Bez kategorii

Pracuję, a i tak g*** z tego mam

Coś sobie wczoraj uświadomiłam…Coś bardzo ważnego, i chociaż wcześniej wydawało mi się, że to – JESZCZE – nie ma dla mnie znaczenia, to się myliłam. Chryste! Przecież ja mam już 30 lat. TRZY- DZIE-ŚCI! A przez ostatnich 7, pracuję na umowę śmieciową.. O dzieło, zlecenie ( albo, co gorsza – na czarno) Co z tego, że wpada trochę kasy – rachunki zapłacić trzeba, Bąki ubrać i nakarmić też. Co z tego, że codziennie “idę” do roboty na kilka godzin i tak naprawdę robię to, co inni, tylko w domu, ale za te same pieniądze. CO Z TEGO? Skoro ci INNI, mają prawo do płatnego urlopu, opieki lekarskiej, i faktem oczywistym może być dla nich rezygnacja z polisy na życie , skoro w przyszłości czeka ich godne życie, bo ZASŁUŻYLI SOBIE na emeryturę. Oni tak, ja nie.. Bo całe te 7 lat od kiedy spędzam pół doby (codziennie) na pisaniu tekstów, które wykręcają mi mózg to jedno wielkie GÓWNO. 

Nieee.. ja wcale nie narzekam na swoją pracę. Jeszcze przez jakiś czas – całkiem niedługo – nie mogę “wyjść z domu”. Muszę tkwić w tym wirtualnym świecie, dopóki i Feli nie będzie spędzał kilku godzin w przedszkolu.
A wtedy.. Wtedy na poważnie pomyślę o tym, by dołączyć do tych “lepszych”, których Państwo nie traktuje po macoszemu.

Tak naprawdę, gdyby nie to, że jeden z moich stałych zleceniodawców zaproponował mi umowę zlecenie, przy tej o dzieło – od innych agencji – nie mogłabym nawet skorzystać z wizyty u lekarza. I pomijając już fakt, że o płatnym urlopie mogę pomarzyć, o emeryturze w przyszłości również, to opieka lekarska – moim zdaniem – powinna należeć się KAŻDEMU, kto potrafi i chce ruszyć swoje cztery litery i pracuje, żeby utrzymać rodzinę!

Oczywista oczywistość, że z przyjemnością podpisałabym tradycyjną umowę – gdyby agencje nie szły na łatwiznę i nie oszczędzały na każdym pracowniku, który tłucze dla nich teksty za marne grosze. Ale jak się nie ma co się lubi… no właśnie!

Przerabiałam już też temat własnej działalności gospodarczej i kto wie, może gdyby nie konieczność opłacenia obrzydliwie wysokiego ZUSu po pierwszych dwóch latach działalności, dalej bym przy niej została. Przebranżowiłabym się rzecz jasna, i została etatowym freelancerem, który przynajmniej o te wizyty u lekarza nie  musiałby się martwić. Bo płatny urlop i tak by mi nie przysługiwał. Z resztą.. Matkas i tak nigdy nie ma urlopu, więc płatny, czy nie płatny – jeden pies. Ale ta emerytura..Tiaa… bo przecież ja mam już trzydzieści lat. TRZY-DZIE-ŚCI! I chyba najwyższy czas, zrobić coś ze swoim życiem.. Mam pewien niecny plan… Może uda się wprowadzić go w życie? 🙂

Udostępnij: