Ckliwie

Ludzie przychodzą, i odchodzą..

Kiedyś (jeszcze całkiem niedawno) wydawało mi się, że mam taką moc, która pozwoli mi zatrzymać przy sobie tych, których kocham. Nie mówię tutaj o Rodzinie, z którą łączą mnie więzy krwi a o takiej, która staje się nią w momencie przekroczenia magicznej granicy prowadzącej do niezwykłej relacji, jaką jest przyjaźń. Podobno kto przestaje być przyjacielem, nigdy nim nie był, ale ja uważam inaczej.. Przyjaźń jest przecież jak kwiat, a ten – nie podlewany i pozostawiony na pastwę losu zwiędnie w końcu.. Z A W S Z E. Dlatego dzisiaj – świadoma znaczenia tego wielkiego słowa – mogę powiedzieć, że miałam (i mam przyjaciół). Wiem też, że od żadnego z Nich nie mogę wymagać, żeby został na zawsze. Bo kiepski ze mnie ogrodnik..

Spieszmy się kochać ludzi..

Zdarzało mi się podlewać za dużo. Zdarzało się też tracić zainteresowanie “roślinką” kiedy zauważałam, że i ona wolałaby stać już na innym parapecie. Zawsze jednak było mi szkoda ją wyrzucać. Wolałabym przesadzić, podlać na zapas.. Zaśpiewać jej nawet (tiaaa – podobno działa;) ) po to tylko, żeby odżyła. Ale to się NIGDY nie udawało.
Najpierw było mi żal. Tak bardzo żal, że mogłam ją podlewać własnymi łzami. Później zaczęłam spoglądać na te “rośliny” z tęsknotą, ale żalu było we mnie już mniej aż doszłam do momentu w którym rozumiem już, że ludzie przychodzą, i odchodzą. I, że to naturalna kolej rzeczy. I zamiast skupiać się na tym dlaczego tak się stało zaczęłam raczej zastanawiać się – po co przyszli. Bo byli ZAWSZE po coś.
Wydarzenia ostatnich tygodni wiele mnie nauczyły. Mogę powiedzieć nawet, że ten miesiąc – cały, okrągły miesiąc i nawet jeszcze kilka dni więcej, były dla mnie najbardziej intensywnym czasem w całym moim życiu. Splot nieprzypadkowych wydarzeń sprawił, że zauważyłam, że tak naprawdę nigdy nie brałam od życia tak dużo, jak mogłam. Ciągle siedzi we mnie mała dziewczynka z kucykami. Dla jednych to urocze, dla innych przerażające, dla mnie smutne. Bo dopóki ta mała dziewczynka ze mnie nie wylezie, nie będę mogła żyć na maksa. A ja już tak bardzo chcę. To jest dla mnie NAJLEPSZY CZAS. Właśnie teraz czuję, że mogę wszystko.

Mieliście tak kiedyś?

Życie pisało Wam takie scenariusze, że mieliście wrażenie, że to jakaś “Never ending story”? Nie potrafię Wam tego wyjaśnić. Sobie też nie umiem. Ale absolutnie wszystko co się wydarza, i każda osoba, która pojawia się ostatnio w moim życiu jest kolejnym puzzlem. Następnym elementem układanki, która składa się w jedną całość. To dzieje się samo. A ja chcę więcej, i więcej.. Nie myśląc o konsekwencjach. Mogłabym powiedzieć, że czegoś żałuję. Przez chwilę chyba nawet żałowałam. Ale kolejne wydarzenia nie pozwoliły mi długo gryźć się tą myślą. Kurczę! Jaka to jest M A G I A. ŻYCIE, to jest magia.. potrzebowałam 31 lat, żeby do odkryć. Wydawało mi się zawsze, że czerpię  życia pełnymi garściami, ale wcale tak nie było. TO JEST MÓJ CZAS.
Są ludzie, którzy zasługują na wiele, a nie oczekują niczego w zamian. Są też tacy, dla których robimy wiele, a dla nich to i tak za mało. Obecność tych pierwszych wystarcza, by wszystko wydało się łatwiejsze..
Zakręciłam się. Pozwoliłam sobie na zbyt wiele. Ale tylko dlatego, że w pewnym sensie dostałam na to przyzwolenie. I zaczęłam myśleć o tym, że ludzie przychodzą, i odchodzą. Ktoś, o kim teraz myślę, powiedział mi kiedyś ( w zasadzie powtarzał to wielokrotnie ), że Jego życie, to taka misja.. pojawia się, żeby komuś pomóc. A kiedy już to zrobi, to te osoby zawsze Go “opuszczają”. Ten Ktoś to Czarodziej. Pomógł mi odnaleźć siebie. Przez Niego piegi, których nie cierpiałam, kojarzą mi się z roześmianym buziolem i twardym “r”..  i mega przytulaśnym, małym  Misiem.. Lubię piegi. Swoje też. JUŻ 🙂

M A G I A.. Zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy rozumieć, że naszą domeną powinno być swierdzenie” Jeśli coś kochasz, puść to wolno.. Jeśli wróci, jest Twoje. Jeśli nie, nigdy Twoje nie było”.. Od kiedy to rozumiem, lżej mi się oddycha.. O D D Y C H A M 🙂

Udostępnij: