Ckliwie

Ludzie lubią być chorzy..

Ten wpis miał pojawić się na innym blogu i tak naprwadę był pomysłem tego, który zawsze widział więcej niż ja. Stwierdziliśmy później jednak oboje, że .. hmm.. nie wypada? Że musielibyśmy wykorzystać przykłady osób, które znamy a one mogłyby się poczuć urażone. Ale stwierdziliśmy też coś więcej.. że pisząc o ludziach, którzy lubią być chorzy, musielibyśmy zacząć od własnych historii. I chociaż oboje byliśmy tego świadomi, to jakoś trudno było się do tego przyznać publicznie. Ale teraz jest dobry moment, by to z siebie “wyrzucić”. Bo ja się wyleczyłam. On chyba też i teraz zamiast zajmować się “chorowaniem” jestem ćpunem. Ćpam ŻYCIE na potęgę i zdecydowanie ten stan rzeczy podobna mi się znacznie bardziej. Ale inni ludzie dalej lubią być chorzy..

Co Ci się stało?

Coraz częściej słyszę od znajomych.. I mówią to raczej z uśmiechem na twarzy, chociaż przyznać muszę, że ich reakcja zależna jest od poziomu endorfin, które w danym dniu mi towarzyszą 😉 No cóż.. czasami przeginam. Ale dlaczego mam tego nie robić, skoro (szczęściem w nieszczęściu) od czasu do czasu mogę sobie pozwolić na to, żeby nie myśleć o tym, że jestem Mamą? I wtedy ćpam! Życie ćpam jak za czasów studiów – w przenośni, rzecz jasna. Daleka jestem od próbowania takich “nowości”, nawet jeśli namawiać miałby mnie ktoś, komu ufam najmocniej. Ale życie to najlepszy narkotyk. I tylko od nas zależy, jaki będzie efekt jego “zażycia” 😉 Bo prawda jest taka, że…

Kochamy marudzić

Cholerne z nas zrzędy. I kiedy na horyzoncie pojawia się kolejny problem, to wolimy dopisywać do niego miliony innych, które mają być następstwem tego pierwszego zamiast ruszyć dupala i zająć się jego rozwiązywaniem. Nie jeden raz już przekonałam się o tym, że to od nas zależy, jak będzie wyglądało nasze życie. Od scenariusza, który sobie w głowach stworzymy. Pozytywne myślenie. Jeżeli teraz machasz ręką i twierdzisz, że pierdzielę głupoty to spadaj stąd, bo nie masz co tu szukać, albo przeczytaj ten wpis do końca i zrób coś wreszcie ze swoim życiem sfrustrowana Matko, albo zakompleksiony Tatusiu – tak.. do Ciebie piszę.. Nie zamierzam odpisywać na kolejne oferty matrymonialne, bo nie szukam życiowego partnera.

Nie czuję się “wybrakowana”

A już na pewno nie przez to, że jestem samodzielną Mamą. Czuję się przez to silniejsza. Nie lepsza od innych – ale SILNIEJSZA. I na pewno NIE GORSZA. Codziennie zmagam się z wcale nie mniejszą ilością problemów od Ciebie, ale nie wrzucam ich do “worka” z napisem ” na później” tylko robię coś, by je rozwiązać.
Nie czuję się gorsza, brzydsza, smutniejsza (już). Mam w sobie tyle siły i samozaparcia, że może wszyscy razem wzięci nie macie ich tak wiele. Bo przestałam narzekać. Bo zrobiłam sobie “pranie mózgu” i już NIGDY więcej i nikomu nie dam sobie wmówić, że jestem gorsza, bo coś tam. NIGDY. Od kiedy wyrzuciłam te myśli z głowy, mam więcej pewności siebie. I nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych.

Pamiętacie jak pisałam o cierpliwości?

O tym, że zawsze mi jej brakuje, bo chciałabym mieć wszystko tu, i teraz..? Nie znalazłam na to leku w aptece. ale ta cierpliwość przyszła.. Pojęłam też jeszcze jedną, ważną rzecz:
Tylko skąd wziąć tą śmiałość, skoro brak pewności siebie, bo ktoś skutecznie doprowadził do tego stanu rzeczy? Mówiłam juz – małe “pranie mózgu” 😉 Dwa miesiące.. Tyle było mi trzeba, żeby uwierzyć. Nie wiem, czy mam tej śmiałości w sobie JUŻ, TERAŻ, na tyle dużo, żeby zadziałać w tej jednej, najważniejszej dla mnie teraz sprawie.. ale nawet jeśli nie, to z czasem ona przyjdzie 🙂 A jak to mówią – kto nie ryzykuje, ten nie ma. No a Ty…

Wstań, i idź 🙂

I żaden ze mnie prorok. Doradca. Nie traktuj mnie jak kogoś, kto ma wyznaczać Twoją drogę. Nie noszę głowy wysoko, i nigdy nie będę, a każdemu, kto się do mnie uśmiechnie, ten uśmiech odwzajemnię. Jestem taka jak Ty. Tylko może (teraz) o krok dalej od Ciebie. Ale wystarczy, że przetrzesz oczy i zrobisz to co ja. Powiesz sobie – WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE. Przestań chorować. Zacznij ćpać (życie). To najlepsze lekarstwo 🙂
Udostępnij:
  • Musimy wypić za to! 🙂

  • Ja taką postawę pochwalam, ba!, też tak mam, ale wiele razy musiałem się sparzyć, aby dojść do podobnych wniosków. W prawdzie na swoim blogu napisałem żem zrzęda, ale nie zrzędzę na swój los. Drwię, kpię i szydzę ze wszystkiego, a szczególnie z polityki bo mnie to bawi, bo mam do tych spraw pewien bezpieczny dystans. Do siebie też.
    Pozdrowienia.

    • nie lubię polityki – i w tej kwestii mogłabym jednak pomarudzić:) choć wolę się w tym temacie nie wypowiadać 😉 fajnie, że wciąż czasem tu wpadasz 😉

  • Nie powiem – i mi czasem zdarza się marudzić, zwłaszcza jeśli chodzi o zdrowie. Ale przeważnie uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Doceniam to, co mam i nie narzekam, bu uważam, ze wszystko, co w życiu mamy, to kwestia naszych wyborów i nie ma co marudzić, tylko jak nam coś nie pasuje, to zewrzeć poślady i to zmienić.
    Uściski

  • Bardzo fajny i ciekawy post 🙂 Warto się uśmiechać 🙂

  • Od młodego się uczymy tego marudzenia, z telewizji, społeczeństwa – które narzeka i narzeka na wszystko do okoła, że bieda, że nie ma dobrej pracy, że drogi w złym stanie, że rząd tylko kradnie i nic nie robi…. i wymieniać by tak można bez końca.

  • Zdecydowanie lepiej ćpać życie niż jakiekolwiek inne specyfiki 😉 – więc tak trzymać ! 😉

  • To prawda nie ma co się zamęczać niepotrzebnymi sprawami, przejmować błahostkami, trzeba czerpać z życia ile się da! Szkoda czasu!

  • czasem warto i zdrowo odsunąc problemy na plan dalszy – dobra recepta na życie

  • Tytuł wpisu nieco mnie zmylił, pomyślałem, że chodzi o chorowanie.
    W tym względzie rzeczywiście, sporo osób jakby tylko czekało na chorobę – sypią poleceniami jak z rękawa: zrób mi herbatę z cytryną, przynieś dodatkową poduszkę, połóż telefon koło łóżka, i magazyn z krzyżówkami, i ten magazyn z biurka, zapal lampkę. Trochę zaciągnij zasłony, nie, trochę mniej. Tę poduszke podciągnij trochę wyżej.
    Ufff, teraz można zacząć chorować.
    Natomiast tak ogólnie, to widzę dwie strony narzekania.
    Pierwsza – strona osoby narzekającej. Tu absolutnie zgadzam się z autorką.
    Strona druga – słuchacze tych narzekań. Jeśli są to osoby bliskie, z którymi spotykamy sie na codzień, to jak wyżej – trzymać się i jeszcze podciągać innych.
    Jeśli jednak osoby dalsze to sytuacja wygląda według mnie nieco inaczej. Takie radosne relacje jak to ćpam życie i nie przejmuję się problemami mogą denerwować rozmówców jako szpan i chęć wywyższenia się, wzbudzenia zazdrości. Narzekania dają słuchaczowi szansę poczucia się lepiej, udzielenia porady, może nawet zaoferowania pomocy. Mogą też skłonić do podzielenia się autentycznymi problemami.