Bez kategorii

Handel ludźmi, i hieny cmentarne

Śmierć Anny Przybylskiej poruszyła każdego z nas. Ta piękna, mądra i ciepła kobieta z niezwykłym talentem aktorskim i błyskiem w oku osierociła trójkę Dzieci, które kochała nad życie. Nie znałam Jej, Ty pewnie też Jej nie znałeś – prywatnie. Bo śledząc Jej losy w telewizyjnych serialach czułeś, że jest Tobie w pewien sposób bliska. Trudno było Jej nie kojarzyć – cechowała się charakterystyczną urodą i każdego z nas przyprawiała o uśmiech – jednym swoim, zadziornym spojrzeniem.
Nie ma Jej- odeszła.. Ktoś, tam na górze, miał dla Niej inne plany. Jej śmierć jednak wywołała we wszystkich Jej fanach ogromny smutek.. Smutek, i żal, które pewna hiena cmentarna, bez zawahania wykorzystała. Jak się dorobić na cudzym nieszczęściu? Nie ma w tym niczego trudnego!

Jeżeli śledzicie bloga Karoliny na pewno pamiętacie, że pisała Ona jakiś czas temu o kupowaniu lajków facebookowych na allegro. Można sobie w ten sposób “zapracować” na popularny fanpage, z dziesiątkami lub setkami fanów.. NIEAKTYWNYCH fanów.
Ale czy to ważne? Istotne jest to, że stwarzamy pozory – lubianych, popularnych..
I w zasadzie przegrzebując dziesiątki tego typu ofert na portalu allegro, rzadko zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób ta polubienia do nas “przyjdą”. Ważne, że są, prawda?

Pamiętasz taką akcję, kiedy to zapalaliśmy wirtualne znicze dla zmarłego Papieża? Albo powstawały inne, facebookowe profile, upamiętniające rzekomo zmarłą, POPULARNĄ osobę? Tak, popularną.. po co “upamiętniać” jakąś Asię ze Śląska, która też zmarła na raka i osierociła małe Dzieci, skoro miała wokół siebie jedynie garstkę znajomych. Żadna z tego wielka tragedia – przynajmniej nie na skalę krajową. Nikt tutaj nie ubolewał nad niesprawiedliwością losu, bo NIKT BY SIĘ NA TYM NIE DOROBIŁ!

Zaskoczony? Ja nie! Pierwsza, czerwona lampka włączyła mi się, kiedy wszyscy moi znajomi zaczęli udostępniać pewien profil, z którego jasno wynikało, że każdy kto polubi, i pozostawi swoje dane otrzyma kosz słodyczy. Polubienia wręcz rosły w oczach a fanpage zyskiwał na mocy. Tak – sama też przez chwilę pomyślałam, że może się “poddam”. Działać trzeba było szybko, bo przecież wygrywa kilka tysięcy pierwszych osób. Coś mnie jednak tknęło, i postanowiłam przeczytać komentarze pod innymi zdjęciami. Dało się odczuć wyraźne niezadowolenie złapanych już w sidła fanów, dopytujących o swoje wygrane, na które czekali już kilka tygodni. Ale polubiłam – żeby obserwować cóż dalej się stanie.

Z kilku tysięcy polubień, szybko zrobiło się kilkaset.. a co później stało się z profilem? Przypuszczam, że został zamieniony na któryś z typu ” domowe porady”, “kobiece inspiracje”, czego nawet nie byłam w stanie zauważyć – ale strony znajdują się na liście przeze mnie polubionych. Łatwy start, prawda?:) Tak się kręci biznesy. Później wystarczy tylko podpiąć do tego stronę o tej samej tematyce, i wrzucić reklamy google – już w pierwszych dniach jej działania, oglądalność na poziomie kilku tysięcy unikalnych użytkowników zapewniona.

Ten akurat przypadek, nie wywołał we mnie tak wielu negatywnych emocji. Właściciel fanpage zrobił biznes jedynie na naszej naiwności – tak, Twojej też.. bo jestem pewna, że przynajmniej raz w życiu dałeś się naciągnąć na tego typu działania. Jest jednak coś, co denerwuje mnie BARDZO.
A tego, kto robi interes na czyimś nieszczęściu, mogę jedynie nazwać cmentarną hieną!
Nie można zaczekać aż emocje opadną.. trzeba działać natychmiast. Dopóki ludzie chętnie okazują swoje rozżalenie, i “zapalą te wirtualne znicze”, które symbolizują kolejne polubienia na farmie fanów, która powstała – rzekomo – dla upamiętnienia Anny Przybylskiej.
Nie, nie udostępnię tutaj tego profilu – z jednej , prostej przyczyny. NIE POMOGĘ tej cmentarnej hienie, dorobić się na niczyjej śmierci. Mogę Wam jednak powiedzieć, że znalazłam link do niego już po dwóch godzinach od momentu, w którym media ogłosiły, że odeszła. Było tam wtedy kilkaset polubień.. Dziś, nie minęły dwie doby, a fanpage zrzeszył już prawie sto tysięcy fanów, którzy nieświadomi tego, że są tylko kartą przetargową, chcą zapalić wirtualny znicz.

Co właściciel tego profilu zrobi z nim za kilka dni? Zapewne sprzeda na allegro.. Może za 2 tysiące – tak jak fanpage Kasi Markiewicz, a może znacznie drożej, bo Ania, była gwiazdą większego formatu..

Pieniądze są ważne.. tyle przez nie zmartwień.. Kiedy brakuje na chleb, zimowe buty czy nawet lekarstwa. Ale – na litość Boską – są pewne granice, których nie powinniśmy przekraczać nawet mając wizję szybkiego wzbogacenia się. NIE NA CUDZYM NIESZCZĘŚCIU!

Ale ja wiem, głęboko w to wierzę, że ZAWSZE wraca do nas to, co dajemy innym – ze zdwojoną siłą. Nowej, cmentarnej hienie, pozostaje więc tylko czekać.. a Tobie – jeżeli wierzysz – radzę dorzucić nową intencję do wieczornej modlitwy. Lepiej odmówić za Ankę kolejną “zdrowaśkę”, niż zapalać wirtualne znicze, które później zostaną sprzedane – razem z Twoją tożsamością!

Udostępnij:
  • Kurcze. Nie miałam świadomości takich działań w sieci. Przykre.

  • Też widziałam. Zwykły biznes i tylko dziwię się, że ludzie na to się nabierają.

  • To podłe i tyle, ale co możemy zrobić. Na jedną osobę taką jak my, świadomą tego, po co powstają takie profile, przypada 5 albo i 10 osób, które profil polubią. A FB zamiast blokować takie profile, czepia się na przykład zdjęć karmiących matek.

  • Nieudostepniam i czesto nie lubię takich reklam…mam oczywiście swoje ulubione, które obserwuje ale takim "sensacjom" mówię nie

  • Życiowe. Smutne, lecz prawdziwe. Sumienie ludzkie to widać pojęcie względne, a w pogoni pieniądzem i popularnością niektórzy nie przebierają w środkach. pozdrawiam serdecznie
    http://niekoniecznie-perfekcyjnej-dolcevita.blogspot.com/

  • Koszmar… :/ Niestety są ludzie którzy czekają tylko na nieszczęście innych żeby móc na tym żerować… Smutne ale prawdziwe. Bardzo dobry wpis naprawdę !

  • Karma czuwa…
    Widzę jedno rozwiązanie – przejrzę za chwile wszystko polubienia jakie dałam i jeżeli coś mi się nie będzie zgadzało, to like cofnę…

  • 🙁