Ckliwie

Na rozstaju dróg – podsumowanie 2016, plany 2017

Niewiarygodne. Patrzę w kalendarz i własnym oczom nie wierzę, że to już dziś. Przecież dopiero co obserwowaliśmy z Bąkami zeszłoroczne, sylwestrowe fajerwerki, a jutro już kończy się ten stary rok, który dopiero co był nowym. A ja stałam wtedy jeszcze na rozstaju dróg – bardziej pewna przyszłości ale wciąż z drżącymi rękoma. Jak jest dziś?

To może najpierw małe podsumowanie

Rok zaczął się zupełnie zwyczajnie. Pierwszy jego dzień spędziłam głównie przed komputerem a podobno jaki Nowy Rok, taki będzie cały.. SPRAWDZIŁO SIĘ, ale po części, bo zdecydowanie mogę rzec, że w tej chwili spędzam przed kompem przynajmniej o połowę mniej czasu, niż jeszcze rok temu. Ale Wy pewnie czekacie na konkrety, prawda?

Na rozstaju dróg: Zmiany przyszły wraz z kwietniem

Te pierwsze. Największe. Takie, które miały wpływ na wszystko, co wydarzało się później. Najpierw Pocieszakowa Gra Terenowa. To tam właśnie uświadomiłam sobie, że nie do końca pasuję do blogerskiego świata. I to od wtedy właśnie prawie zupełnie zrezygnowałam z kontaktów z blogerami – zostawiłam sobie zaledwie kilka osób bliskich mojemu sercu, ale nie nadużywam ich cierpliwości, a oni nie nadużywają mojej. Tak mi lepiej – nie miałam pojęcia jak WIELE CZASU MARNOWAŁAM na toksyczne znajomości, na wysłuchiwanie plotek i na wkręcanie się w intrygi, które zawsze miały JEDEN, ten sam zapalnik.
Dowiedziałam się przy okazji, że (PODOBNO) ciężko choruję (what the fuck??) i mam podobno wierną pomocniczkę mojej niedoli, która ABSOLUTNIE wszystko robi za mnie. Pierdolę! Dobra, wiem, że to dalej parentingi i powinno być grzecznie, ale jak mi mój Wódz otworzył  oczy na to wszystko, to zwyczajnie mi szczena opadła.

Ludzie gadali, i gadać będą…

Jedni, że im pomysły podkradam i podobno nie mam pomysłu na siebie, inni, że jestem dla nich motywacją. Ale Wiecie co? Ja mam to w nosie! Niech sobie mówią co chcą. NIGDY, nikogo celowo nie krzywdzę – chociaż za świętą się nie uważam. A żyję (już) w zgodzie ze sobą. I dopóki tak jest, to będę machać ręką na to całe pierdolenie. Nie potrzebni mi ci wszyscy ludzie. Mam teraz swoją oazę spokoju, w której to spotykam jedynie tych, co są NAPRAWDĘ. Co nie pryskają jak bańka mydlana i nie machają mi chusteczką na pożegnanie kiedy tylko jest źle. Tacy, co nie przyłażą tylko po plotki, co mnie nie ciągną za język i nie doczepiają się bo mogą na znajomości ze mną skorzystać. KONIEC!

Poznałam CUDOWNE Kobiety

Trochę nieprzypadkowo, ale trochę jednak mi z nieba spadły. Każda z nich, zmieniła się przez ostatnie miesiące. Tak jak ja zmieniałam się na przestrzeni tego roku. Uwielbiam je, niektóre traktuję jak przyjaciółki, z niektórymi „kręcę biznesy”. Patrzę na nie.. i wiem, że dla każdej z nich to, że spotkały mnie na swojej drodze stało się właśnie tym zapalnikiem do zmian. A ja dumna z nich jestem. Tak bardzo, jakby te zmiany we mnie zachodziły. Bo zachodzą – pewnie też dzięki nim. Nie obrastam w piórka, ale pewności siebie mam coraz więcej i właściwie to czuję, że MOCNO już stąpam po tej ziemi – choć dalej żyję jakby w bajce.

 

 

 

 

( a przy okazji – taką cudowną zabawę możecie sobie zorganizować dzięki Fotobudce – FOTOKLISZ)

To był mój NAJLEPSZY ROK

Dlaczego ? Mogłabym wymieniać bez końca.. :
  • wreszcie nauczyłam się podchodzić do niektórych znajomości bez emocji. Już wiem, że ludzie przychodzą, i odchodzą i zaakceptowałam ten stan rzeczy. Nie płaczę po nich, nie każdemu dam się oswoić, i nie każdego też chcę oswajać. Jest w tej chwili niewiele osób z którymi mam prawdziwą przyjemność ze spędzania wspólnego czasu, ale ta garstka dobrych aniołków przyprawia mnie o uśmiech nawet w najtrudniejszych chwilach. Nie powiem Wam kto to jest. Już nigdy tego nie zrobię, z osobistych przyczyn ale jest pewna Kobieta i jeden Mężczyzna, którzy twardo MUREM za mną stoją i nawet jak czasem mi się wydaje, że chcą dla mnie źle to za chwilę przekonuję się, że oni w ogień by za mną poszli. A ja za nimi.
  • chyba polubiłam sukienki 🙂 hehehehe wiem, że Wam się to może dziwne wydaje ale w sytuacji, gdy można mnie było w tej sukience zobaczyć jedynie w dniu Ślubu czy na Komunii to jest prawdziwe WOW dla moich znajomych. I z każdą kolejną w kolekcji, pewności siebie mi przybywa. Więc sobie tą kolekcję powiększę – a co 😉
  • Nauczyłam się WIELU nowych rzeczy. Nie studiowałam marketingu, nikt nie podał mi wiedzy na tacy, wszystko przeważnie robiłam po omacku. Ale przeczytałam sporo książek o motywacji i marketingu i poznałam osoby, które może nawet nieświadomie, ale wiele mnie nauczyły. Dzięki temu rozpoczęłam kilka nowych projektów i próbuję podbijać internety – z wiernymi moimi kompanami. Kilka z nich chwilowo „uśpiłam” czekając na tego, bez którego dalsza podróż nie ma sensu. Ale On wraca.. wiem, że nie będzie dłużej czekał, w związku z czym pracy będzie więcej, ale jej żniwo zbierzemy jeszcze przed końcem 2017 🙂
  • Dorosłam też – prawie – do własnej domeny jeśli chodzi o bloga. To jest dla mnie szczególnie miejsce. Czasem mnie tu więcej, innym razem mniej, ale zawsze wracam jak ten bumerang przypominając sobie, że to dzięki blogowi zawsze udawało mi się przetrwać najtrudniejsze okresy w moim życiu. To mój drugi dom, a ja chcę mu dać nowe życie. I dałam – po części. Własna domena jest. Szablon prawie ogarnięty, logo praktycznie gotowe. Dopieszczam, i czekam na dobry moment. To nie będzie jeszcze styczeń – na pewno nie 🙂 ale myślę, że może jakieś wiosenne, pierwsze miesiące – wtedy poznacie nową odsłonę mojego bloga. A wiele zmian  będzie. Nie tylko w wyglądzie. Tego jestem pewna.
  • Mam cudowną pracę. Najlepszego w świecie szefa, który jest tak wyrozumiały, jak żaden inny. Mam miejsce pracy – tak fizycznie. W każdej chwili mogę wybyć z domu i pracować przy własnym biurku w miejscu, które mogłabym też nazwać biurem. Sama sobie tą pracę organizuję, moje pomysły są akceptowane i nawet za każdym razem dostaję od Szefa krzyżyk na drogę. Tak bardzo się z tego cieszę, tak wiele to dla mnie znaczy, że aż boję się o tym mówić.
  • Jestem lepszą Mamą. Nie wiem czyja to zasługa, mam nadzieję, że najbardziej moja 😉 ale mój Naburmuszek wiele rzeczy mi uświadomił  – taka już jego misja 🙂 I właśnie od wtedy, od pewnego lipcowego dnia starałam się bardziej. Częściej zamykałam komputer i próbowałam wypełnić moim Bąkom czas inaczej, niż tylko grami komputerowymi czy placem zabaw, na którym i tak bawili się sami. Mam prawdziwą przyjemność ze spędzania czasu z moimi dziećmi. UWIELBIAM sprawiać im radość. Mam jeszcze problem z cierpliwością 😉 i nie zawsze słyszę co do mnie mówią, ale pracuję nad tym mooocno i wiem, że w końcu będzie naprawdę idealnie. A oni mówią : Mamusiu, Mamcia.. i coraz rzadziej słyszę od nich – tylko nie krzycz. Kocham Ich najmocniej na świecie. Rozumiem, że to najcudowniejsze co mogłam dostać od życia, i chociaż nie potrafię ich często ogarnąć i kiepski ze mnie autorytet, to zrobię wszystko, by wychować ich jak najlepiej. Chcę się dla nich starać. Chcę, by mogli powiedzieć – lubimy swoją mamę, jesteśmy z niej dumni, czujemy się z nią bezpiecznie.
  • Pojechaliśmy na rodzinne wakacje. Ugościła nas Sośnica i było cudnie, choć nie obyło się bez kłótni. Mimo to, będę wspominać ten wyjazd już zawsze bo to był pierwszy taki.. A ja już Wam pisałam niejednokrotnie, że po powrocie z wakacji, kiedy był ten czas pisania wypracowań i wszyscy chwalili się wspólnymi wojażami z rodzicami, ja mogłam pisać tylko o żniwach. I chociaż trudno nam się dogadać – szczególnie z Tatą, bo jesteśmy do siebie pioruńsko podobni – to ja chciałabym to jeszcze kiedyś powtórzyć 🙂 do Sośnicy wracamy już w ferie. Tym razem na dłużej. Nie wiem jeszcze kto stanie się towarzyszem naszej przygody ale wiem, że ktokolwiek to nie będzie, spędzimy ten czas w wyjątkowy sposób. I zostaniemy przywitani ciepłym uściskiem kogoś, kto spełnił już nie jedno moje marzenie i też jest trochę jak mój anioł stróż 🙂
  • bywało, że czułam się kochana. I to nie tak po przyjacielsku czy jak dziecko kocha matkę. No tak, ten rok był obfity w znajomości. Poznałam nie tylko wiele kobiet, ale też mężczyzn. Czasem łamałam im serducho, innym razem to oni to robili. Dlaczego zatem piszę o tym w kontekście – cudownego roku? Z jednej, prostej przyczyny. Wszystko to, co się stało, i dzieje się dalej uzmysłowiło mi, że jestem już gotowa na to, żeby zacząć coś nowego. Trwałego. Że ja potrzebuję u boku Faceta chociaż chcę zachować swoją niezależność. POTRZEBUJĘ. I jednym z moich największych postanowień na 2017 rok jest to, że nie będę bronić się przed uczuciem. Jeśli tylko pojawi się ktoś, komu w pełni zaufam, zrobię wszystko by dać mu najszczęśliwsze dni, ale tyle samo będę chciała wziąć od niego. I to kolejny dowód na to, że w życiu NIC nie dzieje się bez przyczyny. Bosh.. nawet nie wiecie jak bardzo SILNA jestem. I chociaż może zabrzmi to dość egoistycznie, to jestem też z siebie DUMNA! Jak nigdy dotąd.
