Bez kategorii

I co Cię to obchodzi?

Matulu! Jedna, druga, trzecia.. Cholibka! Co z Tobą? Prawie rok temu stałam się częścią parentingowej blogosfery. Zadomowiłam się w niej na dobre, i nie zamierzam się „wyprowadzać”. Jestem jej częścią. Nie wszyscy mnie lubią – i ja nie wszystkich lubię. Czasami oceniam – może bezpodstawnie. Bo ktoś, coś podpowie, szepnie na ucho, nakręci.. uwierzę! Zwykle później się otrząsnę i sama się wstydzę przed sobą – po co mi to było? Ale NIEZMIENNIE uważam, że nie ma piękniejszej części blogosfery. Że my – Babki z życiowym bagażem, doświadczeniem, odpowiedzialnością za inne życie jesteśmy w stanie zwojować ten świat. Ulepszyć, „naprawić”, pokazać, że życie nie musi być nudne, bezcelowe! MY- NIKT INNY. O ile żadna z nas nie będzie drugiej wilkiem!

Sporo blogów odwiedzałam. Na początku, kiedy ten świat był dla mnie jeszcze zupełnie obcy, niedoceniony. Trafiłam na Marlenę. Czytałam, oglądałam, napisałam nawet maila.. odpisała..
I chociaż ja wtedy słyszałam o Niej po raz pierwszy, była już popularną blogerką – nie wywyższała się. NIGDY.
Aga.. Złego słowa powiedzieć nie pozwolę.. To one dwie.. One, i Żanetka tak naprawdę wprowadziły mnie dzięki swoim blogom w ten świat.
Dalej je odwiedzam.. dalej jest u nich tak samo..
Aferki? są wszędzie! Pamiętacie mojego pierwszego hejta? To było na długo przed aferą rajstopkową.
Lakiery, karmienie piersią, spanie z rodzicami… Matulu! Za głowę się łapię wpadając na kolejną!

A pewno, że nie fajnie jest czytać o kolorze kupki niemowlaka. O tym, że dziś milion razy ulał też raczej niemiło. Że zafajdał podłogę, z pampka poleciało…

Wy też zadomowiłyście się w parentingu. Każda z Was. Piszecie o tych swoich Bąkach , wplatając w nudną codzienność bardziej niezwykłe historie. Zachwycacie się każdym uśmiechem, pierwszym kroczkiem, nowym słowem. Wyśpiewać chcecie całemu światu, że Młoda dziś wpałaszowała pierwszą marchewkę, a Młody wreszcie nauczył się pić z niekapka.

Lubię te historie, choć nie pamiętam już jak to było z pierwszymi kroczkami i tego, że każdy posiłek trzeba było dokładnie pognieść widelcem. Cofam się wtedy w czasie, wspominam, patrzę na umorusaną buźkę Bąka którejś z Was i uśmiecham się sama do siebie. Cieszę się Waszym szczęściem. Codziennie ładuję w ten sposób akumulatorki. Wierząc w Waszą prawdziwość.

Może to moja wada.. ufać tak bezgranicznie, wierzyć w każde słowo. Ale przecież w każdym człowieku tkwi choć pierwiastek dobra.

Dlaczego to robicie? Dlaczego piszecie? Czy po to, by poznawać te cudne Matule? spotykać je? rozmawiać z nimi, chłonąć każde słowo jak gąbka? Tęsknić do nich i czekać na kolejny wpis tuląc do serducha wspomnienie o poprzednim? To moja strona medalu.

Jest jednak i ta druga. Pieniądze.. a później i zazdrość, rzucanie kłód pod nogi! Bo jej się udało – a mnie jeszcze nie. Bo jest najsilniejsza ze stada. Statystyki, pseudofani, współprace.. KASA!!!

Przykro mi.. bo w pewnym sensie – jako cząstka tej blogosfery – czuję się za nią odpowiedzialna.
Tak łatwo jest oceniać.. wrzucać wszystkich do jednego worka.. i znów te koła wzajemnej adoracji, wszystkie za i przeciw..

I właściwie to coraz częściej zadaję sobie pytanie quo vadis, blogosfero?
Mam nadzieję, że każdej z nas uda się opamiętać na czas..
Czy Wy Wiecie, o ile piękniejsze byłoby życie, gdybyście nauczyły się cieszyć szczęściem innych? Dziękujcie częściej, przepraszajcie i proście.

Moje życiowe motto mówi, że KAŻDE ofiarowane przez nas dobro, wróci do nas kiedyś ze zdwojoną mocą. Odrobina egoizmu – każdemu się należy.
Jeżeli zza którychś drzwi śmierdzi, po prostu je zamykam. Zróbcie to samo, a przy okazji otwórzcie okna.

I cieszcie się szczęściem innych – do Was też kiedyś zapuka!

Udostępnij:
  • Czytam sobie Twojego posta i doszłam do wniosku, że jestem blogową nudziarą. Nie piszę o aferach, tak samo zresztą jak o kupkach, nie zazdroszczę popularnym blogerkom, bo nie mierzę blogów ilością liczby wyświetleń. Dla mnie najważniejsze jest lekkie pióro autorek, a takich na szczęście jest bardzo dużo i niekoniecznie są to blogi z tzw. "wyższej półki". Jeśli ktoś zarobił na pisaniu kasę, to widocznie jest dobry w tym, co robi i nie mam zamiaru nikogo z tego powodu hejtować. Każdy publikuje na swoim blogu to, co żywnie mu się podoba, a jeśli mi to nie odpowiada, po prostu wychodzę i nie czytam. Ja nie pokazuję zdjęć córki z wielu przyczyn, ale nie krytykuję mam, które to robią, bo to ich sprawa. Również nie przepadam za wszystkimi, lecz mam ten komfort (tak jak każdy z nas), że sama decyduję o tym, kogo odwiedzam. I tyle:). Pozdrawiam!

    • Taka z Ciebie aferzystka jak i ze mnie… Ale ja lubię nasz klub blogowych nudziar kochana :*

  • Ja dopiero zaczęłam, ale nie w głowach mi afery 🙂

  • Przede wszystkim to bardzo, bardzo mi miło. Dziękuję za Twoje słowa :*

    To o czym piszesz to bardzo trafna obserwacja naszej parentingowej blogosfery. Poznałam obie strony medalu, niestety ostatnimi czasy ta druga dość boleśnie we mnie godzi. Zazdrości wylewanej poprzez jad w komentarzach, tylko dlatego, że jako blogerka śmiem współpracować, zarabiać, testować coś nie jestem w stanie zrozumieć. I doprawdy nie wiem czy autorkami tych wypowiedzi są inne blogerki czy ktoś, kto własnego dziennika nie prowadzi. Jest tak jak piszesz- wszystko jest ok dopóki pozostajesz na etapie kupek, papek itp. Jak Ci się uda choć troszkę się wybić, a już nie daj Boziu za często i jeszcze przy tym wiedziesz żywot szczęśliwego człowieka to masz przechlapane. Dopiero pisząc bloga zauważyłam ilu na świecie jest zazdrośników 🙁

  • Ja nadal raczkująca w temacie jestem, ale przyznam szczerze, że nie dla mnie afery, kłótnie czy awantury. Szkoda życia na to – lepiej się z dzieckiem pobawić 🙂
    Ewentualnie coś wydziergac fajnego dla kogoś:)
    A i pamiętać też trzeba, że dzieci nas obserwują i naśladują i jaki wzor im dają klocace się matki???

  • Pozamykajmy śmierdzące pokoje! Jestem za 😀

  • Przede wszystkim powinnyśmy nauczyć się cieszyć własnym szczęściem… nauczyć się je dostrzegać, radować się z małych sukcesów, nie porównywać ich do sukcesów innych… Parentingowa strefa tym bardziej powinna skupić się na magii każdego dnia, którą przynosi im własne dziecko, nie zazdroszcząc i nie czując zawiści… Myślę, że to jest dla naszego blogowego światka rozwiązanie. Ale chyba zbyt trudne do wykonania, bo przecież żal dupkę ściska…

  • Jeżeli zza którychś drzwi śmierdzi, po prostu je zamykam. Zróbcie to samo, a przy okazji otwórzcie okna. Przygarniam bardzo mi się podoba takie prawdziwe 🙂

  • Piszę prawie 1,5 roku ten swój blog i nie przeżyłam u siebie żadnej aferki 😉
    Ciebie czytam od początku i lubię bardzo bo jest tu tak cudownie normalnie 🙂 , nie komentuję , ale jestem codziennie.
    Pozdrawiam, Ilona.

  • Niestety wiele osób nie potrafi właśnie cieszyć się szczęściem innym … szczególnie gdy sam dopiero zaczyna, albo gdy się stara a mu nie wychodzi. Jednak zazdrość potrafi robić psikusy i na pewno aferami i kłotniami do niczego się nie dojdzie. Twoje dwa ostatnie zdania bardzo przypadły mi do gustu. 🙂 "Jeżeli zza którychś drzwi śmierdzi, po prostu je zamykam. Zróbcie to samo, a przy okazji otwórzcie okna. I cieszcie się szczęściem innych – do Was też kiedyś zapuka!" – jestem właśnie za tym, żeby się do nich stosować. Można powiedzieć, że ja dopiero zaczynam, nie piszę długo, ale mam zamiar to robić i to bez względu na jakieś ewentualne zazdrośniczki i zazdrośników. Sama nie zazdroszczę, ewentualnie gdy widzę, że komuś się udało wybić, to wiem, że właśnie od tej osoby mogę się czegoś dowiedzieć i nauczyć. 🙂

  • U mnie też raczej afer nie znajdziecie 🙂

  • Trafnie. Wszystkie razem Mamy możemy stworzyć coś wyjątkowego, jedynego 🙂