Bez kategorii

Doktor Wujaszek i zabawa w lekarza..

Cholibka… znowu to samo… Kilka tygodni spokoju i znów gluty po pas… kaszlańce, kichańce a przy tym jęki i stęki… ale przynajmniej jest okazja, żeby trochę zwolnić..;)

Noooo….Niestety…. Mikula zaantybiotykowany, do tego milion innych lekarstw plus Fil….Ten Mały Glut też zawalony wszelkiego rodzaju ulepszaczami zdrowia.. Wychodząc dziś z apteki pomyślałam – no to niosę im w reklamówce prezenty na Mikołajki…ehhh nie zgadniecie ile wyłożyłam za tych kilka kartoników z lekami… Sama byłam w lekkim szoku ;)BA.. nawet Pan z apteki stwierdził :”No toś Mamusia dzisiaj pojechała… pół wypłaty u mnie zostawisz”.. ehh:) Jak mus, to mus… ważne, żeby pomogło:)

A sama wizyta u lekarza już bez większych niespodzianek przebiega. Pan Doktor został Wujaszkiem.. cóż no… skoro tak często się z nim widujemy, to dlaczego mamy sobie Paniować i Panować?:) no tak, wiem.. WYPADA.. ale ja tam w dupalu mam to,  co być powinno;)
Jednak myślę, że te nasze częste wizyty u Doktora Wujaszka to nie jedyny powód spokojniejszego przebiegu samego BADANIA;)
Nie dalej jak wczoraj, taka sytuacja:
Matula ZAPISANA… grzmoci te teksty pod pozycjonowanie jeden po drugim bo wenę złapała.. O kaloryferach, o powiększaniu tego i owego, o dietach, kominkach, i budowie domów..
No ale ileż można siedzieć na dupalu? Czasem trzeba się podnieść, kości rozprostować, wrzucić coś na ruszt, zapić czymś.. Odwraca się Matula .. i co widzi? Fil na golasa – w pampku samym – siedzi na krzesełku Mammucim z IKEA (KOFFAM) , a Miko klęczy przy nim i dyskusje prowadzi:
– a telaź powiedź AAAA…. DUZIE AAA… wywal jęziola tak jak klówka wywala..
Wtyka Mu przy tym do paszczy bliżej nie określony przedmiot (WTF??) Filuch przeszczęśliwy, polecenia wykonuje- ZADOWOLONY z siebie na maksa.
STOP – powinnam powiedzieć, bo obsmarkany, a na golasa siedzi… ale przysiadłam i ja – na chwilę jeszcze – bom ciekawa była cóż się dalej stanie..
Poleciał Mikula do kuchni po MŁOTEK.. o ten no… do mięcha ubijania.. i bach Młodemu w kolano…
– Noo… podśkakuje.. to dobly źnak.. gipsiu nie tzieba!A telaź się półóź.. pokaź bziuch..
Leży Fil na dywanie, mlaska dziobem i czeka, co też Miko dalej wymyśli… Patrzę… a on do kuchni znowu… Cholibka… co to będzie?
O nie.. NÓŻ… Leci z tym nożem i wrzeszczy : OPELAĆJAAAAAAA!
 Matko kochana-  zabrałam Gluta, ubrałam , i pomyślałam, że chyba przyda mi się jednak DŁUŻSZA przerwa 😉

Udostępnij: