Ckliwie

Jak, i z kim, spędziliśmy nasze wakacje w górach?

Od zawsze lubiłam góry. Od pierwszej, szkolnej wycieczki klasowej, zakochana byłam w nich po uszy. Ale jakoś było mi tam zawsze nie po drodze. Później, odbywaliśmy raczej rodzinne wypady nad morze, choć wcale nie lubię bezczynnie leżeć na plaży i jarać się w słońcu. Od kilka lat jednak, wracam tam nawet dwa razy w roku – choć nigdy wcześniej nie udało mi się wtedy odpocząć od problemów, codzienności, i obowiązków. Tym razem było zupełnie inaczej. Nasze wakacje w górach zaliczam do wyjątkowo udanych, choć oczywiście wszystko było nie tak, jak sobie zaplanowałam.

Wakacje w górach wciąż w innym składzie

Oj tak! Chyba jeszcze nigdy się nie powtórzył. I nigdy też, nie pasował do moich wcześniejszych ustaleń. Tym razem miało być bez dzieci, z męskim pierwiastkiem i (jednocześnie) moim najlepszym na tą chwilę przyjacielem. Ale kiedy już wszystko sobie zaplanowaliśmy okazało się (jak to zwykle w naszym przypadku bywa), że los miał jednak inne plany, i z tych naszych, trzeba było zrezygnować (choć ja wolę myśleć, że trzeba było je po prostu przełożyć). Kiedy szukam wytłumaczenia całej tej sytuacji, biorąc pod uwagę fakt, że nic nie dzieje się bez przyczyny stwierdzam, że jednak wspólny wyjazd w tym czasie nie zrobiłby nam dobrze. Wychodzi więc na to, że ktoś tam na górze czuwa nad nami i pilnuje, żeby żadne zbytnio nie zboczyło z obranej trasy – wiecie.. przyjaźń damsko męska. Teraz mogę powiedzieć tylko – ufff,  i dodać, że chociaż plan był zupełnie inny, to towarzystwo mieliśmy wyśmienite, i nigdy jeszcze nie spędziłam tak fajnego urlopu jak teraz.

Kto ze mną pojechał?

Kiedy już wiedziałam, że Pan R. będzie w terminie mojego urlopu setki kilometrów od Gniezna,  i jeszcze dalej od Zakopanego, pomyślałam sobie najpierw, że pojadę z moimi Pierdołami. Szybko jednak stwierdziłam, że przecież to będzie totalna masakra. Leją się, tłuką, nawet w domu, kiedy są obok siebie 5 minut. Więc pół doby w pociągach i autobusach z nimi obydwoma postanowiłam sobie tym razem odpuścić. Ostatecznie pojechał ze mną Mikołaj, który w ferie nie skorzystał z pobytu w Zakopanem przez wzgląd na wypadek – złamana rączka. Postanowiłam więc, że jakoś mu to zrehabilituję tym razem. No i chyba się udało.

Mieliśmy też jeszcze inne towarzystwo

Kto nas obserwował na IG ten wie, że jechała z nami Angelika z Viktorią. Młoda była trochę zawiedziona, że Mikołaj to nie Filip, bo przecież oni to już mają zaplanowane wspólne życie, a z tego co wczoraj mówiła Angelika, Viki zamierza mi uprowadzić syna, wyjechać gdzieś na inny kontynent i podziwiać kangury (uwielbiam ją), także z Mikołajem mieli małe spiny. Do tego stopnia, że raz, na sali zabaw, podsłuchałyśmy ich dialog, kiedy to Viki mówiła : NIE LUBIĘ CIĘ! Na co Miko odparł: to ja na Ciebie coś nagadam do Filipa, i nigdy nie zostanie Twoim mężem. Heh.. rozwalały nas czasem ich teksty, choć były sytuacje, w których miałyśmy ich szczerze dość. Jednak mam wrażenie, że mimo wszystko, i tak lepiej bawili się gdy byli razem, niż osobno. A ja.. każdy z nas ma takie osoby, za którymi szczerze tęskni. My, jesteśmy zupełnie inne. I nie chodzi tu tylko o kolor włosów (chociaż powiem Wam, że jak widzę męskie reakcje na #redhair Angeliki to zastanawiam się, czy się nie przefarbować hehe). Muzyka, którą Ona uwielbia, robi mi w głowie szambo. Nie jaram się starymi nagrobkami, ani żużlem. Nie lubię też tatuaży – przynajmniej u siebie –  i większość moich problemów to takie nic, w porównaniu z tymi, z którymi zmierza się Ona. Ale i tak nam do siebie po drodze. I to tak od pierwszej chwili. Przez wszystkie te lata. Tylu ludzi przychodziło, i odchodziło. A ona, zawsze, gdzieś tam z boku była. Wielokrotnie pisałam Wam już o porządkach w moich znajomościach. Bez żalu wyrzucam z życia kolejnych ludzi. Takich, z którymi się męczę. A z Nią ( z nimi) mogłabym spędzić jeszcze nie jeden taki urlop, nawet jeśli miałby trwać dużo dłużej 🙂

A o tym, jak konkretnie spędziliśmy nasze wakacje w górach, gdzie byliśmy, i co robiliśmy, opowiem Wam następnym razem. Bo póki co, wdrażam się wciąż do codziennych obowiązków. Dzisiaj mylę środę z poniedziałkiem, i dalej żyję wakacjami. A przecież praca czeka. Chciałabym tu wrócić. Być częściej. To taki mój plan na wrzesień. Może się uda. Będę się starać..

Udostępnij:
  • Nooo trochę już tych lat się znamy, co nie? 😉

    W na wakacjach przekonałyśmy się parę razy jak czerwone włosy ułatwiają życie.

    Ej… System Of a Down chyba nie był aż taki zły, nie? 😀 Znam takich, co pokochują ten zespół w jeden dzień :D:D:D

    W każdym razie, było świetnie, mam nadzieję, że nie raz to powtórzymy… Dzięki za wszystko! :*

    • Nooo mi to się wydaje, że Ty się mi zaczęłaś gdzieś „przewijać” już na samym początku:) czyli 4 lata temu 🙂 bo – swoją drogą – to jakoś na dniach mam 4 rocznicę założenia bloga.. a może to nawet dziś? 😀

      Co do czerwonych włosów – yhy 🙂 teraz już wiem, że jak będę musiała o coś mocno walczyć, to wystarczy się przefarbować hahahah 🙂 ale ja chyba nie jestem na tyle odważna 😉 poza tym.. te #redhair i tak miałyby pomagać tylko w biznesach, od dziadów to i z czarnymi nie można się opędzić 😉

      Ja też dziękuję 🙂 :* a co do System of a down.. to Wiesz co?? myślę, że to też kwestia tych czerwonych włosów 😀

  • Uwielbiam góry 🙂 Super ekipa to już połowa sukcesu. 🙂