Bez kategorii

Nie wierzę Ci, Matko!

Pół tuzina jaj na ścianie – ZNOWU. I karnisz w pokoju SAM ODPADŁ.. ZNOWU! Jeden drugiego popchnął i drugi wyrżnął w grzejnik – ZNOOOWUUU! Ja pier… A Ty dalej utrzymujesz, że jesteś Matką Polką. Że nigdy nie krzykniesz, nie skarcisz, nie masz ochoty wyjść bez dziecia. Wiesz co? Nie wierzę Ci, Matko!

Coraz częściej się zastanawiam, czy to ze mną jest coś nie tak, czy cała reszta Matul robi z siebie boginie rodzicielstwa..

No dobra.. cierpliwości mi brakuje.. OJ BRAKUJE. I nie jeden raz powtarzałam już, że jeżeli ktoś, gdzieś, kiedyś, wynajdzie na tą „przypadłość” lek, to ja będę w stanie pół świata przemierzyć, żeby tylko go zdobyć. Really.

Ale kocham swoje Bąki, w ogień za nimi wskoczę i nie wyobrażam sobie życia bez nich tylko… Czasami mnie TAK WNERWIAJĄ, że…. Ehhh!
No ale czy Ty, nie masz podobnie? Bo jeżeli powiesz, że żadna z sytuacji poniżej Cię nie dotyczy to.. NIE UWIERZĘ CI, Matko!

Dzień jak co dzień

Sprawy biznesowe ogarnęłam za dnia – ufff.. była cisza, bo Bąki w przedszkolu patrzyły w oczy Pani Ilonce i tej Marcie, co to wysoka jest aż do żyrandola. No ale przyszedł ten czas, kiedy skóra na rękach zaczęła się jeżyć a włosy dęba stanęły bo wybiła godzina zero, i trzeba było po nich do tego przedszkola powędrować.

Jeden odebrany. Kurtki nie ubierze- bo nie! A czapki też nie, bo już jest za mała – kit z tym, że rano się kłócił, że jest za duża.

I jeszcze buty.. NIE! On sam! I już! Tylko dlaczego odwrotnie?

– Pani mu pozwoli – uśmiecha się Pani sprzątaczka – on to zawsze zakłada lewy na prawy i nikomu zmienić nie pozwala

Ehh.. nawet zespół przedszkolny już wie,  że z Felim się nie dyskutuje. No dobra.. wbiłam go w tą kurtkę, i nawet czapę wynegocjowałam – ale Mamooo… kupisz mi za to żelki? Proooszę..

Ehe!

Leci teraz jak ten ptak po Mikulę, na drugi koniec sali.. wparowuje tam niczym żandarm i woła „Miko! Na chatę! Dawaj no ubieraj się raz, raz.. po żelki idziemy. Jak założysz czapkę, to może też Ci kupi. W razie czego – udawaj że ryczysz.. aleee chodź, bo już idzie, i usłyszy”

Raanyyyy… jakie potworki jak pod dachem chowam 🙂

No ale luz.. najważniejsze, że jeden i drugi odziany, póki co nawet za rękę trzymają. Nie długo.. Młody się wyrywa, i znów frunie! Motorek w dupalu, czy jak?

– CZERWONE – wrzeszczę !
– Pffffff… aleś wymyśliła.. przecież tu świateł nie ma..

Tia.. tylko, że dwa dni temu ta „zabawa” jeszcze działała

– JESTEM BOGIEM.. Wszystko mogę…

I gna do sklepu, wskazując mi drogę..

Miko za to, trzyma mnie za ta rękę i zaczyna gadkę:

– Dzisiaj weekend?
– No.. już tak. Jutro wolne
– No! Dobra, to gdzie tym razem jedziemy? Do Babci? Do Taty? A może gdzieś dalej?
– Yyyy.. nie Kochanie.. Tym razem, to my w domku posiedzimy. Może do nas ktoś wpadnie.
– Co? Oszalałaś? No jak to w domu. Weekend jest. WEE – KEND! Mamo! Przecież ZAWSZE gdzieś jeździmy w weekend. To co.. do Babci zadzwonię, może mnie weźmie na dzień czy dwa.

Aaaaaa…. Następny mną rządził będzie, no? I jaka powaga w tonie! Grrrrr…..

Dotarliśmy do sklepu. Stoją grzecznie w kolejce. Cud? Niee… to tylko pozory. Bo już im się za długo wydaje i Feli postanawia coś od siebie dodać:

– Mamo! A czy ten gruby Pan przed nami to nie może szybciej kupować?
– Feli cicho, tak nie można.
– No ale zobacz jak on się grzebie, kto będzie tyle tej kiełbasy jadł, jak zje ją całą, to jeszcze mu brzuch urośnie
– Yyy…. Filipku przestań
– O! A ten drugi Pan to chyba pod jakąś kosiarkę wleciał

Jessssuuu modlę się żeby przestał i nie wymyślił jakiejś historyjki o Facecie, który rzeczywiście jest już prawie łysy. Na szczęście podchodzi druga ekspedientka, obsługuje szybciej i przychodzi kolej na nas.

Wybiera żelki, Pani podaje, ale on odstawia akcję:

– Eeeeee….. to nie te! Ja chciałem te pierwsze
– Ale te są takie same kochanie – uśmiecha się ekspedientka
– Nie są! Te są drugie, a ja chciałem pierwsze.

Upominam go, ale Młody wie lepiej, więc ekspedientka podaje pierwszą paczuszkę.

Podaje mi paragon wymawiając głośno kwotę do zapłaty:

– Ło KUR*** – krzyczy FEli
– JAK TY MÓWISZ?! -pytam już podniesionym głosem
– Ło Kur*** nie słyszałaś??

GRRRRRR…. a przecież zabrałam ich z przedszkola kwadrans temu. Głupie 15 minut a oni już zdążyli przynajmniej kilka razy mnie zawstydzić i zdenerwować. Co będzie dalej?

Skoro zanim zasną spędzimy ze sobą jeszcze 6 godzin. 360 minut. Aż się boję przeliczać na sekundy.

Zegarku.. no co jest? Czas się zatrzymał.. ? Czekam na noc jak na zbawienie. Hurtem ich do wanny wrzucam, I błagam Morfeusza, żeby im kołysankę zaśpiewał i taśmą dzioby pozaklejał.

Aaaaaaa…. Nocy przyjdź.

Ostatnie szturchnięcia.. między słodkim pochrapywaniem. Miko jeszcze coś stęka przez sen a Feli… patrzy na mnie tymi wielkimi ślepiami i..

– Mamo! Ale Ty Wiesz, że ja to Ciebie kocham? Wiesz, czy nie?
– No wiem. wieeeem.. ja Ciebie też – ulatują ze mnie negatywne emocje zupełnie jakby ktoś „wypuścił je” przebijając balonik…
– Ale przez cały ŚWIAT!

No i co? I już nie pamiętam jak to było w ciągu dnia chociaż dobrze wiem, że za chwilę – z samego rana – znów się zacznie.. Tylko przetrą oczy..

Mówisz, że u Ciebie zawsze jest spokój? Nie wierzę Ci, Matko .. 😉 Ale wiem, że też uważasz, że warto.. choćby dla tych kilku ciepłych słów.. PRAWDA? 🙂

Udostępnij:
  • Znam to… Nerwy czasem puszczają i zarządze szlaban tygodniowy wydzierając się. Też czasem "modle się" o wieczór, a jak spać nie chcą o 22 to mam ochotę udusić. Bąbla wczoraj uśpilam przed 1, Pierworodny o 3 wstał i pytał kiedy Ojciec z pracy wróci… Można by tak wymieniać ich terroryzowanie mnie 😉 ale kocham te moje powtórki.

    • nooo… czasami to ma się ich ochotę $#^$%^%$@&@&@ 😀 ja to mam na to ochotę głównie kiedy Feli o 3 w nocy prosi o budyń albo jak ten krecik mały wędruje do lodówki po kiełbasę.. No ale co by to było, gdyby ich nie było? 😉

  • Anonimowy

    kurczaki,jakbym widziała i słyszała siebie…identyko. Mimo,że mam jednego małego bąka (6 lat niedługo skończy) ,a pozostała dwójka jest w wieku ponadgimnazjalnym,wśród których to jedno jest już pełnoletnie,to czasem w domu jest taki chaos i nieporządek,ze opisać się nie da…A wieczorami czasami to udusić mam chęć wszystkich z tych złości,a jak tylko siadamy do odrabiania lekcji (z najmłodszym 1klasistą) wtedy wszyscy mają najwięcej do powiedzenia,kręcą się po mieszkaniu i przeszkadzają sama obecnością.brrr Jednak wystarczy kilka fajnych słów i wszystka złość mija… jak wczoraj : "zakochany jestem,wiesz? jesteś fajna…" jedyne pocieszenie ,wśród ludzi w sklepie,nie wymyśla jakiś historyjek,jedynie w szkole mógłby być grzeczniejszy…ale i tak słodziak,co tu dużo gadać 🙂

    • heheeheh nooo ja to z jednej strony się cieszę, że moi są tacy "szaleni" i myślę, że może nawet by tak bardzo to ich łobuzowanie nie przeszkadzało gdyby nie fakt, że ja wiecznie mam dla nich za mało czasu, bo cos zrobić trzeba.
      Ale luzuję coraz częściej i… uwielbiam te chochliki w oczętach 😀

    • Anonimowy

      Ja to myślę,że jeszcze zatęsknimy za tymi szaleństwami…taka prawda 🙂 zanim najmłodszy się urodził,starsze miały odpowiednio 10 i 12 lat, to już nie było tego słodziakowania,przytulania itp…i nie powiem,bo czasem mi tego brakowało zanim zaszłam w ciążę…teraz nie wyobrażam sobie zycia bez nich (całej trójki) ,chociaż czasem cieżko; ale już myśle jak bedzie,jak podrośnie najmłodszy.Doczekać się nie mogę,bo czasem brakuje mi sił ,spokoju (niestety,kryzys wieku średniego chyba przechodzę),ale podejrzewam,że nieraz będzie mi tego brakować.Taka kolej rzeczy,nie przeskoczymy,przetrwać musimy;a i nie zatrzymamy…cieszmy się więc tym co mamy,nawet jeśli mamy się nieraz zezłościć…

    • IDEALNE podsumowanie 🙂

  • czasami jest słabo…wczoraj miałam kryzys, zdarzaja sie. i tez czesto czekam na wolnosc, gdy dzieciaki spia – na szczescie juz o 20 😉

    • moi – NA SZCZCZĘŚCIE – też tak podobnie., 20-21.. chyba, że jest ten weekend.. o raaany 😀

  • No to się chyba zmówiłyśmy, bo u mnie właśnie przed paroma minutami powstał post w bardzo podobnym tonie 😉 A Ty naprawdę masz Bąki w wieku przedszkolnym? Bo te ich niektóre dialogi to takie nad wyraz "dorosłe" się wydają 😉

    Pozdrawiam i na pewno będę zaglądać częściej. Jak to dobrze wiedzieć, że jednak nie jestem wyrodną matką, czasami mając wszystkiego dość 😉

    • Nooo… 3,5 i 5,5 roku:) Masakra, mówię Tobie.. toć to jedno i drugie gada od niepamietam kiedy – od zawsze chyba i gadulstwo raczej z moim mlekiem wyssali 😀 chłoną wciąż te nowe słowa i wiecznie mnie dialogami zaskakują..
      Czasem, nawet jak coś w poważnym tonie mówią, to rozbawić mnie potrafią ale…… to są ŚWIETNY obserwatorzy. Wiele razy mnie zaskakują 🙂

  • U mnie czasami to istny armagedon i to potrafi zdziałać moja rezolutna, roztrzepana, żywiołowa 4-latka, bo młodsza nie daje popalić grzeczny z niej niemowlak, i najchętniej w takich chwilach wysłałabym tą starsza na księżyc.

    • czekaj, czekaj.. niech urośnie 😀 będziesz przeżywała to samo 😛

    • Anonimowy

      poczekajcie do buntu nastolatka…teraz to jest nic ….

    • weeeź nie strasz 🙂

  • Mam to samo. Czytam i mysle czy ty czasem nie piszesz o mnie heh!
    Zaklne czasem pod nosem. Dzieci lapia to czego nie powinny i choc moj oporny do gadania "kucha" juz powtarza… tak modle sie o noc. O spokojna noc bez pobudek i stekania…
    O 18 czas zwalnia i wlecze sie do tej 20 niczym slimak.
    A gdy juz banda zasypia odlatuje tuz za nimi… czasem nie mam sily nawet sie ogarnac. Zasypiam na sofie w opakowaniu. Przebudzenie o 3 nad ranem i ewakuacja do lozka z mysla ze juz za chwil kilka musze wstac… nie wierze w tak cukierkowe macierzynstwo same ochy i achy bez zmeczenia frustracji i bezsilnosci…

    • noooo… u mnie też tak zwalnia 😀 ale już po powrocie z przedszkola 😀 heheh. Ja też zwykle z nimi przysypiam i gdybym tak miała liczyć na to, że jak ich ogarnę pójdę się jeszcze wykąpać to.. no way 😉 dlatego ja – mimo ryzyka – zamykam się w łazience jeszcze wieczorem.. a niech się wali i pali 😛 to mój czas, i już. tak czy siak wiecznie broja, czy jestem obok czy nie.. więc co za różnica 😀
      Ja też nie wierzę w cukierkowe macierzyństwo..

  • Skąś mi to znane. Czasem zdarza mi się fuknąć na Podopiecznego, zwłaszcza jak coś przeskrobie, albo – jak dziś – walił autkiem w mebel, kij z meblem, ale auto sobie rozwali. Mówię raz. Mówię drugi w końcu fukam i o dziwo, patrzą na mnie ślepia z minką "ale to nie ja" i dalej robi to samo… Tylko głośniej..
    Ale tak to już chyba z tymi dziećmi jest.
    Wczoraj odprowadzałam Starszą na balet. Gdy ona już poszła, jeszcze ogarniam rzeczy tak, by mama miała łatwiej jak ją będzie odbierać. I słyszę płacz. Dziewczynka chciała sukienkę na balet (a dopiero była miara brana), ryczy, jęczy itd ojciec do niej ze albo idzie bo sukienki będą na następne zajęcia, albo przebierają się i wychodzą. A ona natychmiast przestaje płakać i pyta "a jak tam pójdę to dostanę lizaka?" yy 🙂 i bądź tu człowieku mądrym. Dobrze ze widuję i przeżywam takie sytuacje, bo gdy przyjdzie mi się z nimi zmierzyć jako mama może kiedyś, będę wiedziała co robić 😉 i fukania nie będzie 😀

    http://www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    • heheheh ojjj Anula.. a ja myślę, że będzie… i macierzyństwo wiele razy Cię mimo wszystko zaskoczy 😉

  • u mnie nerwy sa średnio kilka razy dziennie – tak już ma matka polka 🙂

    • żle to o nas.. Matkach Polkach świadczy.. podobno 😀

  • Czy ja mogę jako tata Polak?!
    Rzecz w tym, że te wszystkie „awarie” i tak z reguły spadały na mnie. Zamiast po pracy raczyć się piwkiem, ulubioną gazetą i oglądaniem w telewizji ulubionego meczu – musiałem reperować (sic!) A do tego jeszcze uwagi żony, matki Polki, że jestem nieudacznik lub w najlepszym razie prośba, abym sobie krzywdy nie zrobił… o ona wrażliwa na widok krwi.
    Matka Polka to mit…

    • Si! Matka Polka to mit.
      Ale – Mój Drogi – ta Matka powinna dzielić z Tobą obowiązki, a Ty z nią, O!

  • Oj tak, coś wiem na ten temat. Ja mam trójkę smyków i czasami po prostu doprowadzają mnie do szału. Pewnie, że macierzyństwo niesie ze sobą wiele niezapomnianych chwil i przeżyć ale bywają i trudne momenty. Kiedy mam kryzys, to zostawiam męża z dziećmi i wychodzę z domu na kilka godzin. To zawsze pomaga. Chwila oddechu pomaga naładować baterie.
    Nie wierzę w idealne macierzyństwo , może po prostu niektóre kobiety mają w sobie więcej cierpliwości niż ja 🙂

    • heheh a w tym czasie Mąż się na tyle zmęczy, że on potrzebuje pewno kilku godzin oddechu:D chociaz oni to zawsze mniej słyszą.. mniej widza.. to i denerwują się mniej 😉

  • Chyba nie ma takiej osoby której czasem nie puściłyby nerwy. Jeśli ktoś tak mówi, to albo kłamie, albo wypiera to. Nikt nie jest idealny.

    • właśnie.. ja tam w cukierkowe życie nie wierzę 😀

  • U mnie to samo!
    Szkrab co prawda pojedyńczy, ale do perfekcji opanował sztukę kokieterii! Najbardziej przekichane ma mąż, bo trudno mu sie oprzeć spojrzeniom i prośbom córci, a mały Potworek osiąga wszystko co zamierzy! 🙂

    A z krępujących sytuacji to ostatnio, w autobusie pełnym ludzi, w tym wiekowych i bardzo zainteresowanych cudzym życiem dyskutowała za mną o tym jak wygląda poród i jak się robi dzieci :))

    Nerwy puszczają, często! Ale jedno przytulenie rozbraja i już nie pamiętem o co się tak złościłam! 🙂 dokładnie tak, jak napisałaś!

    • Kokieteria! Toć Feli tylko gały wytrzeszczy i już wszyscy są JEGO!

  • Oj,jakbym czytala o sobie i swoim synu.Mam jednego(teraz ma 10 lat)Pamietam te krepujace teksty w wieku 4-5lat,np.jestesmy w sklepie,a on przygladajac sie pewnej kobiecie pyta glosno:mamo,a dlaczego ta pani ma wasy?!Myslalam,ze sie zapadne pod ziemie.Nastepnym razem stojac w kolejce do kasy,patrzyna kasjerke i tekst:mamo,a czemu ta pani jest taka BRZYDKA?..
    Teraz wszedl juz w faze dojrzewania i czasami jest ciezko.Hormony buzuja.Ale wieczorem rozmawiamy i czesto slysze:wiesz,ze cie kocham najbardziej na swiecie?!Da buziaka,przytuli-dla takich chwil warto zyc
    Ciesz sie swoimi lobuzami,bo niedlugo beda nastolatkami,a te chwile z teraz juz nie wrocag
    pozdrawiam Marta

    • następna mnie okresem dojrzewania straszy kiedy ja sobie zawsze wmawiam,że gorzej być nie może 😀 ehhh..ja wiem, że kiedyś się z tego wszystkiego śmiać będę.. ale.. KIEDYŚ 🙂

  • manifest 🙂 rozumiem Cię choć nie jestem matką ale pracuje w przedszkolu, tez gryzę czasem ten czerstwy chleb 🙂

    • A ja myślałam, że Wy WSZYSCY pracujący w przedszkolu to jesteście "ze stali". Serio 😀

  • Bardzo fajny blog i sporo ciekawego już wyczytałam, a dopiero kilka postów za mną. Przepisy przy okazji podrzucę moim leniwym @@@ , co to by chciały, ale najlepiej by samo SIE zrobiło 🙂 Nie będę się wymądrzać na temat wychowania dzieci, bo moje jakieś grzeczniejsze były, może dlatego że to same dziewczynki, teraz już stare d *** i same mogłyby być matkami ( no może oprócz najmłodszej 20 latki :), ale mają w głębokim poważaniu, ja się chyba też nie garnę do bycia babcią 😉 Dziękuję za wizytę na moim blogu i dla pewności zapytam – Twój komentarz to nie zapis na moje Candy ? Bo jakoś nie doczytałam chęci przygarnięcia, a numerek chcę przypisać 🙂

    • Nieeee 😉 powalczyc dam innym 🙂 a ja to tylko tak"w goscine" wpadlam 😉

    • Dzięki za gościnę i zapraszam częściej, bywa ciekawiej … czasami 🙂

  • O mamo, eheheheh 😀
    Ja swoich dzieci mam 25. Moje są i koniec 😉 Takich domowych swoich dzieci nie mam. Ale będą. Kiedyś. Mam nadzieję 😉
    W każdym razie ta moja 25 potrafi mnie w ciągu 5 godzin tak wyprowadzić z równowagi i tak rozczulić jak żadne inne dzieci 😉
    Heh dobrze mówisz. Warto.

    • Jakbym tak miała tych "Swoich " 25 to bym przez okno wyskoczyła 😀 nie nadaję się do takiej pracy 😀 chociaż.. do obcych to chyba teżinne podejście się ma i może nawet więcej tej cierpliwości

  • Dobrze, że jie wierzysz bo nie ma idealnie! Ileż razy ja odliczam godziny aż córka pójdzie spać, ileż razy mam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie… 🙂 Ale potem przyjdą takie chwile jak ta, którą opisałaś na końcu i o wszystkim zapominamy 🙂 Bo one kochaja nas, a my ich, za wszystko, ponad wszystko i bez względu na wszystko 🙂

    • Si! Święta racja.

  • Dzieci czasem potrafią wyprowadzić z równowagi. Tak to już jest, że testują cierpliwość rodziców. My na szczęście mamy nianię, która nie da sobie wejść na głowę i zna różne sztuczki psychologiczne, żeby dziecko się słuchało, więc czasem korzystam z jej metod 🙂

    • nooooo ja teżkiedyś miałam nianię, dopóki Bąki do pkola nie chodziły… teraz to…. już – powiedzmy- daję sobie radę sama 😉

    • No tak, tylko Ty masz fajnie, bo nie pracujesz po 8h dziennie a przynajmniej nie musisz być w zakładzie pracy a u nas niania jest niezbędna przynajmniej na czas choroby dzieci a przy okazji pomoże trochę w ich wychowaniu 🙂

    • po 8 nie. czasem pracuję po 12 🙁 Nie chcę marudzić.. ale często myślę sobie, że wolałabym tak normalnie, w jakiejś korpo pracować… w każdym razie, dobrze jest jak jest, i że jest co robić 🙂
      A Twoje Maluchy to wgl mi się takie grzeczne i ułożone wydają, Wiesz?:)

    • Haha to tylko pozory. Potrafią pokazać różki w najmniej odpowiednim momencie. Jedno nadpobudliwe z napadami histerii, drugie ekstremalnie nieśmiałe, nie odzywa się do ludzi, ale wydrzeć się potrafi. Ostatnio sąsiadka mówiła, że słyszała ich krzyki i się zastanawiała czy ktoś im krzywdę robi. Co do pracy to są wady i zalety jednej i drugiej. Ja też nie narzekam, ale czasem np nie mogę wziąć wolnego, żeby uczestniczyć w wydarzeniach ważnych dla dzieci, czy chociażby jak są chore.

  • Kochana dzięki za wizytę u mnie i miły komentarz. Fajnie piszesz . Nie dyskutuję bo dziecko mam odchowane i szczerze nie miałam problemów., za to mój brat ma trójkę chłopaków żywe srebra . Czytając od razu pomyślałam o swoich bratankach. Samej ciężko iść przez życie a więc podziwiam i życzę wiele cierpliwości. Pozdrawiam ciepło !!!!!!!!

    • aaaaa gdybym miała jeszcze jednego to… wolę nie myśleć 😀
      Hmm.. no ciężko. dośc.. ale do wszystiego idzie się przyzwyczaić Moja Droga 🙂

  • Hihi dlatego jeszcze nie spisz się do dzieciaków, w sumie mam czas 🙂

    • 😀 moje już będę wyrośnięte, a Ty będziesz się z takimi scenariuszami borykała 😀 ale macierzyństwo – mimo wszystko – jest fajne .serio 🙂

  • No u mnie aż takich rewelacji nie ma, może dlatego, że styczność z ludźmi mniejsza, bo jednak co wieś to wieś 🙂 Ale i mnie cierpliwości świętej brak a kiedy liczba dzieci przekracza 1 to już tylko ta święta jest w stanie z równowagi nie wyprowadzić 🙂

    • ha! jak się cieszę, że wychodzi na to, że matka polka to mit 😀

  • He he skłamałabym pisząc że mnie to nie dotyczy, moje maluszki jeszcze małe ale przyda się herbatka z melisy w dużych ilościach 🙂

    • dla mnie to melisa już za słaba .;)

  • Mój dzień, mój dzień. tyle, że ja jednego Szkodnika w domu jeszcze mam, tylko jeden w placówce

    • tak mialam jeszcze rok temu.. oj jak ja teraz przedszkole doceniam 😀

  • Moje dziecię takie małe jeszcze, a też tak mam nie raz że, cały wszechświat się sprzysięga przeciwko mnie heh 🙂 wpisami to faktycznie się wstrzeliłyśmy. Może jakaś taka aura w kraju była?

    • heheh całkiem możliwe.. najgorzej, że nade mną wciąz "wisi" 😀

  • wyjątkowych masz tych swoich facetów. ja mam dwie kobietki, ale takimi tekstami nie walą 😉 u mnie nie ma spokojnie, wiecznie się coś dzieje. i nie zawsze jestem spokojna. dlatego dokładnie wiem co autor miał na myśli 😉

    • hehe no to witam w klubie 🙂 wiele osób mi mówi, że z dziewcyznkami to inaczej ale ja znam dwie tak samo rezolutne, więc jednak różnie to bywa 🙂

  • Dlatego ja nie biorę dzieci do sklepu 😉 Wiesz,te matki co chwalą się,że są oazą spokoju,i te co to zawsze idealnie wszystko robią to zwyczajne kłamczuchy 🙂

    • Ojjj Wierz mi, ze ja też do sklepu biorę ich baaardzo rzadko:) zwykle ogarniam zakupy, kiedy są w pkolu ale.. nie zawsze tak się da 😉

  • Ale fajnie napisane 🙂 Ja mam jedno dziecko, syna już 6 letniego więc jest chyba łatwiej bo nie szturchnie brata czy siostry, nie pokłóci się z nim. Jestem tak samo mało cierpliwa i wydaje mi się, że za szybko krzyczę. Ale chyba jest troszkę spokojniej 😉

    • ooo tak. dopóki miałam jednego to tez był luzik.. najlepiej, że wtedy mówiłam – ja piernicze.. jaki ten mój Miko Łobuz.. kiedy Feli skończył rok stwierdziłam : Boże.. jaka ja byłam głupia i ślepa 😀 ten to dopiero jest dziad 😀

  • Nie mam dzieci, więc się nie wypowiadam, ale bardzo podoba mi się sposób, w jaki został napisany tekst. Lekko i z humorem 🙂

  • Hah nie możesz narzekać na brak wrażeń podczas dnia 😀 Podziwiam Cię za cierpliwość 😛

  • Dzieciństwo to 2- 3 rozdziały z życia, które zazwyczaj liczy kilkadziesiąt rozdziałów 🙂 Długo się je „czyta”, chwilami pada się na pysk z niewyspania i rozdrażnienia… Ale, uwierz, następne rozdziały to już akcja na miarę „Szybkich i wściekłych”. Dzień za dniem mija lotem błyskawicy.I nagle odkrywasz, że siwe włosy, że trochę mniej energii, oglądasz w indeksie oceny, zdjęcia z imprezek i samodzielnych wayjazdów swoich dzieci…I wspominasz z rozżewnieniem, jak to było fajnie, jak były małe….