  • Nie boję się o jutro. Najgorszym, co może się przytrafić jest sytuacja, w której dziecko prosi o jakiś banał dotyczący codziennych potrzeb, a Ty nie możesz mu tego ofiarować bo nie pozwalają Tobie na to warunki finansowe. Bywało tak i u mnie. Nie mając stałej wypłaty nigdy nie mogłam mieć pewności czy mnie jakąś prośbą nie zaskoczą tak bardzo, że nie będę mogła jej spełnić. Stabilność finansowa – o to walczyłam najbardziej. Przyszła. Na ten temat jednak rozwodzić się nie będę. Bo wiem, ile osób chciałoby bym znów się stoczyła. NIE POZWOLĘ. Nikomu już, i nigdy!
  • Czuję się młodsza. Ładniejsza się czuję, i że wszystko mogę, też czuję. Mówię, działam. Często myślę dopiero później. Zwykle dobrze na tym wychodzę. Czy jednak żałuję jakiejś swojej decyzji? Muszę powiedzieć, że po części tak. Żałuję czegoś, co wydarzało się dość intensywnie w lipcu. A może żałowałam akurat wtedy. Bo kiedy patrzę na to wszystko z perspektywy czasu wiem, że to miała być kolejna lekcja, a nauczyła mnie sporo. Między innymi tego, że chociaż czasem warto żyć chwilą, to warto też jednak pomyśleć o konsekwencjach swoich czynów. Swoją drogą.. to był taki czas, kiedy myślałam, że jedyna droga to „wszystko, albo nic”. Że nie da się wrócić do tego, co było. Ale jednak się dało. I czuję się teraz w tym pewniej. Może całej sytuacji towarzyszy już mniej emocji, ale są one tak samo ciepłe jak wcześniej i – no muszę to powiedzieć – wiem, że mam w kimś takie wsparcie, jakiego nie miałam nigdy w nikim. Nie zawsze rozumiem jego decyzje, nie wszystkie pochwalam, ale ZAWSZE trzymam za Niego kciuki i kiedy tak obserwuję zmiany jakie w Nim zachodzą wiem, że za rok będzie znów dużo dalej. I tylko czekam na to, aż znów zacznie się uśmiechać 🙂 tak szczerze jak uśmiechał się pewnego lipcowego popołudnia, stojąc na stacji w moim mieście i czekając na odjazd pociągu. Tego mu życzę – taaak bardzo 🙂 ( <3 )
  • Jestem bardziej zorganizowana. Planuję. Robię zapiski. Ogarniam większość pomysłów na bieżąco. Oddzielam pracę od życia prywatnego. Rozmawiam z ludźmi – i nie boję się mówić. Wiem, że trzymam w ręku jakąś magiczną różdżkę, i kiedy tylko nią „machnę” mogę wszystko. I w kwestii współprac marketingowych, i kontaktów damsko męskich. BARDZO poznałam ich naturę w tym roku. I chyba byłam w stosunku do nowych znajomości bardziej otwarta niż przez całe swoje życie. Był taki czas gdy wydawało mi się, że po 30stce bedę już starym, wybrakowanym ” towarem” 😉 Upewniłam się, że to nie prawda. Uwielbiam swoją 30stkę. I będę ją uwielbiać aż do końca 🙂 A później 40stkę, i 50tkę 🙂 Bo ja kocham swoje życie i tak naprawdę TO JEST WŁAŚNIE TO, co chcę Wam w tym całym podsumowaniu powiedzieć. UWIELBIAM ŻYĆ – tak po prostu. Nawet gdy mnie na chwilę jakiś dołek złapie, kiedy ktoś próbuje ” kopać leżącego” to ja mam ochotę się podnieść, i iść dalej. Nie jestem osobą, którą tutaj poznaliście ponad 3 lata temu. Jestem teraz kimś zupełnie innym. Kimś.. kim zawsze chciałam być.

A jakie mam plany, na rok 2017?

  • Wracam do Trizera. A właściwie już wróciłam, dwa dni temu. Zrobiłam sobie sporą przerwę w odchudzaniu trochę po to, by sprawdzić czy Trizer  jest na tyle kozacki, że kilogramy nie wrócą 😉 a trochę po to, żeby po prostu nie liczyć kalorii i wyluzować. Ale mam swój cel, który  w 2017 chcę osiągnąć mimo, iż czuję się już ze sobą naprawdę dobrze.
  • Wyniosę się z sypialni. Mamy dwa pokoje. Jeden to sypialnia, w której w sumie śpię razem z Bąkami. Drugi, to – sama nie wiem co.. pokój gościnny? Dzienny? W każdym razie plan jest taki, że przed końcem roku nasza wspólna sypialnia stanie się pokojem moich Chłopców. Ja za to przemebluję trochę większy pokój i tam będzie moja miejscówka. Ciasno, mało miejsca. Brakuje nam przynajmniej jednego pomieszczenia. Ale postaram się wszystko zorganizować tak, żeby każdy był zadowolony 😉
  • W moim domu będą kwiaty! Dla Was to postanowienie banalne, ale dla mnie wyjątkowe. Bo u mnie tych kwiatów nie ma. Ani jednego. Chcę to zmienić.
  • Zmienię kolor włosów. To będzie dla mnie dość trudne. Przywykłam już tak bardzo do tego mojego czarnego kruka, że nie łatwo będzie mi się z nim pożegnać, ale bliższe są mi odcienie brązu, ciemnego blondu może nawet. Nie wiem jeszcze sama .. Może pokuszę się na kolor, który będzie dla Was dużym zaskoczeniem ? Zobaczymy. Wiem jednak, że to jeszcze nie teraz. Że ten kolor na włosach będzie dla mnie zwieńczeniem ostatecznej metamorfozy, dlatego cierpliwie musicie poczekać ale obiecuję, że efekt będzie WOW 😉
  • Odwiedzę kilka ciekawych miejsc. Nie  mam jeszcze planu podróży, wiem, że 27 stycznia przywitamy Zakopane i zostaniemy tam przez tydzień ale chciałabym zorganizować moim Bąkom w tym roku jeszcze przynajmniej 2, podobne wycieczki – a jeżeli czas i finanse pozwolą, to więcej.
  • Wrócę do Vlogowania. Mam już blogowy kanał – zapraszam do subskrypcji (KLIK) i bardzo mi się ta zabawa spodobała. Przerwałam ją jedynie dlatego, że mój sprzęt miał awarię, której dalej nie naprawiłam. ZROBIĘ TO! A dodatkowo uzupełnię swój sprzęt o nowy telefon (bardzo już mi potrzebny) i kamerę , oddzielnie. Bo poprzednio miałam tylko taką w aparacie.
  • Mocno rozwinę swoje projekty. Zmieni się trochę tematyka bloga. Nie będę już tutaj taka grzeczna jak do tej pory. Będzie bardziej kobieco niż dzieciowo. Na innych stronach pojawi się mnóstwo różnych recenzji, zasypię Was smacznymi, i zdrowymi przepisami i pokażę wiele pięknych rzeczy w tematyce DIY – nowy projekt, ale jeszcze się nim nie pochwalę chociaż mocno się nim jaram 🙂 Będzie mnie więcej – wszędzie. Pojawię się na kilku blogerskich spotkaniach ale tylko tych, które mogą mnie czegoś nauczyć. Zorganizuję też swoje – kolejny Piknik z blogującą Mamą – tym razem zupełnie inny, i w innym miejscu.
  • Wrócę, do konkursów 🙂 Kiedyś byłam nałogową konkursowiczką. Nie inwestowałam nic w tą zabawę a wygrywałam często i właściwie codziennie przychodził do mnie z czymś kurier, lub listonosz. Później nie było czasu na przyjemności ani dodatkowych mocy przerobowych ale teraz przypomniałam sobie, że to była dla mnie naprawdę świetna zabawa. Wróciłam. Od miesiąca mniej więcej znów biorę udział w konkursach – trzech dziennie, CODZIENNIE, i chyba dobra passa wróciła 😉 Zamierzam utrzymać ten stan. i codziennie, wieczorową porą, kiedy Bąki już udadzą się do Morfeusza, poświęcę pół godzinki na tworzenie konkursowych odpowiedzi. Wam też polecam, serio 🙂
  • I jeszcze trochę przyjemności..Przynajmniej raz w miesiącu, zabiorę Bąki do kina – nie obrażę się też, jeśli będzie okazja, żeby wybrać się tam z kimś dorosłym. Obejrzę 2 DOBRE filmy i przynajmniej 2 bajki. I wszystkie je zrecenzuję na którejś z moich stron. Przeczytam też przynajmniej jedną książkę w miesiącu – mam w planie więcej, ale nie wiem przecież czy znajdę na to czas 😉 dlatego wolę planować dość ostrożnie 🙂 Zainwestuję też w siebie – szkolenia, certyfikaty. Tutaj głośno o tym jeszcze mówić nie będę, bo nie wiem na ile będę mogła sobie pozwolić 😉
  • Mam też prywatne postanowienia. Takie, o których nie chce mówić nikomu, ale spisałam je sobie na kartce, żeby o nich nie zapominać. Są to postanowienia, za które w dużej mierze odpowiadam, i w znacznym stopniu ode mnie zależy czy rzeczywiście się spełnią, jednak dużo ” do powiedzenia ” w tej kwestii ma też przewrotny los, dlatego pewnie czeka mnie wiele niespodzianek 🙂 a ja  – tylko odrobinkę – postaram się temu losowi pomóc 🙂

Dużo tego, prawda? Pioruńsko dużo! Ale i tego dobrego, co wydarzyło się przez ostatnie miesiące, też. A nie o wszystkim jeszcze napisałam. W każdym razie – chciałabym, na ten nadchodzący, Nowy Rok, życzyć Wam spokoju wszelakiego. Byście z radością wstawali codziennie rano z łóżka i zasypiając myśleli już o tym, ile dobrego może Wam przynieść kolejny dzień. Nie traćcie żadnej chwili, chwytajcie dzień. Zamieniajcie czarne na białe i uśmiechajcie się – nawet do siebie. Wierzcie w lepsze jutro. Ono istnieje. Wystarczy „wyciągnąć po nie rękę”. Złapcie je i nie wypuszczajcie przeeeeeez cały 2017 rok. A później i w kolejnych latach. WSZYSTKIEGO DOBREGO!

Udostępnij:
  • Oj pioruńsko dużo i już nie wiem, który punkt mam skomentować….czekam na efekt z włosami, życze udanej przeprowadzki z sypialni i pięknie rosnących kwiatów w domu, cudownego szefa mozna tylko pozazdrościć 🙂 Spełnienia marzeń, planów!!!
    PS gra, która widziałaś u Mamelkowej-recenzja jest u mnie 🙂

    • pioruńsko! a mogłoby być jeszcze więcej, i jest.. ale to takie mocno moje postanowienia 🙂
      No u diaska, wiedziałam, że gdzieś tą grę już widziałam 😉

    • Polecam ci ją, ALE w zależności jakiego rodzaju gry poszukujesz…poczekaj jeszcze chwilke z zakupem, mamy kolejne nowości, których recenzję niebawem pokażemy i gwarantuje, że gry są ŚWIETNA!!!

    • noooo wstrzymam się zatem 🙂 bo kusisz 😀 byle do wypłąty heheheh bo później to pewno już nic mnie nie powstrzyma 😉

  • Bardzo ciekawy blog. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 🙂

  • i oby nowy 2017 rok przyniósł tyle emocji, wrażeń, aby za 12 miesięcy znów napisać, streścić, coś postanowić, rozliczyć się z sobą, ze swoimi planami, marzeniami i wesoło ochoczo wkroczyć w kolejne nowe …
    powodzenia!

    • oby!Wszystkiego dobrego Kochana 🙂

  • Fantastyczne zdjęcia wesołej gromadki, aż uśmiecham sie , choć ich nie znam…
    Zamierzeń nigdy za dużo, będzie co skreślać, w razie nadmiaru ;- W ogóle tyle optymizmu płynie z twojego posta, że aż humor się poprawia, można tym czytaniem baterie sobie podładować, gdy najdzie mnie chandra przeczytam sobie ten post, zamiast ulubionej książki.
    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wszystkie plany i marzenia…

    • 😀 prawda, że zarażają uśmiechem? takie właśnie są moje Baby 🙂
      Dziękuję serdecznie i życzę Tobie wszystkiego dobrego!

  • Fajnie, że masz tyle planów i tyle entuzjazmu – nie mogą się nie udać. Trzymam za to kciuki. Twój entuzjazm jest zaraźliwy, czytając poczułam, że i ja mogę sporo zrobić w nowym 2017. Ten mijający nie był dobry, niestety, ale nowy musi być lepszy. Pozdrawiam i życzę ci niesłabnącej radości i satysfakcji z wszystkiego, co robisz.

    • i będzie! Tylko myśl pozytywnie 🙂

  • Dzięki za wizytę u mnie.
    Nieważne ile i co się zdarzyło, ważne żeby odbierać to in plus.

    • dokładnie! serdeczności 🙂

  • życzę powodzenia w realizacji planów, bądź co bądź ambitnych, ja raczej nie planuję bo i tak zawsze wychodzi inaczej, nie mówię że gorzej ale inaczej niż na kartce 😉

  • Trzymam kciuki! Go girl! <3

  • Dużo 🙂 ale wieje optymizmem 🙂 Szczęśliwego Nowego Roku !

  • Jak to się nazywa? Renesans? Leonardo da Vinci w spódnicy? Nic innego tylko podziwiać Twój zapał i zaangażowanie … ten porażający optymizm. Gdyby tak u mnie choć jedna piąta tego się zdarzyła lub ujęta była w przyszłorocznym planie, którego zresztą nie odważam się mieć, czułbym się jak nowo narodzony. Ale i tak to wielka przyjemność dla mnie przeczytać, że komuś się jednak wiedzie i przestać nie zamierza. Z noworocznymi pozdrowieniami i niech się koniecznie pomyślnie realizują plany…

  • Spełnienia wszystkich marzeń i planów 😀 Szczęśliwego Nowego Roku 😀