Kobieco

Jak znalazłam więcej czasu dla.. siebie ?

Niełatwo jest znaleźć czas dla siebie robiąc jednocześnie za głowę rodziny i pracując w zasadzie na dwóch etatach. Chociaż.. oh… wait. Gdybym tak miała policzyć ilość projektów, które ogarniam, plus moją etatową pracę to musiałabym stwierdzić, że tych etatów jest 8! Tak właśnie. Plus etat mamy, i pani domu. Co nam daje razem 10. Dużo jakoś, co? No! A jeszcze chciałabym być czasem etatową przyjaciółką. I kobietą – chociaż pełnoetatowa opcja partnera życiowego nie jest jednak dla mnie.. Jak zatem w tym wszystkim znajduję czas dla siebie? A no.. jakoś mi się udaje!

Wcale nie wydłużyłam sobie doby

Bo chociaż mnie co niektórzy posądzają o posiadanie wróżkowego pyłu, to nie mam takich mocy. Za to poznałam moc organizacji zadań i planowania dnia. Kurczę! To naprawdę działa.

Traciłam czas na pierdoły

A wszystko dlatego, że nie miałam dobrego planu. BA! Ja tego planu nie miałam  w ogóle. Owszem. Zdarzało mi się coś tam sobie w głowie sklejać, ale nie przenosiłam tego na papier, i to był mój błąd, bo pamięć jest jednak ulotna, niezależnie od tego czy przytrafiają nam się pomysły na miarę Einsteina, czy też nie. A jako, że jestem w gorącej wodzie kąpana, to też u mnie tych pomysłów w ciągu dnia pojawiają się MILIONY. I jeden „wchodzi w drugi”. Doba była za krótka, ja nieogarnięta, obowiązki też. Musiałam coś z tym zrobić.

Wydrukowałam planner

Niby taki banał. Znalazłam gdzieś w internetach i walnęłam sobie od razu taki tygodniowy, miesięczny, i dzienny. Wypełniłam i – o rany Julek – zdałam sobie sprawę  z tego, jak wiele czasu wymaga samo planowanie. Jak ja chciałam ogarnąć wszystkie obowiązki, których nawet nie potrafiłam zebrać do kupy?
Pół niedzieli.. tyle mi zeszło na rozplanowanie całego tygodnia – ale było warto. Bo z gotową „instrukcją” rozpoczęłam nowy tydzień. I Wiecie co?

Znalazłam czas dla siebie

Bo kiedy po odprowadzeniu Bąków do przedszkola ogarnęłam sobie śniadanie, usiadłam do obowiązków i wiedziałam dokładnie co i o której mam zrobić. Zrobiłam. I WYROBIŁAM się w czasie, a nawet mi tego czasu jeszcze trochę zostało. To zabrałam się za porządki – o dziwo, z przyjemnością. Ogarnęłam to swoje gniazdko, jedno.. i drugie (jeszcze nie Wiecie, ale u nas sporo zmian) i… poszłam po Bąki. A jak wróciły, to upiekliśmy razem ciasteczka, zrobiliśmy regulamin domowy, a wszystko uwieczniliśmy na zdjęciach. Ja nie miałam spiny, że „marnuję czas”. Oni świetnie się bawili. Zbierałam przy okazji materiały, które teraz mogę udostępnić. I tak jest ze wszystkim.
Jemy zdrowo, kolorowo, i ciekawie. Bo mam motywację.. Bo mogę później zrobić foty i Wam to wszystko pokazywać na moich stronach.
CZYTAM książki o rozwoju osobistym, bo uwielbiam się motywować a przy okazji robię zapiski, żeby przygotować dla Was recenzje.
Odpoczywam, relaksuję się, robię wiele rzeczy dla swojej przyjemności, a mimo to, ciągle jestem w pracy. To jest życie, co? 😉 Właśnie! I byłabym mega idiotką, gdybym to zmarnowała.
Powtórzę się zapewne już któryś raz z kolei ale.. to JEST DOBRY ROK 🙂 I wiem, że kolejny będzie jeszcze lepszy.

A Wy.. planujecie? Czy macie świadomość tego, ile czasu marnujecie odpuszczając sobie to planowanie i dryfując tak bez celu po tafli codzienności? Możecie to zmienić. Tak jak ja! Powodzenia 🙂

Udostępnij:
  • planowanie NA ZAWOŁANIE 🙂 nigdy nie udało mi się żyć wg planu….. ale jak ktoś by mi ułożył to chętnie bym spróbowała

    • ja też nie do końca się tego planu trzymam, ale dzieki niemu jest dużo łatwiej, nawet jak pominę jakiś punkt

  • Ja noszę w torebce taki mały kajecik i notuję. To sporo ułatwia.

    • nie wpadlam na to 😀