Wszystko i nic

3 Piknik z Blogującą Mamą

Kiedy ponad rok temu nasz Janko Muzykant składał swój sprzęt po udanej imprezie mówiłam, że to ostatni raz. Wiem dobrze, że mój najwierniejszy pomocnik – Tata – nie ma już siły, żeby biegać na kilka tygodni przed piknikiem i wszystko załatwiać – a później i tak powiedzą : pfffff… jesteś taki niezorganizowany. Trzeba było to, czy tamto. Najwięcej gadają Ci, co sami niewiele robią albo robią, ale tylko dla siebie. A On zawsze DLA INNYCH. To będzie inna relacja – NAJBARDZIEJ INNA i szczera ze wszystkich moich.

Mówiłam serio. Planowałam to zakończyć.

Właśnie wtedy. Chociaż czułam pewnego rodzaju niedosyt. Ale brakowało mi motywacji, poza tym chociaż zawsze mogłam liczyć na czyjąć pomoc to nikt tak naprawdę nie wie ile czasu i wysiłku – przez wiele miesięcy – poświęcałam na przygotowania takiego wydarzenia. Wszyscy widzą mnie tylko biegającą w dniu pikniku w tą i z powrotem i wydającą polecenia – emocje opadają dopiero na koniec. Wtedy, gdy już wszyscy się rozejdą, a ja mogę wreszcie na chwilę usiąść i podsumować to, co udało się zrobić.

Dlaczego zatem ten dziesiąty piknik się odbył?

Prawie 9 miesięcy temu poznałam kogoś, kto wywrócił moje życie do góry nogami. Różne teorie na ten temat się pojawiają , sama nie wiem jeszcze, która jest prawdziwa ale pewne jest, że gdyby nie ON, wiele razy szła bym złą drogą. To jest chyba czas, kiedy powinnam nadać mu imię – i przestać traktować Go anonimowo. Bo jest częścią mojego życia. I on, i dwa Jego Małe Bączki – Najkochanszy mój Piegusek, i druga Mała Pierdoła – mówcie sobie co chcecie, ale i tego Dużego Łobuza i te dwa Małe Pierduśniki KOCHAM jak swoje Bączyska, bo Ich się nie kochać nie da 🙂
Łukasz powiedział mi kiedyś ” Ciotka, zróbmy razem dużo zajebistych rzeczy”.
Pamiętam… zima była… początki naszej znajomości, weszliśmy na temat pikniku. Po kilku tygodniach ciągłego smutania, na myśl o tym wydarzeniu, wreszcie się uśmiechnął. I to nie tak na chwilę. Planować zaczął. I obiecał, że zrobimy to razem – bo to Jego żywioł. Bo lubi. A ja wiem, jak dobrze jest mieć na co czekać. I wtedy już chciałam. Bo razem łatwiej. Poza tym.. (właśnie… poza tym.. 😉 )
Dużo mogłabym jeszcze pisać. Ale to nie ma być opowieść o najpiękniejszej przyjaźni, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła, a o Pikniku przecież 🙂 Chociaż ja ten piknik i tak traktuję jak nasze kolejne, współne „dziecko”. Dziesiąty- i ostatni tam. W Ośnie. Za to chyba najlepszy z dotychczasowych.

Po raz kolejny zweryfikowałam znajomości (chodzi tylko o blogi parentingowe?)

Myślę też, że już po raz ostatni. I znów trochę dzięki Niemu. Nigdy nie zrozumiem, skąd wie tak dużo.. i chyba nie chcę rozumieć 🙂 Czasami ktoś naprowadza mnie na dobrą drogę, innym razem te znajomości weryfikuje ŻYCIE. Rok temu byłam jeszcze nieświadoma wielu fałszywych znajomości. Mniej pewna siebie, i wydawało mi się, że moje życie powinno być nudne, monotonne, że nie wolno mi już z niego korzystać. Nie ufałam wielu osobom, a jeśli komuś nawet, to na pewno nie płci przeciwnej. I znów mam ochotę się rozwodzić na ten temat.. bo wreszcie zrobiłam sobie w głowie porządek. Ale to na tyle osobiste myśli, że nie będę dzielić się nimi z całym światem – mam swój. Świat 😉 I to mi wystarczy 😉

No ale do rzeczy

Sobota.. Największy stres dla mnie. Gra terenowa.. Miało być jak w Kościelisku. I właściwie byłoby, gdyby nie warunki pogodowe. Kurczę.. Wiecie, jak mi ciężko podziękować – tak naprawdę. Dużo łatwiej mi okazywać niezadowolenie. Ja nie mówię KOCHAM. Jakieś tam „dzięki” rzucę czasem od niechcenia. Trudny mam charakter. Mam tego świadomość. Ale naprawdę doceniam… to, że przez pół Polski do nas jechał ze swoją bandą  – chociaż wcale nie musiał. I że wczesnym rankiem, bez śniadania, poszli ze mną „smażyć się na wiejskiej patelni” 😉 Gorąco było – BARDZO gorąco. Trasa nieciekawa. Nie marudził – ani przez chwilę. Bo obiecał.. to BYŁ. i źle mi teraz bo zwątpiłam – pierwszy raz…
Wiedziałam, że coś się wydarzy – i chyba nie tylko ja to czułam. Bo sobotnia ekipa już dzień wcześniej ogarnęła sobie noclegi w pobliskim hotelu – warunki pogodowe miały się diametralnie zmienić, i chociaż ten mój (ostatnio) wieczny optymista mówił,że wszystko będzie dobrze, to nie wierzyłam – choć zawsze ślepo mogłam za Nim iść.
Zaczęło się całkiem spoko.. kilka rodzin zdążyło wyruszyć w trasę po wykonaniu pierwszego zadania – ubicia piany z białka. łatwo nie było, ale każdy chyba zadanie wykonał. Dostali kartkę z podpowiedzią w którą stronę pójść i długopis, który miał się przydać do wykonania poszczególnych zadań. I wtedy .. Wtedy coraz częściej zaczęliśmy spoglądać w niebo. Nie było już takie bezchmurne ale i tak chyba nikt nie spodziewał się tego, co się zaraz wydarzy.
Przyjechała moja diablica 😉 Postanowiłam oddelegować ją do Magdy i zostawiłam nasze 4 Pierduśniki pod opieką Sylwii. Zdążyłam pomóc im się wnieść na górę i wyjrzałam przez okno.. Wiecie.. często mam taki sen  – miałam. Rozgrywał się właśnie tam – w Ośnie.. Tornado.. Traktowałam go do wtedy metaforycznie, wyczekując jakichś zmian w swoim życiu – zazwyczaj wszystko się sprawdzało, ale kiedy wyszłam z domu Magdy po to, żeby ostrzec wszystkich obecnych na boisku przed tym co zobaczyłam i usłyszałam poczułam się właśnie jak w tym śnie. Stanęłam na chwilę i zaczęłam się zastanawiać, czy iść dalej, czy wrócić do domu i poszukać schronienia. i to taka chwila, kiedy myślisz sobie – Bosh… przecież tam są moje Dzieci.. ja muszę sprawdzić czy są bezpieczne..
Nie pamiętam co się wydarzyło w trakcie tych okropnych kilkunastu minut, wszędzie był piasek a wiatr wiał tak mocno, że trudno było utrzymać równowagę. Nie zachowałam spokoju, uspokoiłam się dopiero kiedy dowiedziałam się, że wszystkie 4 Bąki są bezpieczne – DZIĘKI SYLWII (Ozłocę Cię Babo, bo wydarzenia ostatnich dni pokazały mi, że ZAWSZE można na Ciebie liczyć i okropnie żałuję, że szczerość Twoich intencji zrozumiałam tak późno).
Nie chcę mówić więcej. To był dla mnie moment kulminacyjny. Ta właśnie sobota, która zweryfikowałą DOSŁOWNIE WSZSYTKO. Która uzmysłowiła mi, jak fałszywymi ludźmi się otaczałam przez lata. Tyle złej energii dookoła, ale i wszyscy najważniejści też obok. Ten piknik był dla mnie NAJWAŻNIEJSZY. Z wielu różnych powodów.. ale najbardziej liczyło się dla mnie to, że byli ze mną WSZYSCY (bez wyjątku), których kocham. I Ci właśnie, którym też na mnie SZCZERZE ZALEŻY nie dopisywali scenariuszy, nie wierzyli w słowa fałszywych „przyjaciół” i po prostu byli – ZA TO WAM DZIĘKUJĘ.

I przyszła niedziela

Nie chcąc skupiać się na negatywnych emocjach i wydarzeniach po prostu je pominę. Zrobię to dlatego, że to był wyjątkowy dzień. Styrana byłam okropnie, wciąż w biegu i znów brakowało czasu. Tak naprawdę nie ochłonęłam do teraz – nie ułożyłam myśli i może niepotrzebnie trochę jeszcze w tych emocjach daję im upust tutaj. Ale jeżeli dalej będę blogować, to właśnie w taki sposób. Jak kiedyś – na początku, gdy mnie poznaliście. Kiedy nie trafiały tutaj żadne niechciane osoby, gdy byłam bardziej anonimowa i mogłam sobie pogadać. Teraz rozumiem, że dalej mogę. I chcę. Tak jak kiedyś właśnie. To gadam.
Miało się zacząć o 13 – obiadem. Heh – a my z Sylwią w tą, i spowrotem, tośmy wykorzystały biedną Karolinę,żeby zapanowała nad bałaganem – nie dało się. DZIĘKUJĘ CI Babo kochana, ZA WSZYSTKO. Przyznam Ci się do czegoś  – tak oficjalnie i publicznie. Kiedy te 2 czy 3 lata temu tyś do mnie przylazła – jeszcze jako tylko czytelniczka – nie planowałam pogłębiania relacji. I długo miałam takie odczucia. A teraz wiem, jak bardzo bym żałowała, gdybyś tak wytrwale do mnie nie przyłaziła przez cały ten czas. Wieloktronie zdarzało się, że kiedy pisałam tutaj o bliskich mi osobach, ktoś burzył spokój naszej relacji bo właził w nasz świat z buciorami. Zawsze się tego bałam. Może dlatego, że nigdy nie byłam co do tych bliskich mi osób tak bardzo pewna. Teraz jestem!
Wszyscy zawsze przychodzili do mnie po coś. Brali i oczekiwali jeszcze więcej. I ciągle im było mało. Nie przywykłam do tego, że coś dostaję. A dostaję wiele.. Od każdego z Was inaczej – ale tak samo dużo. Przepraszam, że zwracam się nie do anonimowych, czytających mnie osób, a personalnie do tych, które są mi NAJBLIŻSZE, ale czuję dziś taką potrzebę.

Zaczęliśmy prawie punktualnie 😉

Słyszałam wiele razy – to Ty powinnaś wejść na scenę. Ty powinnaś trzymać mikrofon. Ty przywitać i pożegnać. A ja tak nie myślę, to NASZE WSPÓLNE wydarzenie. Niezależnie od tego jakie są/były moje relacje z resztą pomocników organizowaliśmy to wspólnie. Ja sama nie dałabym rady. To ogromne przedsięwzięcie i dosłownie KAŻDY kto choćby kiwnął palcem żeby pomóc miał wielki wkład w przygotowanie imprezy.( Podziękować muszę właścicielsce sklepu w Ośnie za udostępnienie przyczepy i miejscówkę do spania dla Karli ;)I Magdzie za pomoc wszelaką – a było jej sporo. Reszcie nie delegowałam zadań, dlatego pozostaną bezimienni ale dziękuje WSZYSTKIM, którzy choćby w najmniejszym stopniu przyłożyli się do pomocy. )
Na scenie, tuż po moim Tacie, pojawiła sie Nailah z pokazem tańca. Tak sympatycznej i uśmiechniętej osoby dawno nie spotkałam. Dzieci i Rodziców zaczarowała Iluzjonistka Michelle. A wieczorem, na scenie, pojawili się Chłopcy z Zespołu LiFT.
Przez cały dzień Maluchami zajmowali się animatorzy z KINIMODO – kurtyna… powiem Wam – że mam wrażenie, że nadajemy absolutnie na tych samych falach 😉 i chcę z nimi robić więcej – i żałuję, że nie pomyślałam o tym już rok temu. Gdziekolwiek miałby się nie odbyć nasz kolejny piknik – na pewno Martę i Krystiana zabieram ze sobą. OBOWIĄZKOWO 🙂
O oprawę muzyczną zadbał nasz Janko Muzykant – wpółpraca jak zwykle bez zastrzeżeń, ale w tym roku pojawił się u nas nie tylko w roli klawiszowca – był też jako Przyjaciel 🙂 Ojjjjjjj namęczę się ja z Tobą Chłopaku czasami ( Ty Wiesz:)) ale fajnie, że Cię mam 😉
Z różnych stron też mnie słuchy dochodziły na temat różnych osób, których nie znałam i miałam przez to na ich temat wyrobione zdanie. Jakże się cieszę, że wszystko to były plotki wyssane z palca. I w tym właśnie momencie chciałabym BAAAAAAARDZOOOOO podziękować dyrektorowi MOKu w Janowcu Wielkopolskim przede wszystkim za CIERPLIWOŚĆ 🙂
I skoro już tak dziękuję bez końca, to jeszcze Wam powiem, że prócz blogerek, przyjaciół, znajomych, rodziny ( i całej masy obojętnych mi osób) pojawił się na pikniku nawet mój Szef 😉 Kawał PL zjechał żeby się tam z nami zobaczyć, chociaż miał być z nami zaledwie przez kilka godzin. DOCENIAM. I dziękuję.
Podziękowań nie koniec – off course 🙂 Bo był z nami też Karol. Ten sam, który dwa lata temu odezwał się do mnie po raz pierwszy. Nie będę się już rozwodzić nad historią naszej znajomości jednak przyznać muszę, że splot różnych sytuacji sprawił, że i On, i Jego Rodzinka, stali się mi bliscy. JAK RODZINA właśnie 😉 I BARDZO doceniam, że zaszczycili nas swoją obecnością i to, że ani przez chwilkę nie pomarudzili. Bo byli tacy, co im nic nie pasowało- trudno. Jestem tylko człowiekiem. Nie potrafię się rozdwoić. Tymczasem On pytał jeszcze, w czym może pomóc. Poprzednio, jako menager Reymontówki, w tym roku w roli „opiekuna” Sośnicy. Trochę bliżej nas – bo z Zakopanego 😉 Ale dalej ten sam 🙂 i mam nadzieję, że tak już zostanie 😉 DZiękuję, i za obecność, i za mistrzowską konferansjerkę której próbkę możecie sobie zobaczyć na przykład TUTAJ —> KLIK.
Dziękuję też moim Rodzicom – którzy zawsze mnie wspierają w każdej mojej decyzji. KAŻDEJ absolutnie. Za to, że tak bardzo pomogli, i że pokazali, że akceptują moje wybory związane z moimi znajomościami. Jeszcze nigdy nie było to dla mnie tak ważne.
I dziewczynom, które przemierzyły setki kilometrów, żeby u nas być:
Aga – Ciebie to zamierzam na wszystkie moje eventy zapraszać 🙂 Bo dowalisz – ale szczera jesteś. i chociaż w Kościelisku wydawało mi się, że  z Ciebie taka szara myszka, teraz mam zupełnie inne zdanie na Twój temat. Uważaj tylko 😉 Bo jak „sępy” przeczytają to i do Ciebie na zwiady przyjdą 😉 ale ja wiem, że Ty też z tych, co im prztyczka w nos dadzą 🙂
Marcelina – Odkryciem moim jesteś dosłownie 🙂 nie miałam pojęcia co o Tobie myśleć – miałam neutralne podejście 😉 Ale BARDZO pozytywnie mnie zaskoczyłaś 🙂 Wyrąbisty z Was duecik – mowa o Synku – a Ty jesteś MEEEEGAAAAA pozytywna Babka 🙂 i mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy – może w bardziej sprzyjających warunkach 🙂
Marta – Ciebie to mi mało 🙂 i trza będzie coś z tym zrobić – pomijając pier*** wszechwiedzących 🙂 Zocha – uwielbiam 🙂 A Twój Mały bajerant to jest Twardziel 😉 Jak dla mnie jesteście Rodzinką jak z obrazka 😉 noo..i obiecuję, że następnym razem to zaproszę Was gdzieś, gdzie będą na Was wygody czekały, a nie szczypawy i muszyska 😉
Angelika – i tu jest   F O C H 🙂 Wbijajcie szybko ponownie do PL bo wcale nie mieliśmy dla siebie czasu 🙁 A Wy dla mnie jedni z najlepszych – wiadomo 😉 Bo nie knujecie pod nosem ani za plecami. I wgl – ja to jestem za zniesieniem granic 😉 O! 🙂
Marta – cieszę się, że byliście. Z Tobą w roli głównej jakoś dużo „przygód” ostatnio. Ale jak przetrwamy je wszystkie to mam nadzieję, że wiele będzie jeszcze okazji do wspólnych spotkań. W MNIEJSZYM GRONIE, skurczonym do minimum 😉 O Alli też mowa – off course.
Marta – nie uciekaj mi 😉 bo to jeszcze nie koniec 😉 właściwie to Z TOBĄ mam ochotę teraz dopiero zacząć;)
Więcej nas było na pikniku, lista osób, które miały się pojawić jest dostępna na fb – nie wszsycy jednak mieli czas, albo ochotę żeby ze mną pogadać, przywitać się, czy pożegnać 😉 Trudno – nie będę płakać z tego powodu 😉 it’s not my business 😉 Wymieniłam tylko tych, którzy byli ze mną przez dłuższą chwilę, ale oczywiście dziekuję WSZYSTKIM blogującym Mamuśkom 🙂
Karla, Łukasz i Sylwia  – WAM DZIĘKUJĘ NAJMOCNIEJ 🙂 Z Wami można wszystko. I WSZĘDZIE 🙂 i najszęśliwsza jestem kiedy mam Was obok siebie – i mam nadzieję, że cała Wasza trójka też skumpluje się na tyle, że będziecie chcieli razem – WSPÓLNIE – spędzać czas. Rodzina – czaicie o czym mówię. Dla mnie właśnie nią jesteście 🙂 Ten post i tak już jest za długi, dlatego nie będę wymieniać za co Wam dziękuję, ale Wy i tak Wiecie..OGROMNIE SIĘ CIESZĘ, że Was mam.

A teraz kilka zdjęć, autorstwa Marty  i Karola bo szanowny Pan fotograf ogłosił STRAJK 😉 i mamy go w nosie – prawda? Krzyżyk mu na drogę 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij:
  • Impreza bardzo udana! Dzięki, że mogłam być!

    • szkooodaaa,że mi tak tylko mignęłaś na chwilkę:) ale mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja 😉 i najbardziej mnie cieszy, że się Tobie podobało 😉

    • Wiadomo jak to jest – obie z dziećmi, ty jako organizatorka, więc czasu na spokojna rozmowę brakowało, ale mam nadzieję, że obopólne pierwsze wrażenie jest pozytywne :). I że będzie jeszcze okazja. (Na fotkach nawet moja Julka się załapała :))

  • Łe, myślałem, że będą wióry lecieć 😉 Spokooko 😀

    • nawet nie Wiesz ile poleciało 😀 post się pisał przez 3 dni…. 😛 bo trza było je sprzątać 😉

  • No i czuję się pominięta – FOCH – o nóż się prosiłaś, że potrzebny, że ważny, a my to już nie ważni???????? Hi, hi, dobra, już po fochu 😉 Choć nie pogadałyśmy sobie za dużo i tym razem, to i tak jestem zadowolona, bo skoro dzieciaki wyszalały się i wracały zadowolone, do tego w końcu z Hubim spaliśmy w namiocie, no i na całe szczęście podróż minęła nam w obie strony bez większych problemów ( o problemach napiszę w poście na blogu 😉 ) to w sumie jestem zadowolona ze spotkania w Ośnie – bo znów udało mi się poznać kilka fajnych osób 🙂

    • ja Ci dam nieważni:) a czytała dokładnie?;) że wymieniłam tylko tych, co to z nimi dłuższa chwilke spędziłam 😀 w sumie to więcej pogaduliłam z TWoim Mężulem niż z Tobą , o 🙂 a i tak za mało 😀 i jak ruszę w PL, to sie szukujcie, bo chcę Was wiecej 😉 więc będę zapraszać 🙂

    • No dobra, dobra, tylko mi tu nie krzycz 🙂 A no mężulo cosik mi mówił, że sobie pogadaliście. Zresztą miło mi, że mój mężu wrył się w pamięć niektórym z pierwszego pikniku 🙂 Czyli, że jakoś nas miło zapamiętano 🙂 Co do czasu, to owszem, za mało go było. Trzymam kciuki, że jeszcze nadgonimy kiedys ten czas i się nagadamy. 🙂

  • Anonimowy

    Poryczałam się – autentycznie <3 Dziękuję i też się cieszę, że mam chody 😛 a inni … hmmm ci co są ważni są obok, a "inni" mogą tylko nam zazdrościć ! a co Łukasza – ja dla samej gry terenowej zwlokłam tyłek o 4 rano bo wiedziałam jaka czeka nas przygoda – i taki lans, że woziłyśmy się z Anna Paulina Koprowska super furą to dopiero atrakcja ! żadne tornado nam nie straszne !- Agnieszka

    • Ci co próbują być ważni PO COŚ też są obok… i to jest najgorsze..
      Noo Łukasz to jest MISZCZ w te klocki.

  • Bardzo się cieszę, że miałam okazję Cię poznać osobiście i uczestniczyć w pikniku.
    Karol całymi dniami opowiada jak było super.
    warto było przejechać pół Polski  
    dziękuję za zaproszenie i już nie mogę doczekać się kolejnych okazji do spotkań.
    trzymam za Ciebie kciuki

    • A będzie ich zapewne wieele, już ja się o to postaram 🙂 :*

  • Moja kochana 🙂 Dziękuję za wszystko 🙂 kolejny raz udowodniłaś mi, że nie ma rzeczy niemożliwych, u że TWÓJ piknik jest najlepszy 🙂 świetnie się bawiłam i reszta rodziny również 🙂 nigdzie nie uciekam, dla Cb jestem dostępna 24/7 🙂 ty wiesz… 🙂

    • oj tam – Twoje blogerskie spotkanie to było COŚ 😀 a mój piknik jest po prostu innyy..

  • Impreza była na pewno udana. Wspaniałe wydarzenia, super zdjęcia! 🙂

  • Miałąm być, ale pokryło sie z to z naszym terminem wakacji 🙁 Mam nadzieję, że za rok znowu będzie okazja 🙂
    Masa świetnych dziewczyn była i widzę, że świetnie się bawiłyście 😉

    • pewnie będzie.. tylko już nie w tym samym miejscu i raczej będzie to wówczas impreza tylko dla blogerów

  • rewelacja!!

  • Jakość bloga, to przede wszystkim konkretne wpisy, artykuły i szczegółowe omawianie tematów. Tutaj mi się bardzo podoba podejście i poczucie estetyki.