Ckliwie

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz!

Kiedy spotykasz kogoś po raz pierwszy, zwykle nie myślisz o tym, ile, i czego wniesie w Twoje życie. Nie nastawiasz się na wielkie przyjaźnie, czarodziejskie słowa, wspólne przygody czy marzenia. To kolejna osoba.. „pionek”, przestawiony przez los na start w Twojej życiowej grze. Czy dotrze do mety? To zależy tylko od Ciebie!

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz

Pierwszy raz usłyszałam to metaforyczne powiedzonko pewno w szkole podstawowej. Kiedy to niewiele jeszcze z tego świata ogarniałam prócz tego, że są ludzie GORSI, i LEPSI. A przynajmniej tak mnie uczono właśnie wtedy, gdy w czasie nauczania początkowego, nauczyciele nie reagowali nawet na przykre docinki, którymi obrzucała się ówczesna młodzież. Szkoła życia? Może! Ale z takiej szkoły wynosi się tylko pierdyliard kompleksów, i niską samoocenę. Także czego nauczyła mnie podstawówka? Właśnie tego!

Czułam się gorsza – bo nie znałam nikogo pojawiając się pierwszy raz pod murami znienawidzonej przeze mnie później szkoły. Nie byłam tam nigdy wcześniej.

Pamiętam tylko tłum ludzi – takich obcych. I czułam, jakby ktoś rzucał mnie na głęboką wodę. Ocierałam ukradkiem łzy, które wyrażały tyle sprzecznych uczuć, że nawet dziś nie potrafię ich opisać słowami, nawet starając się tak bardzo wrócić pamięcią do tamtych chwil.

Już wtedy wiedziałam, że liczą się układy

Znałeś kogoś „ważnego”? Byłeś gość. Nie znałeś.. trza było się zamknąć i siedzieć cicho – najlepiej w ostatniej ławce. Pierwsze były tylko dla orłów – i wcale nie mówię tutaj o kujonach. Już wtedy byłam popsuta. Dzisiaj wiem, że nie z mojej winy. Z winy tego, który psuł mnie od czasu, kiedy skończyłam zaledwie kilka lat.

Codziennie patrzyłam na siebie bardziej krytycznym okiem – zwłaszcza w niedzielę. Wiecie.. nienawidziłam niedziel. I może właśnie przez to, jestem tak daleko od Boga. Niedziela, to rewia mody. Kościołowa. A ja tylko „czekałam”, aż będzie 9 rano, i znów się zacznie – wszystkie dziewczynki takie wystrojone, a Ciebie NIGDY nie ma w co ubrać. Zawsze jak chłopak. 

I to też mnie popsuło. Popsuło tak skutecznie, że przestałam lubić patrzeć na siebie w  lustrze. Moje piegi, dla  innych były urocze. Podobno też potrafiłam zaczarować uśmiechem. I nikt nie miał takich długich, i gęstych włosów. Ale ten obrazek niby szczęśliwej dziewczynki, był tylko pozorny. Ja byłam POPSUTA.

Podglądałam, jak się wchodzi w układy

I mogłam się „ustawić” jak tylko chciałam. Ale ja wolałam sama. Zawsze. Z boku. Nieufnie. Odsuwając od siebie każdego, kto stanął na mojej drodze. A jak przyszedł ten, który popsuł mnie ostatecznie, pomyślałam pewnego dnia – kurde.. Kobieto! Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. I wtedy pojęłam najbardziej, na czym to życie polega.

Nie byłam sama, ktoś mi pomógł

Dziś nie wiem, czy bezinteresownie, bo po kilku latach okazało się, że dopóki „wszystko grało”, to było dobrze, ale kiedy poczułam się w pewnej sytuacji dość niekomfortowo, i postanowiłam wycofać ze znajomości, nagle zaczęło się rzucanie kamieniami. I to w tak nieludzko dziecinnej formie, że aż trudno uwierzyć, że dorosła osoba może wylewać z siebie w taki sposób swój JAD!

Co Ty o mnie Wiesz?

Miałabym ochotę zapytać. Ale nie zrobię tego. Bo wciąż jestem popsuta, a moje pytanie, narzuciłoby wręcz odpowiedź, którą ja nie chcę się dzielić. Jeszcze nie teraz.. bo wciąż wierzę, że  uda się mnie kiedyś naprawić. Od czasu jednak, gdy jestem „kimś”.. i mogę dzielić się wiedzą, którą sama zdobyłam metodą prób i błędów, przychodzi do mnie wielu ludzi.. niby z przyjacielskim nastawieniem.. Ale ja już ZAWSZE wietrzę w tym podstęp. Zawiodłam się pierdyliard razy. Na ludziach. Bo oni zawsze przychodzą po coś. A ja sobie ścielę teraz tak, jak mi się podoba. I nie mam dla Ciebie czasu. Bo nie chcę. A jak kogoś chcę oswoić.. To oswajam, z całą świadomością konsekwencji, jakie to za sobą niesie.

Jestem trudna. Jestem popsuta. Nie udaję. Mam w nosie Twoje układy. Szemranie, spiskowanie i szukanie dziury w całym. Może kiedyś jeszcze spojrzę w Twoją stronę.. ale dopóki NIKT nie potrafi mnie naprawić, niewielu przyjaciół znajdzie miejsce u mego boku. Ich lista jest z dnia na dzień coraz krótsza. Bo tak chcę!

 

Udostępnij:
  • jotka

    Bardzo gorzko to zabrzmiało, jak świeża rana, która otworzyła się i sączy i gorzki smak powoduje w ustach… parę elementów, które wymieniłaś też mam w swoim życiorysie, z jednym wyjątkiem – mam u boku właściwą osobę 🙂
    Takie doświadczenie moze powodować nieufność wobec ludzi, niewiarę w przyjaźń, ale nigdy nie jest całkiem źle, ani też różowo. Przyjaciół nie musi byc dużo i nie ma castingu na przyjaciół, życie samo ich weryfikuje. A nieufność? Czasem przeszkadza, bo gdy wszyscy będziemy nieufni – nigdy nie nawiążemy bliskich relacji, ale może się mylę…
    Serdeczności 🙂

    • nie mylisz.. masz rację, i trochę niestety. Chociaż ja jednak czasami wciąż daję się oswajać. Bywa nawet, że dalej za bardzo. Więc nie narzekam na ilość bliskich relacji. Tylko, że teraz każdą nową znajomość, najpierw „przecedzam przez sito”.