Bez kategorii

Ludzie bez marzeń, są jak motyle bez skrzydeł

Jako dziecko, lubiłam tworzyć bajki.. Wiecie, że opowiadałam dzieciakom ze szkoły, że mój Tatko to szalony wynalazca, i produkuje maszyny “plujące” popcornem? Wszyscy łykali te bajeczki a ja dopisywałam do nich nowe scenariusze i sama zaczynałam w nie wierzyć. Tak, wiem, życie to nie bajka. Ale takie trenowanie wyobraźni pokazało mi, czym tak naprawdę są marzenia. To one pozwalały mi się wtedy uśmiechać- nawet w chwilach, gdy czułam się samotna. Tak jest też teraz. 




Chyba nie byłam wymagającą marzycielką, skoro do szczęścia wystarczyła mi plastikowa różdżka i para skrzydełek w różowe kwiatki. Do moich zabaw dołączał młodszy brat, który łykał wszystkie moje historyjki i wkręcał się w nie bardziej, niż ja sama. Ale wierzyłam.. że kiedyś będę miała tron w tym pięknym zamku.. Że istnieją gdzieś strumyki z colą zamiast wody, i kraina gdzie z nieba lecą lizaki zamiast deszczu.
Byłam też pewna, że na końcu każdej tęczy jest jakiś skarb – podejmowałam z resztą próby jego odnalezienia. Na próżno. Ale i tak wierzyłam! A kiedy któreś dziecko usiłowało przemówić mi do rozsądku opowiadałam mu TAKĄ HISTORIĘ, że samo później leciało szukać tego skarbu – na koniec tęczy!

Różne doświadczenia mam za sobą. Radości zawsze przeplatają się z troskami.. Ale zawsze, gdy tylko tracę wiarę w marzenia, odkrywam je na nowo.. I znów mam siły, by walczyć.
Wiem już, że tęcza nie skrywa żadnej tajemnicy. Że niebo nigdy nie zapłacze lizakami a cola – najlepsza jest z Biedronki!

Zamieniłam dziecięce marzenia na te całkiem dorosłe. A mimo to, w głębi duszy jestem dalej małą dziewczynką, która wierzy w każde z nich – nawet w te, które wydają się niemożliwe do spełnienia.

A Wy? Żyjecie marzeniami? Ja żyję dla nich.. i dzięki nim!



Udostępnij: