, jeśli już jej nie zobaczy? Jeśli wieczory będą znów tak samo samotne a ona nie znajdzie nigdy innej gwiazdy?

Nagle, usłyszała cichy szept : heeej… Młoda… tu jestem!

Wyjrzała za okno.. Była! Choć już nie taka jasna jak kiedyś. Ale wiedziała, że mimo wszystko jeśli jej dotknie, mogłaby się poparzyć. Chwyciła więc największy słoik jaki znalazła  w domu, i wsunęła tam swoją gwiazdkę.

Mijały kolejne dni.. a ona nabierała sił. Dziewczynka co rano mówiła jej dzień dobry. A wieczorem dobranoc. I wszystko by jej oddała. I wszystko dla niej zrobiła. By tylko ona znów zajaśniała mocniej. Nawet, jeśli chciałaby trafić ponownie na swoje niebo.

I przyszedł taki dzień.. Dzień ważnych decyzji. Miała swoją gwiazdkę, na wyciągnięcie ręki. Ale i tak nie mogła jej dotknąć. Czuła jej obecność, jednak wiedziała, że gdy pozwoli sobie na więcej, gwiazdka straci blask, i zniknie na zawsze.

Mamusiu… ale co było dalej?

Przestałam opowiadać. Bo przecież bajki powinny kończyć się dobrze. Co więc powinna zrobić? Mieć swoją gwiazdkę dalej, na wyciągnięcie ręki? I być szczęśliwa? Czy pozwolić jej dostać się znów tam, gdzie jej miejsce? I rozjaśniać niebo wraz z milionem innych gwiazd? Wiedząc jednocześnie, że drugi raz z tego nieba nie spadnie?

Dziś, opowiem im tą bajkę do końca. Bo przecież wcale nie byłaby szczęśliwa wiedząc, że jej gwiazda jest smutna.

…SZCZĘŚCIE jest kruche
jak kryształowy dzwoneczek…
…trze­ba uważać,
by nie roz­bić je­go cu­dow­nej muzyki…
…wte­dy sta­nie się gar­stką drob­niut­kich szkiełek
i nig­dy już nie zag­ra radośnie…

 

Udostępnij:
  • Myślałam, że to „Ckliwie” to będą trochę inne klimat, ale i tak śliczny tekst 🙂

    Nie jestem pewna, czy ja zrozumiałam… O_o