Bez kategorii

Życie zaczyna się po trzydziestce?

Co za pitolenie! Jak może zaczynać się coś, co zgłębiamy od trzydziestu lat? i zmarszczki się pierwsze pojawiają.. i określić się trzeba wreszcie.. Bo ileż można dryfować na bezkresnym morzu jako wolny strzelec, bez dobrej pracy, rodziny, perspektyw jakichkolwiek. Trzydziestka, to taki kop w dupala. I chociaż życie po trzydziestce NA PEWNO się nie zaczyna, to nikt też nie powiedział, że właśnie wtedy ma się skończyć..

No… niewiele mi zostało tej “młodości”;) wprawdzie w maju po raz ostatni skończę dwadzieścia kilka lat, bo od przyszłego roku w metryce pojawi się WIELKA trójka z zerem u boku, ale.. jakoś tak wzięło mnie na przemyślenia..

Pamiętam jak dziś.. szkoła podstawowa.. Nauczyciel.. Nowy.. I chociaż widać było gołym okiem, że to młodzik w porównaniu z resztą kadry nauczycielskiej, to jednak dla dziewięciolatki był po prostu.. STARY:D Miał przecież 30 lat.. 30!

Kiedy rozgościłam się na dobre w szkole średniej i nazwać się mogłam stuprocentową nastolatką, przeciętny trzydziestolatek dziwnym trafem..odmłodniał? No tak, pewnie.. bo teraz STARYM było się dopiero kończąc czterdziestkę;)

NO ale lata mijały.. świętowałam wiele kolejnych urodzin a ten, który skończył 40 lat nadal BYŁ DLA MNIE… No właśnie… Wprawdzie znaczenie słowa “starość”  trochę się dla mnie zmieniło.. bo nie oznaczało już takiego “rozsypującego się próchna” ale… siwe włosy, zmarszczki, jakiś mięsień piwny.. Łooo Matko.. to mnie przeraża! Cały czas! No to ile mi zostało? 11 lat…

Więc.. czy oby na pewno, życie zaczyna się po trzydziestce?
Cóż.. cycki zawsze można poprawić, no nie? Zmarszczki..jakiś lifting.. droższe kremy.. może pomoże? Włosy.. eeee to akurat najmniejszy problem. Bo tyle na rynku “wzmacniaczy”, i farb tysiące ( czy Wy wiecie, że ja NIGDY nie farbowałam włosów? No ale coraz więcej wśród nich siwych pasemek więc… trzydziestko.. WELCOME TO).
Zęby.. hmm… na szczęście na razie nie muszę rezygnować z “oryginałów” ale przecież za odpowiednią kasę, każdy stomatolog wykona nam “duplikat”;) Tyko głowa już jakaś słabsza… jedno pifffko trzeba dzielić na trzy razy. I pamięć zawodzi – Hm…. czekolada… no pyszna, pyszna,. ale czy ja przypadkiem nie jestem od jakiegoś czasu na diecie?

Jak doszukać się w tym wszystkim plusów przemijającego czasu? Eee…. a po co o tym w ogóle myśleć?;) Dalej czuję się młoda, spełniona, rozwijam się zawodowo i … MAM KOGO KOCHAĆ:) Nie robi mi różnicy kolejna świeczka na torcie i jakaś niewielka zmarszczka pod okiem.. Zacznę się martwić, w okolicach czterdziestki… A nawet jak zacznę “próchnieć”.. to poszukam sobie jakiegoś dobrego środka konserwującego – takiego Wiecie.. w ramach barteru.. Bo chociaż życie nie zaczyna się po trzydziestce to NIKT NIE POWIEDZIAŁ, że właśnie wtedy ma się skończyć;)

Udostępnij: