Bez kategorii

No i jest nasz Rudolf- ROZWIĄZANIE KONKURSU

Szukał Mikołaj.. Dniem i nocą… nie jadł, nie pił.. brzuch mu spadł a broda po kolana urosła..
Zmartwiony nie wiedział już co począć, aż dostał ode mnie pierwsze Wasze odpowiedzi..
Zdziwiony był, że w tylu miejscach Rudi zostawił po sobie jakiś trop..

Sprawdzał wszystkie po kolei, aż dotarł do JUSTYNY OSTAPIUK , która to podpowiedziała Mu, że “Rudolf pobiegł ratować Panią Renifer, którą porwał zły bałwan i umieścił
w krainie mrozu, bo przeciez miłość najważniejsza gdy to już zrobił
siedzi pewnie i randkuje teraz zadowolony aż mu się nos świeci :
) 🙂 :)”

Noo..  był tam Reni, był… Zastał Mikołaj rozpromienioną Reniferową bo się okazało, że dobę z Nim spędziła..Zmarznięta Reniferowa , co to w krainie mrozu siedem dni siedziała, potrzebowała się wygrzać – Reni ruszył z pomocą. Przykleił się do Niej, jak rzep do psiego ogona i grzaaał… grzaaał tak mocno, że sam prawie zamarzł a jego nochal..  przestał się czerwienić(!) i cóż miał począć biedny Renifer – do lekarza trza było jechać..

Pani Justynie  – za pomoc wielką, Miko podarował Fisherowy pilot, i pognał do przychodni, szukać przyjaciela..

 Poszedł.. a tam.. pusto… w poczekalni siedzi tylko Luiza Migdał  i czeka wciąż na swoją kolej.. NA szczęście była tam, kiedy Reni “się leczył” Powiedziała, co wiedziała:

A tymczasem w poczekalni u dr Stasia Grubesadełko…
apisk ekhm, eche i inne odłosy chorób rozlegają się wokoło dudniąc po całej poczekalni pacjentów
– Następny proszę! – głośno krzyknęła pielęgniarka Monika trzaskając okropnie drzwiami

No… jeszcze tylko ze 2h.. z 35 osób i będzie wreszcie moja kolej –
westchnął pod nosem Jegomość znajdujący się w połowie kolejki.
A
wszyscy przyglądali się właśnie jemu bo wzbudzał dziwne mieszane uczucia
jak gdyby skąś go znali. Na głowie miał czapkę, na sobie zwykły
płaszcz z marketu, a na stopach fioletowe trampki (I PEWNIE TO PRZEZ TE
TRAMPKI!) W rękach trzymał na wpół rozłożoną gazetę spod której
wystawało obszerne poroże… (TAK POROŻE!)
Kolejka przesuwała się powoli, a w międzyczasie wszyscy zarażali się różnymi odmianami chorób

Nareszcie moja kolej! – krzyknął tajemniczy Jegomość siedzący już pod
samymi drzwiami – czerwieniąc się przy tym okropnie wszędzie, a
zwłaszcza na nosie!
Drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem. Zza nich wychyliła się pielęgniarka Monika Suchanóżka

Teraz przerwa na obiad i na spotkanie z przedstawicielem medycznym! –
wrzasnęła. Co oczywiście wywołało salwy niezadowolenia u czekających
pacjentów i obok odgłosów kichania i kasłania słychać było teraz wyraźne
jęki i bliżej nie opisane słownictwo wulgarne.
– Takie rzeczy to
chyba tylko w Polsce – pomyślał tajemniczy Jegomość – ale cóż zrobić
kiedy specjaliści zaradzą na wszystko, warto chyba czekać i przelecieć
po poradę pół świata – dodał już bez entuzjazmu tajemniczy Jegomość.
Po 3h oczekiwania drzwi gabinetu wreszcie ponownie zostały otwarte.
– Proszę! – wrzasnęła pielęgniarka Monika.
– Co dolega? Tylko szybciuteńko bo receptę dla pana mam już wypisaną! – wyrecytował z dumą doktor Grubesadełko

a to pomoże na mój nos? I będzie świecił tak jak dawniej? – odrzekł
zaszokowany Jegomość rozbierając się w tym czasie do rosołu..
– CO?! –
krzyknał doktorek. NIEDOCZEKANIE! Moniczko proszę natychmiast
wyprowadzić stąd tego zwierza i wezwać weterynarza, to przecież SKANDAL!
– wykrzyczał przeraźliwie doktorek
– zaraz zaraz.. skandal to raczej
czas oczekiwania..! a mój nos świecić musi! Taki z pana wspaniały
specjalista.. – zaczął kadzić Jegomość.
– dobra.. niech będzie –
stwierdził wyraźnie podbudowany doktor Staszek. Dane osobowe,
zamieszkanie, ubezpieczenie tylko szybko! – stwierdził po chwili
namysłu.
– imię: Rudolf, zamieszkanie: Laponia, ubezpieczenie: yy nie
mam.. dolegliwości: mój świecący nos przestał świecić – odrzekł
przerażony Renifer
– Moniczko! Podaj tu szybciuteńko ten chiński
sprzęt świecący.. tą latarkę od przedstawiciela tylko do tego się
przecież nada – szybko zareagował doktorek.
– LATARKĘ?? – krzyknął
Rudolf.. toż to przecież tylko do Laponii wystarczy a jak ja rozwiozę
prezenty? Mikołaj się wścieknie! – odrzekł z nieskrytym przerażeniem.

do Laponii dolecisz! A potem to niech się Elfy martwią! Wasze sprzęty
są lepsze od chińskich podróbek to na pewno coś Ci wybiorą – wskazał – a
za poradę stówka się należy bo ubezpieczenia nie ma! – krzyknął
doktorek
– stówa?? – wyszeptał zadziwiony Rudolf… -mam tylko bon
zniżkowy do marketu na red bulle i mogę zaoferować darmowy przelot
reniferem nad Polską.. – dodał zrezygnowany renifer.
– obleci! – dodał doktorek.

a z ciekawości to po czym nos przestał działać? – zapytał z nieukrywaną
ciekawością doktorek Grubesadełko który nazwisko to nosił nie od parady
– y..no. tego.. na dansach… cichutko powiedział zakłopotany Rudolf..

na dansach? Przed robotą? I pewnie po %?! Wykrzyczał doktorek. – To ty
szybko wracaj na chatę Mikołaja bo jak się Mikołajowa dowie to tak Ci
uszy natrze że nos od razu zaświeci! – dodał oburzony doktorek.
– To na razie – westchnął Rudolf i odleciał przez okno do Laponii..
A
myślałem że tym razem uniknę Mikołajowej..a tu znów to samo..widocznie
najlepsze są tradycyjne metody leczenia… pomyślał szczęśliwie
odnaleziony Rudolf.

Ale jednak  – dziwnym trafem- Rudi drogę zgubił. Zostawił więc Miko Luizie – w ramach wdzięczności klocuchy dla młodszych Bąków





a sam poleciał szukać dalej.. Latał od domu do domu..boście pisali, że i u Was Reni ślad po sobie zostawił.. 
Aż dotarł do Alicji Śnieżek, która pokierowała go do okolicznego Kowala :

 Moim zdaniem Rudolf hmmm – oto poważna zagadka,
Interesuje to każdego malucha- niekiedy gagatka.
Bo przecież Święty Mikołaj już tuż tuż,
Kot uciągnie Jego pełen prezentów wóz?
Na szczęście tej zagadki pomyślne rozwiązanie,
I każde dziecko prezent dostanie.
Rudolf po prostu chce być na 100% sprawny w ten dzień,
Chce szybko pędzić z wozem pełnym prezentów hen i hen.
Dlatego umówił się z kowalem na wizyte,
Gdyż to zwierzę parzystokopytne.
Kowal obserwuje i jak trzeba podleczy dokładnie kopyta,
Może trochę potrwać ta wizyta.
Gdyż dokładnie kopyta podkuje,
Zadba o nie – wypielęgnuje.
Doda jeszcze większą na nich warstwę puchu,
I na koniec poklepie Rudolfa po brzuchu.
Pożyczył Mu na drogę : Miłej podróży,
Podróż będzie bezpieczna niczego złego nie wróży.

 Cóż no faktycznie, ostatnio Miko sam wspominał, że z tymi kopytami coś zrobić trzeba… “wyrobiły się trochę”.. Zostawił więc  Alicji w podziękowaniu klocuchy dla starszych Bąków

i pognał czym prędzej do kowala..
Ale i tam Renifera nie odnalazł. Usiadł Mikołaj zasmucony.. cóż począć.. w tym roku Świąt nie będzie:(
– chwila! – wrzasnął Kowal.. coś mi wspominała jedna z moich klientek.. hmm…. Justyna Jagiełło..TAK, to ona… mówiła, że widziała Rudiego W BIEDRONCE.. a było tak:

Wraz z Izunią i Jasiem spotkaliśmy Rudolfa w Biedronce bo zwabił go tam
aromat kawy Tchibo Family, która akurat była w promocji. Rudolf żwawo
śmigał pomiędzy półkami aby jeszcze zerknąć jakie ciekawe zabawki są w
ofercie, i jakie mógłby zaproponować jeszcze Miko. Chcieliśmy go
zaprosić do nas – ale stwierdził, że pora wracać bo mu nawigacja zaczyna
szwankować bo baterie padają i trzeba by je podładować. Moje skarby na
tę wiadomość zaczęły lamentować ale Rudolf pocieszył je, że niebawem
odwiedzi ich wraz z Mikołajem i zapuka porożem 3 razy w okienko. Póki co
obiecał maluchom, że będzie towarzyszył im co dzień aż do świąt i
stuknął kopytkiem i w naszym wózku pojawiła się paka pieluch Dada z
uśmiechniętym wizerunkiem Rudolfa. W momencie jak dzieci oglądały pudło
Rudolf zniknął. PODEJRZEWAM, ŻE TAK JAK OBIECAŁ WRACA WŁAŚNIE DO
MIKOŁAJA ABY POMÓC MU DALEJ W PRZEDŚWIĄTECZNYCH GORĄCZKOWYCH
PRZYGOTOWANIACH. I TAK POZOSTAJE NAM CZEKAĆ NA ŚLADY JEGO KOPYT NA
ŚNIEGU

Zarzucił Mikołaj Justynkę książeczkami:

bo wiedział, że Reni uwielbia Tchibo Familly.. ale ponad wszystko kochał promocje – nie wspominając już o Biedronce. ZAWSZE, kiedy przylatywali z prezentami dla polskich Dzieciaków robili tam zakupy – na zapas.. kupowali dziesiątki opakowań chusteczek do kurzu – Reni wycierał nimi kopytka, i bułki czosnkowe- mrozili na cały rok, i tabletki do kibelka- dla Mikołajowej, i bleblonkowe czekolady – bo tanie i dobre .. ii… duuużoo więcej.. a teraz te promocje? Skoro już Rudi był tak blisko, na pewno nie ominął Biedronki.

Wchodzi Mikołaj… szuka Renifera… tu nie ma , tam też.. przy stoisku ze słodyczami .. idzie do dziecięcego.. pieluchy… oo.. to o tych chyba mówiła Justyna.. No RENI.. Wypisz wymaluj.. cholibka to gdzie on jest?
Bierze pakę i leci do kierownika…
– o..Panie Mikołaju.. a myśmy właśnie mieli do Pana dzwonić.. Bo .. no… ekhm… mieliśmy z Renim umowę o dzieło podpisać.. ale on niepełnoletni..
– jaką umowę? pyta Święty Pan
– a to Ty nic nie Wiesz? No przyszedł do nas Reni.. bo czytał na blogach o współpracy barterowej.. Mówi – Miko ma duuuużo “stałych klientów”.. gdybym tak im napomknąć o Biedronkowych produktach, pewno ktoś się skusi. Z miejsca Mu zaproponowałem konkretną współpracę. On pozuje do zdjęć, ja kupuję nowe sanki…
– Nowe sanki? a na jakie licho mi nowe sanki?

Kierownik nie zdążył już nic wytłumaczyć.. wychodzi Renifer z magazynu :
– Mikołaju Kochany.. Ty Wiesz co mi się przydarzyło? powiem Ci wszystko, z najmniejszymi szczegółami.. ale najpierw słuchaj. MAmy nowe sanie… ja wiem, wiem, że kochasz te swoje, ale te są full wypas… Już nigdy kopytek nie zedrę, będę siedział z Tobą za sterami.. pełna elektronika.. I dożywotnia gwarancja. Teraz dwa razy szybciej wszystkie domy obskoczysz.. bo będziemy razem przez kominy wpadać. a właśnie.. Komin… niee… KOminek chyba… Biedrona mi taaaką kampanię zaproponowała.. na miarę KOminka właśnie.. wyjazdy, noclegi… wyżywienie pełne… a wszystko dzięki tej mojej rosnącej popularności, bo żeście z Monią taaaaakąąąą akcję zorganizowali…. pól Polski mnie szukało… Kominek przy mnie to mały Pikuś..

– No! – krzyknął Mikołaj – Tobie się Reni coś w głowie poprzewracało. Najważniejsze, że już jesteś.. a teraz chodź, zrobimy zakupy w Biedronie i pomykamy na Biegun, tymi nowymi saniami..Hmm..a takiego bloga to może sam założę?;)
– o tak Mikołaju ….. zrobimy tak…. jak tylko wrócimy na Biegun to.. .. ……..

i poszli – pogadać… bo się w końcu długo nie widzieli;)

Dziękuję Wam Kochani… za te wszystkie przecudne odpowiedzi, i za doskonałą zabawę. Uśmiałam się nie raz z nie jednej … Było ich około setki – mogliście podglądać na bieżąco..
Całe szczęście, że nie mnie przypadł wybór tych najlepszych – miałam swoich faworytów.. ale decydował nasz tajemniczy Święty Pan:)
Mam nadzieję, że bawiliście się z nami tak samo dobrze, jak my z Wami… i że jeszcze nie raz weźmiecie udział w konkursach na tym blogu?;)
ale najbardziej liczę na to, że pozostaniecie z nami nie ze względu na konkursy, a ot tak sobie… po prostu:)

Wygranych proszę o przesłanie danych do wysyłki na maila:


kobieta.z.zawodu@gmail.com

i dodam, że w tym tygodniu wylosujemy też nagrodę niespodziankę – wśród wszystkich uczestników konkursu. Także jeszcze nie wszystko stracone:)


Udostępnij: