Wszystko i nic

Poranki Multikino dla dzieci

Moje Dziecko BOI się kina! Jako początkująca Mama nie mogłam się doczekać, kiedy mój Mały Bąk wreszcie wyrośnie na tyle, żebym mogła pokazać Mu świat. Gdy byłam
dzieckiem, marzyłam o tym, by choć raz wybrać się na kinowy seans a tu masz… NIEWYPAŁ na całego. Na szczęście próba nr. 2, okazała się być SUKCESEM 🙂 Poranki Multikino dla dzieci – POLECAM!
 

Multikino poranki

Po raz pierwszy wybraliśmy się do kina prawie rok temu. I ja, i Miko napaliliśmy się ogromnie na sam film – pokazywałam Mu celowo zajawki, żeby się trochę oswoił z bajeczką. No rewelacja – pomyślałam. Młody jest gotowy. Najpierw była podróż przez całe miasto – co zajęło nam około 2 godziny (MASAKRA!). Później zakup biletu i wielkie oczekiwanie – spóźniliśmy się na poprzedni seans, więc mieliśmy GODZINĘ do rozpoczęcia kolejnego. W ciągu tych okrutnie długich 60 minut, zdążyliśmy zwiedzić całe kino, zjeść popcorn,  a słonko postanowiło już udać się w gościnę do Morfeusza. Zmęczeni całym oczekiwaniem weszliśmy na salę pięć minut, przed rozpoczęciem filmu.
Nie pytajcie jednak, jak szybko stamtąd wyszliśmy! I wtedy właśnie stwierdziłam, że kolejną taką wyprawę, zaplanuję dopiero za kilka lat.
Plany jednak zmieniłam w dniu wczorajszym.. Dlaczego? Już jakiś czas temu natknęłam się na reklamę – poranki Multikino. Zachęciła mnie pewnie głównie cena biletu ( 12 zeta od łebka ) ale i to, że w trakcie tych poranków wyświetlane są bajeczki, które Młody dobrze zna. Pomyślałam, że może warto pójść w tym kierunki. Jeśli Dzieć odnajdzie na sali kinowej “to , co we własnym domu”, może jakoś  łatwiej przyswoi panujące tam warunki;) ( ciemność.. widzę ciemność..)
Nie myliłam się, zaraz po zarzuceniu wędki, Miko połknął haczyk..
Szorował do kina na nóżkach nie marudząc – choć zwykle w trakcie takiej wyprawy coś go “boli” i nie ma mowy o tym, żeby ktoś go nie wziął na ręce.
Na starcie, wielka pokusa:
Oj dobrze wiedzą Ci od marketingu, gdzie takie gadżety umieścić. Nie jeden Dzieć postanowił, że pokaże jak silny ma głosik, i nie jeden Rodzic zaczerwieniony zgodził się w końcu na zakup kolejnego badziewia. Na szczęście Mikula odpuścił szybko. Za to z popcornu nie zrezygnował i musiał spróbować jeszcze zanim weszliśmy na salę:

 

W środku pięć Dzieciaków na krzyż – plus jakaś Babcia, Dziadek, Mama.. Seans opóźniony, bo może ktoś jeszcze dojdzie? NIE doszedł. Pusto.. ale nam to nie przeszkadzało ( kiedy studiowałam, i byłam cotygodniowym, kinowym gościem zdarzało się, że oglądałam seanse zupełnie sama – to dopiero był komfort. W cenie biletu wynajem caaałej sali).
Przed bajeczką, szybki konkurs poranki Multikino. Marimer – pewno sponsor. Dmuchany delfinek. Młoda Dziewczyna  chowa go na sali. Dzieciaki mają szukać, żadne nie wstaje. W końcu podnoszę się z miejsca, biorę Miko za rękę i idziemy. Tak! Mikołaj wygrywa. Cóż za wyróżnienie- ale ktoś przecież musiał;)
No i wreszcie nadeszła oczekiwana chwila.. gasną światła.. kurczowo chwyta mnie za rękę. Tłumaczę Mu, że zaraz zrobi się jaśniej.. Łapie.. Czeka.. Reklamy.. O Matko i Córko co za badziewie!!
Poranki w multikinie dla dzieci.. DLA DZIECI!!! Więc może by tak i reklamą jakąś dzieciową zapodać, co?
A Wiecie o czym gadali? i to przez jakieś 5 minut!! a o tym:
 Ja rozumiem,że sponsor czy coś tam ale do licha! no jakiś krótki film reklamowy – ok. Tylko nie taaak długi! Dzieć mi się nudził, pytał stale kiedy bajeczka. Mówią, że zawsze zapamiętuje się najlepiej początek, i koniec.  i Wiecie co Młody powiedział Ojcu jak Go zapytał o czym były bajeczki? Wymienił:
1.O higienie intymnej (!)
2. O Dinopociągu
3. O Truskawkowym Ciastku itp.
Ale mniejsza o to, w końcu doczekaliśmy się i punktu kulminacyjnego. Nadejszła wiekopomna chwila, i Mikula złapał bakcyla. Oglądał z przejęciem caaaały Dinopociąg. Truskawkowe Ciastko mniej Go wciągnęło ( wiadomo, dla Bab;)). Kiedy zapodali Rajdka, oglądał już w tej pozycji:
A Noddy, zmęczył Go ostatecznie:)
Pewna byłam, że nie da się już namówić na spacer, i że będę musiała Go ciągnąć przez miasto do domu, ale On był rześki jak Skowronek:) i doczekać się nie mógł, aż pokaże Filowi swoją nagrodę  ( bańki mydlane) i opowie o tym, gdzie był.
Wiem już, że na pewno wybierzemy się jeszcze w najbliższym czasie do kina.. teraz jednak, wybierzemy coś bardziej “dorosłego” bo przyznam szczerze, że nieziemsko mnie te bajeczki nudziły.
A bańki mydlane stały się okazją do udanego spacerku – kocham jesień w tym wydaniu:

 

 

 

 

 

Udostępnij: