Wszystko i nic

3 sposoby na to jak się zmotywować do pracy w domu

Tobie to dobrze.. siedzisz w domu i możesz se ciułać grosik do grosika. Pracujesz kiedy chcesz, i jeszcze z chłopakami jesteś. Nic Tobie z tego życia “nie ucieka”. Każdy by tak chciał. Yyyyy.. Serio? A ja bym chciała inaczej. Normalnie – z ludźmi, a nie z czterema ścianami. Bo praca freelancera, co to z komputerem na kolanach pół dnia spędza wcale taka kolorowa nie jest. I motywacji brak. Jak się zmotywować do pracy w domu? To też jest trudniejsze niż myślisz!

Codziennie ten sam scenariusz

Budzik dzwoni o stałej porze – cholera! Przecież dopiero położyłam się spać. No taaaak.. o 4. Jest 7. A on już dzwoni. JUUUŻ. Pieprzony budzik, jak go walnę..

Grrr… nie mogę go walnąć. Przecież to budzik w telefonie. Potrzebuję telefonu. Muszę przecież.. zadzwonić do Mamy – co rano do niej dzwonię. Ale i milion innych rzeczy zrobić muszę – pocztę sprawdzać regularnie jak jestem na mieście (zdarza mi się), i na wiadomości na fejsie odpisać (najszybszy kontakt ze zleceniodawcą – nie odpowiem, znajdą się inni na moje miejsce).

No .. to ustalone.

Budzika pierdyknąć nie mogę. Za to mogę się zastanowić czy go nie wyłączyć, i nie pospać jeszcze z pół godziny. Dobra.. pośpię..

A zegar tyka.. po czym uświadamiam sobie, że jak tych dwóch Smoków do przedszkola nie wyprawię, to cały dzień w dupalu – z nimi nie zrobię tyle co bez nich. I już mi się spać odechciało. Szybkie ubieranie, poranna toaleta, milion powodów dla których “nie pójdę do przedszkola bo..” i po kwadransie maszerujemy już znaną nam dobrze trasą.

Ręczniki na miejscu, szczoteczki też, po jednym buziaku w czółko i ziuuu.. lecą do swoich sal. Ufff… 7 godzin spokoju. Przyjdę po nich dopiero przed 15stą. Mogę pracować. Mam przecież tyyyle czasu.
No to idę. Jeszcze tylko kwadrans na telefonie  z Mamą (chyba, że napatoczy się Iza, nie polecam od rana bo gwarantuję, że tym razem ze dwie godziny w dupsku;)) i można siadać do roboty.

Tylko kurde…. KURDE!

Przecież my wczoraj nie posprzątaliśmy., Sił zabrakło a jeszcze zlecenie dokończyć musiałam. A najpierw by trza było pranie wstawić. Włączam, idę myć naczynia, poodkurzać trochę, kurze zetrzeć i jeszcze książki ułożyć bo znów się rozsypały i nie mogę przez to dosunąć do ściany ławy – a muszę – bo komputer tam podłączyć trzeba. O! I coś do jedzenia muszę im przygotować. Przecież jak wrócą z przedszkola to i tak głodni będą – i tooo jaaaak. Jak dwie, wygłodniałe bestyje, których nikt przez cały dzień nie karmił. No to gotuję.. Coś szybkiego niby ale i tak pralka już daje o sobie znać – trza by to powiesić.

O! No i masz…

Dzwonią z przedszkola, że duży się upierdzielił już drugi raz, i nie mają już go w co przebrać. No to lecę, niosę przebranie (z zapasem w worku) a w drodze powrotnej przypomina mi się, że przecież miałam list na poczcie odebrać. No to sru po awizo i na tą pocztę a tam? Kolejka.. Jak stąd do Wrocławia (heh.. ten Wrocław.. może niedługo stanie się moim ulubionym miastem?;) ) Stoję pół godziny  – dobrze, że mam telefon 😉 – a później..skoro już wyszłam, to jeszce zakupy.. Znów kolejka. ZNÓW..

Po całej tej batalii trafiam do domu. Rozpakowuję to, co kupiłam i zerkam na zegarek. Spoko. Mam jeszcze godzinę na robotę 🙂 Ehh.. znowu pójdę spać o czwartej 🙂

Wiecie… praca freelancera nie jest zła.

Ja naprawdę ją lubię. Tylko czasem chciałabym wiedzieć, że mogę pójść gdzieś do biura, posadzić swoje szanowne cztery litery na krześle i walić w klawiaturę przez bitych osiem godzin, a później trzasnąć komputer i iść po Bąki do przedszkola.

Wszystkie robicie to samo. Ogarniacie dom, dzieci, zakupy robicie i pranie 😉 (to już nie te czasy, że trzeba wszystko ręcznie wykręcać 😉 ) Tylko, że większość z Wam po tym wszystkim ma czas dla swoich Bąków – i tylko dla nich. Dlatego staram się jakoś inaczej zmotywować do pracy ostatnio. Ogarniać najpierw obowiązki ważniejsze, a później dopiero te ważne. Ale, żebym tak się wyrobiła ze wszystkim do ich powrotu, doba musiałaby być ze dwa razy dłuższa 🙂 W każdym razie – jak się zmotywować do pracy w domu? Ja robię to tak:

  1. Wyznaczam sobie cele! Jak idziesz przez całe życie po omacku – na oślep – to trudno jest dojść do punktu, w którym chcesz się znaleźć. Dlatego TRZEBA wyznaczyć sobie konkretny, duży, taki ostateczny cel i do niego dążyć ale… żeby odpowiedno się do tego zmotywować, wcześniej należałoby zrobić sobie listę z mini celami – czyli taki całodzienny plan. Rozpisuję więc wszystko dokładnie – co, dla kogo, i na którą mam zrobić, i odkreślam punkt po punkcie. Dopiero wtedy gdy dojdę do końca listy myślę o praniu;) a zakupy ? Sklepy są otwarte do 22 nawet – co z tego, że z Bąkami przeprawa przez sklepowe półki będzie prawdziwą batalią, damy radę 😉
  2. FB! To jest cholerny pożeracz czasu. CHOLERNY! Coś tylko plumknie, już się chce zajrzeć kto, co napisał. No tak.. tylko, że ja potrzebuję fb żeby kontaktować się ze zleceniodawcami. Znalazłam rozwiązanie na ten problem. Założyłam nowy profil. Taki, o którego istnieniu nie wie NIKT, plus mnie i tych co mi teksty zlecają;) I tylko z nimi się tam “rozprawiam” w ciągu dnia a jak lista zadań zostanie wypełniona do końca, to się przelogowuję, o!(nie pytajcie ile czasu wtedy zajmuje mi odpisywanie na wiadomości i komentarze 😀 – ale to już inna bajka, po obowiązkach, dla relaksu 😉 )
  3. Wyobraźnio – działaj! Moja jest bujna. Nie miałam nigdy problemów z kreatywnością. Ale kurczę.. tutaj to jednak nie jest taka prosta sprawa. No bo siedzę se przy stole, komputer przede mną, gdzie się nie obejrzę to.. tak po domowemu. Na nogach nawet ulubione kapcie. Herbata w domowym kubku. NIE! Jak się zmotywować do pracy w domu? Myśląc, że to nie dom! Ja wiem jak to brzmi. WIEM! Ale to naprawdę działa. Jak sobie powiesz- nie ma mnie w domu, nie ma mnie i już. Żadne sprzątanie, żadne pranie, żadne gotowanie – zrobię to później. Obowiązki ważne, i ważniejsze- pamiętaj! Odwal wszystko z Twojej dziennej listy, a potem idź klepnąć pralkę. O! Bo jak to ja mówię – robota nie zając, ale uciec może.
No i to by było na tyle jeśli chodzi o motywację do pracy w domu. Chociaż nie.. Czasem sobie też myślę – ejj.. Matkas.. przecież są tacy, co mają gorzej od Ciebie. Ty masz tą robotę – jaka by ona nie była. I jeszcze swoje projekty kręcisz. Za chwilę będziesz gość- a jak 😉 i pierwszy milion zarobisz. No.. to nie pierdziel, nie marudź, tylko bierz się do roboty! I to chyba działa najlepiej, Wiecie?:)

A jakie są Wasze sposoby na motywację do pracy? Nie koniecznie tą w domu.. 😉

Udostępnij: