Bez kategorii

No i o co tyle zachodu?

Nie lubię tego dnia.. Od zawsze chyba. Pewno dlatego, że nie należę do osób kolekcjonujących buziaki i przytulańce ( nie zawsze mam na to ochotę, nie z każdym) W ogóle nie łatwy ze mnie osobnik. Cicha woda – jak mówią niektórzy.. i mają rację! Raz coś mnie pchnie naprzód i karze działać nawet idąc po trupach do celu, a innym razem mówi, że mam się wycofać. I słucham się tego wewnętrznego “ja” jakby było moim kompasem. Wyznacza mi granice.. Ale czasami niewiele ma wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

Niee no.. nie mam takiego zdjęcia  z  przewijakiem w tle ( z resztą.. czy wtedy istniało coś a’la przewijak?;)) Wprawdzie w zbiorach Rodziców można by znaleźć jakieś fotencje sprzed prawie 29 lat, ale tuż po narodzinach zdjęć nie było. Żałuję trochę, że tak ich mało.. nie ma jak porównać nawet (nie)podobieństwa Chłopców. A z drugiej strony, chyba od pierwszych dni nie byłam zbyt fotogeniczna i raczej uciekałam przed aparatem:)
Niewiele mam zdjęć ze swoimi Bąkami.. W zasadzie na palcach jednej ręki można je zliczyć. Ewentualnie jakieś ” z zaskoczenia”. Nie pozowane. NIE CIERPIĘ zdjęć! 🙂
Tak więc macie okazję zobaczyć małą Monikę – taką mniej więcej roczną, w towarzystwie moich Bąków- w tym samym wieku.
To było więc 28 lat temu:) dziś dodajemy jeszcze rok.. Magiczna godzina minęła 10 minut temu. Z tego co wiem, to przyszłam na świat w niedzielę (leniuchy podobno rodzą się dnia siódmego;))
Rocznik 85.. Czasy były takie, że Mamcia kombinowała jak mogła, żeby się w tetrę zaopatrzyć i jakieś ubranka zdobyczne wynaleźć. Rodzinka za granicą sporo pomogła, bo u nas wszystko było na kartki. Ale się udało. Nawet kanciasty wózek zorganizowała, w który, Tatko milion razy paski wymieniał. Taaa.. ryksa ze mnie była nieziemska. Darłam paszczola całymi nocami i Matula trzepała tym wózkiem, że hej, żebym tylko choć na chwilę się przymknęła.
Wózek nie był do tego stworzony.. Ale gdybym tak “nie obijała się od ściany do ściany” ryk byłby jeszcze głośniejszy – taki ze mnie Dzieć niedobry był.

Nie celebruję urodzin – chociaż w tym roku tyyyle osób o mnie pamiętało, że aż łezka się w oku zakręciła;) I tak wspominkowo się zrobiło..
Jak ten czas leci.. Dopiero co plotłam z Babunią wianki z mleczy na łące, a Dziadziuś raczył mnie co dzień majowym bzem. Siadałam Mu na kolanach, grzebałam łapskami w talerzu wylewając połowę zupy na Jego spodnie. Z Tatkiem chodziliśmy na długie spacery tą polną ścieżką między Jego polami. A z Mamcią pieklyśmy najpyszniejsze na świecie ciasteczka. Mała Monisia.. z dwiema kiteczkami, najszczęśliwsza na świecie.

Dzisiaj zerkam na moje dwa Małe Bąki i czuję jeszcze większe szczęście.. Ale też niepokój. Kocham najmocniej jak się da.. Chwytam każdą chwilę. Szukam rozwiązań.. Ale nie wiem co przyniesie jutro.

Czas zbyt szybko płynie.. i wiem, że “za chwilę” usiądę przed komputerem i napiszę Wam, że to już 30 wiosen. Już “za momencik”..
Dlatego właśnie niczego nie planuję. Po prostu żyję tak, jakby każdy kolejny dzień miał być moim ostatnim. I Wam też radzę tak żyć.

A tymczasem, częstuję wiśnióweczką własnej roboty, bo życzeń było mnóstwo, ale nikt nie wypił dziś ze mną za moje zdrowie:) 😉

Udostępnij: