Ckliwie

12 miesięcy

– Oczko dla Ciebie, co słychać? Dokładnie 30 października 2015, o 20:16 wysłałam banalną wiadomość do niebanalnego (jak się później okazało) przypadku.
– Hej, aktualnie szum autobusu, na trasie do Wrocławia jeśli chodzi o ścisłość.

Tutaj nic nie wydarzyło się przypadkowo

NIC ABSOLUTNIE. Począwszy od nieśmiałych początków, po wiele wspólnie, wirtualnie spędzonych nocy.

Tyle razy słyszałam – olej gościa. Czy Ty nie widzisz co on Tobie robi? Po co Tobie kolejny wampir energetyczny. Całą energię Tobie wysysa, spójrz na siebie kobieto. Ty żyjesz JEGO życiem. Gdzie się podziała Twoja radość, gdzie siła, gdzie pozytywne wibracje, wszystko mu oddajesz. Nic sobie nie zostawiasz.

PRAWDA. Czułam się czasem jak przekręcona przez maszynkę. Ale choćby i sto osób mi najważniejszych powiedziało mi – weź Ty zamknij za nim drzwi – to i tak brnęłabym w to dalej. Słuchając tych smutnych historii i łącząc się z nim w tym smutku. Starając się z całych sił, żeby choć na chwilę się uśmiechnął, Żeby uwierzył, że jeszcze będzie dobrze.. że BĘDZIE.. On będzie.. bo ma dla kogo (BYĆ).  A po co mi to było?

To On dał mi siłę

Ktoś, kogo inni uważali za wiecznie naburmuszonego dupka pokazał mi, że życie to coś więcej niż uciekające dni, i bezcelowe błądzenie ” po kartkach kalendarza”. Pomógł mi wytyczyć cel, choć zrobił to raczej nieświadomie, i pokazał, że nie warto zamykać się na ludzi, chociaż sam najchętniej spędzał czas w swojej samotni. Cieszyło mnie, że byłam jej częścią. Małym fragmentem tajemniczego świata, którego nigdy do końca nie udało mi się odkryć ;)Był jedyną osobą, do której nie bałam się iść mówić. Chociaż trochę to trwało, zanim się tego nauczyłam. Dziś, właśnie teraz, mija 12 miesięcy od chwili, która zmieniła całe moje życie. I właśnie dziś, po pełnym roku, chcę podsumować te ostatnie miesiące będąc zupełnie gdzieś indziej (i kimś innym) niż jeszcze rok temu. Między innymi dzięki Niemu.

Błądziłam, szukając domu..

I nie mając tak naprawdę pojęcia, że mam go na wyciągnięcie ręki. Teraz czuję, że JESTEM W DOMU. Chociaż właściwie dopiero zaczęłam go budować, począwszy od fundamentów.
Byłam w tym mieście tak okropnie samotna, że miałam ochotę stąd uciec. JEDYNE, co mnie tu trzymało, to Rodzice i myśl o tym, że ciężko by to przeżyli. Zostałam. Ale teraz już wiem, że się opłacało. BO ZNALAZŁAM DOM.

Otaczają mnie ludzie

A ja kocham kiedy nie zamykają się drzwi. Gdy jest gwar i brakuje szklanek do herbaty. I śmiechu jest dużo, i jak ktoś mówi : nie chce mi się stąd wychodzić. A tak właśnie jest. Dzięki pracy, którą uwielbiam , poznałam całe mnóstwo pozytywnych osób. Niektóre z nich – z pewnością – staną się dla mnie kimś bliższym. Inne – być może – zapomną o mnie gdy przyjdzie czas, ale każda z tych osób, bez wyjątku, czegoś mnie nauczyła. Każda coś pokazała, z każdą wiążą się (już) pozytywne wspomnienia. Jestem w swoim żywiole. Spędzam czas z wartościowymi ludźmi i właściwie NIGDY nie jestem sama. A wiem też, że gdybym potrzebowała jakiejkolwiek pomocy to i chętnych do niej by nie brakowało.

Robię to, co lubię

Ale o tym czytaliście już niejednokrotnie. Moja praca, pochłania  masę czasu, ale mam to szczęście, że ją uwielbiam. Jest moim życiem. A przynajmniej jego częścią. I daje mi taką satysfakcję, jak żadna inna wcześniej. Zawsze tak chciałam. Dodatkowo też rozwijam własne projekty i .. podbijam nasze zapyziałe miasteczko z CUDOWNYMI ludźmi pełnymi pasji, i zaangażowania. Ja się już nie boję. O dziś, o jutro… o przyszłość. A nie boję się też dlatego, że..

Jestem (ZA)kochana..

Ja.. ta, co mówiła, że w miłość nie wierzy. Ta co milion wątpliwości miała za każdym razem i ta, co jak słyszała “kocham Cię” to zamykała drzwi i ich więcej nie otwierała. Ale tym razem strzała amora dopadła i mnie i chociaż nie chciałam sobie na to uczucie pozwolić to słowa pewnej bliskiej mi niezwykle Baby sprawiły, że głębiej się nad tym wszystkim zastanowiłam. Powiedziała : Nareszcie ktoś KOCHA CIĘ za nic.. czego Ty jeszcze chcesz?
No właśnie.. 🙂 Czego ja chciałam, na co zamierzałam czekać.. Nie wiem. Wiem jednak, że jestem teraz tak cholernie szczęśliwa, jak nie byłam nigdy. I niezależnie od tego jakie morały i kto będzie mi prawił, wiem, że NIE ODPUSZCZĘ. Bo kiedy Feli namalował mi szczęście, na którym pojawiła się “Rodzina” a męski osobnik wcale nie okazał się być Jego ojcem zrozumiałam, że robię dobrze.  Że cała nasza trójka tego potrzebuje a ja tak mocno czuję, że On – ten mój dobry Anioł- i moich Chłopców jak swoich traktuje. I dużo mogłabym jeszcze opowiadać, i chciałabym, bo potrzebuję, ale przyjdzie na to czas..
A tymczasem … powinnam podziękować.. Temu, co to się pojawił 30 października 2015 o 20:16 bo gdyby nie On, dalej siedziałabym zamknięta w czterech ścianach, i zamknięta na ludzi.. bojąc się każdego kolejnego dnia.. I tak bardzo chciałabym dziś zapytać po prostu.. tak jak wtedy.. CO SŁYCHAĆ? I dostać na to pytanie odpowiedź.. Chlip 🙁

P.S. NAPRAWDĘ JESTEM SZCZĘŚLIWA. PRAWDZIWIE 😉 Bo przyjaciele są jak ciche anioły, a ja czuję, że są obok mnie. Mimo wszystko.

 

Udostępnij: